Express-Miejski.pl

Schody Marianny – symbol zaradności i wielkiej miłości

Marianna Orańska na drewnianych schodach fot.: zdjęcie archiwalne

W lipcu 1848 roku Królewna Marianna Orańska otrzymała swój upragniony rozwód pozbywając się tym samym ze swojego życia Albrechta. Bez względu na przyczyny tego rozstania, po dziś dzień postawa Marianny w trakcie rozwodu, jak i splot wydarzeń po rozwodzie, wzbudzają wręcz oburzenie u części ludzi związanych z dworem pruskim. Świat arystokracji holenderskiej również nie pozostaje po dziś dzień obojętny wobec wydarzeń sprzed przeszło 160 laty…

Opinie na temat „dobrej Pani” (jak to mamy w zwyczaju nazywać Mariannę Orańską) w środowisku współczesnych historyków, naukowców oraz badaczy amatorów również są podzielone. Jedni, ukazując jej wszystkie niewątpliwe osiągnięcia, przedstawiają nam Mariannę, jako kobietę sukcesu zawodowego i społecznego, obciążoną jednocześnie brzemieniem nieszczęśliwej miłości, zdrady i utraty dzieci. Inni twierdzą, że to, co robiła Marianna, nie było niczym nadzwyczajnym w tamtym czasie. Powołując się na znane lub mniej znane nazwiska stawiają tezy, że w owym czasie rodził się wyrachowany trend połączenia biznesu z działaniami prospołecznymi z naciskiem na poprawę socjalnego bytu pracowników – poddanych w myśl idei, że człowiek szczęśliwy, pracuje dwa razy wydajniej. Czy Marianna była pionierem takiej postawy? Niewątpliwie przeszło 40 lat działalności charytatywnej nasilonej znacząco po roku 1861 (wtedy umarł jej syn Johannes Willem) pozostawiło pozytywny wydźwięk w społeczeństwie. Już wówczas mówiono o niej „matka biednych i sierot”. Można powiedzieć, że Marianna stała się legendą za życia – lud ją uwielbiał. Natomiast świat arystokracji nie potrafił zrozumieć jej poczynań, szczególnie, jeśli chodzi o życie prywatne. Kolokwialnie mówiąc – dwór huczał od plotek, a echa tych szeptów słychać po dziś dzień.

Wydaje się nam, że wiemy już wszystko na temat jej życia, zwyczajów, działań- ale czy aby na pewno? Mimo że powstało wiele publikacji i książek, nadal stoimy tak naprawdę w punkcie wyjścia. Wiemy wiele, musimy jednak mieć świadomość, że sporo materiałów dotyczących jej życia, spisanego w formie przeróżnych dokumentów, znajduje się w berlińskich archiwach. Do dzisiejszego dnia dokumenty te, jako całość, nie zostały poddane analizie. Nie przeprowadzono również analizy pamiętnika Ferdynanda Martiusa (budowniczego kamienieckiego pałacu), który to uważany był przez Mariannę za przyjaciela. Tam również znajduje się wiele faktów z jej życia, nieznanych szerszemu gronu. Wyprzedzając nieco dyskusję należy zwrócić uwagę na fakt, że artykuł  ten oparty został głównie na dostepnych publikacjach, z pominięciem licznych wątpliwych spekulacji na ten temat, w nieco szerszej perspektywie związanej z Marianną Orańską. Nic nie jest takie, jakby się mogło wydawać…

Marianna wraz z rozwodem, a raczej z publicznym przyznaniem się do związku z Johannesem von Rossum, naraziła się na gniew władzy pruskiej. Pomijając już zgrzyt dyplomatyczny i zerwanie stosunków dyplomatycznych pomiędzy dworem pruskim i holenderskim, Marianna została oficjalnie potępiona przez Fryderyka Wilhelma IV, a tym samym wyrzucona z Berlina. Dodatkowo nie mogła przebywać na terenie Prus (między innymi na terenie swoich dóbr znajdujących się w Kamieńcu Ząbk. i okolicznych miejscowościach) dłużej niż 24 godziny. Towarzyszowi jej życia- Rossumowi całkowicie odmówiono pobytu na terenie Prus. Marianna poradziła sobie z tym problemem kupując w roku 1854 oddalony o 10 km majątek w austryjackiej  Bilej Vodzie. Tyle faktów. Nie wiadomo jednak, czy jest to legenda czy zdarzenie poparte dowodami – podobno Marianna otrzymała oficjalny zakaz wejścia do pałacu głównym wejściem. Jako kobieta zaradna poradziła sobie i z tym problemem – kazała zbudować drewniane schody wprost do swoich apartamentów. Schody te były zapewne często przez nią używane – z biegiem czasu zastąpione zostały granitową konstrukcją, której fragmenty widoczne były jeszcze w latach 1955 – 1965.  Gdyby udało się schody te odtworzyć, wówczas stałyby się one symbolem zaradności i pokonywania przeszkód, niepoddawania się i obrony miłości.


Opis do zdjęcia – Marianna Orańska (z dużym prawdopodobieństwem) na drewnianych schodach prowadzących do jej apartamentów. Na ławce prawdopodobnie jeden z jej synów.

Mateusz Gnaczy

6

Dodaj komentarz

Dodając komentarz akceptujesz regulamin forum

KOMENTARZE powiadamiaj mnie o nowych komentarzach

  • Schody Marianny – symbol zaradności i wielkiej miłości

    2013-01-02 21:36:54

    Mateusz Gnaczy

    W lipcu 1848 roku Królewna Marianna Orańska otrzymała swój upragniony rozwód pozbywając się tym samym ze swojego życia Albrechta. Bez względu na przyczyny tego rozstania, po dziś dzień postawa Marianny w trakcie rozwodu, jak i splot wydarzeń po rozwodzie, wzbudzają wręcz oburzenie u części ludzi związanych z dworem pruskim. Świat arystokracji holenderskiej również nie pozostaje po dziś dzień obojętny wobec wydarzeń sprzed przeszło 160 laty…

  • 2013-01-03 20:08:45

    gość: ~Głupota

    A dlaczego Pani z dużej litery? Tak się już od 2 lat nie pisze. Dziś pisze się pan lub pani

  • 2013-01-03 22:46:27

    gość: ~Derick

    Wszyscy sie uparli nazywać Mariannę Orańską Królewną. A zaczęło Sie od prof. k. Mazurskiego. A ona choć pochodziła z niderlandzkiej rodziny królewskiej była tylko księżną. Słowo Królewna kojarzy mi sie z postaciami z bajek np z Królewwną Śnieżką. :-)

  • 2013-01-05 18:21:36

    gość: ~??

    Ot i cała problematyka. Czepić się słowa jednego. Ja czasem dziwię się Mateuszowi, że jemu jeszcze chce się chcieć pisać. A co do Pani ja nadal stosuję tę formę. Z szacunku do odbiorcy.

  • 2013-01-05 22:06:20

    gość: ~Glocz

    Królewna czy księżniczka?
    Kiedy Marianna miała 5 latek, jej ojciec – Wilhelm otrzymał tytuł króla Holandii i Belgii. Urząd ten pełnił do 1840 rokum. Nie ulega wątpliwości, że córka króla jest królewną i dalsze rozważania nie mają sensu.
    To, że 2 lata temu mądre gremium oznajmiło, że najbardziej poprawnie jest napisać „pan, pani” nie oznacza, że zachowanie przyzwoitej pisowni staropolskiej jest grzechem.
    Bardzo podoba mi się styl i forma, w jakiej Pan Mateusz pisze swoje felietony historyczne. Oby tak dalej!
    Pozdrawiam.

  • 2013-01-07 16:55:03

    gość: ~kali

    Ponieważ p.prof. Mazurski jest wielkim wielbicielem Marianny Orańskiej nikt nie może Jej nazywać inaczej. Ten despotyzm ujawnia się na egzaminach przewodnickich kiedy to
    ów pan jest egzaminatorem. Uważa się za znawcę tematu ponieważ wydał książkę o
    Mariannie Orańskiej. Co do treści i walorów historycznych tej książki nie będę się
    wypowiadał. Fakt faktem że dzieci z królewskiego łoża są dziećmi królewskimi i zracji urodzenia nadaje się im tytuły książęce. Natomiast godność królewska to godność nie nadana lecz namaszczona. Czy Marianna była namaszczona na królową ?

  • 2013-01-07 17:02:47

    gość: ~??

    ostatnio dodany post

    Jak to się ma do tego artykułu? Cała ta rozmowa zaczyna wydawać się śmieszna. Ktoś wykopał gdzieś stare zdjęcie na którym widać prawdopodobnie Mariannę a cała uwaga skupia się na "księżniczka", "królewna", pani czy Pani...

    Słyszałem kiedyś o tych schodach, o zakazie wejścia. Dla mnie ten artykuł to potwierdzenie pewnego mitu.

REKLAMA


REKLAMA