W Prochowicach Orzeł przegrywał od 11. minuty. Najpierw w środkowej strefie boiska doszło do kontrowersji. Zdaniem wielu faulowany był Kowalczuk, ale arbiter gry nie przerwał. W konsekwencji gospodarze wyszli z atakiem, wywalczyli rzut z autu niemal na wysokości pola karnego i za chwilę cieszyli się z gola. Mocny wrzut w pole karne, przedłużenie piłki i sytuacyjny strzał z bliskiej odległości, przy którym Brandl nie miał szans na skuteczną interwencję. Co więcej, to już kolejny gol stracony przez Orła w tym sezonie w podobny sposób. W odpowiedzi po indywidualnej akcji blisko gola była Madej, ale golkiper gospodarzy zdobył obronić jego uderzenie. Po chwili znów groźnie było pod bramką Brandla - najpierw on sam sparował piłkę na rzut rożny, a później tylko kiepska jakość wykończenia napastnika gospodarzy spowodowała, że Orzeł nie stracił drugiego gola. Kolejne minuty to szanse Kowalczuka, którego strzał obronił bramkarz Prochowiczanki i kapitalna sytuacja gracza gospodarzy, który znalazł się jeden na jeden z Brandlem. Gracz miejscowych przełożył jeszcze futbolówkę na lewą nogę miając wracającego obrońcę Orła, ale nie zdołał pokonać bramkarz biało-niebieskich. Co się jednak odwlecze to nie uciecze. Kilka minut później precyzyjny strzał zza pola karnego w wykonaniu Szumańskiego dał Prochowiczance drugie trafienie. Po chwili gola na 3:0 dla Prochowiczanki zdobył Wójcik i choć wydawało się, że arbiter trafienie uzna, to ostatecznie odgwizdał pozycję spaloną napastnika z Prochowic. Pod koniec pierwszej połowy szansę na gola kontaktowego dla Orła miał Drzymkowski, ale w sytuacji sam na sam uderzył w interweniującego bramkarza. Dobrym podaniem popisał się Ostaszewski. W ostatniej minucie regulaminowego czasu pierwszej odsłony biało-niebiescy zdobyli gola, ale arbiter wskazał pozycję spaloną Stuglika i bramki nie uznał. Do przerwy Orzeł przegrywał 0:2, choć przy lepszej skuteczności i jednych i drugich wynik mógł być zdecydowanie inny.
Na początku drugiej połowy gospodarze mogli, a w zasadzie powinni prowadzić 3:0, ale dwiema świetnymi interwencjami popisał się Brandl, dając biało-niebieskim nadzieję, że jeszcze w tym meczu nie wszystko stracone. Kilka minut później rewelacyjnie z dystansu huknął Madej, ale piłka trafiła tylko w spojenie bramki Prochowiczanki. W 69. minucie było po meczu. Z dystansu mocno i precyzyjnie uderzył Barysevich i ustalił wynik batalii na 3:0 dla Prochowiczanki. Orzeł w końcówce miał jeszcze szanse na honorowe trafienie, ale zarówno próba Madeja, jak i dobitka Drzymowskiego nie znalazły drogi do siatki.
Po tej porażce Orzeł spadł w tabeli na dziesiątą pozycję. Teraz przed ekipą Mariusza Blecharza starcie z walczącą o utrzymanie Polonią Środa Śląska.
Klasa okręgowa: Skałki przegrały z wiceliderem, Zamek ograł Cukrownik
Faworyzowani goście musieli radzić sobie z bardzo dużymi problemami kadrowymi i do meczu przystąpili w zaledwie 13-osobowym składzie. W kadrze z konieczności pojawili się zawodnicy rezerw - Burczak, Rychter i Mieszkalski - których drużyna w ten weekend pauzowała.
Od pierwszych minut Zamek osiągnął przewagę i częściej utrzymywał się przy piłce. Już w 10. minucie goście objęli prowadzenie po składnej akcji Madejczyka i Raszpli. Ten drugi skutecznie wykończył akcję i otworzył wynik spotkania.
Mimo kontroli nad przebiegiem gry Zamek nie ustrzegł się błędu w defensywie i w 23. minucie gospodarze doprowadzili do wyrównania. Goście nadal prowadzili grę i dwukrotnie domagali się rzutu karnego, jednak arbiter pozostawał niewzruszony.
W 40. minucie Zamek ponownie wyszedł na prowadzenie. Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego wykonywanego przez Raszplę efektownym strzałem głową popisał się Burczak i to drużyna z Kamieńca Ząbkowickiego schodziła na przerwę z jednobramkową zaliczką.
Po zmianie stron obraz meczu nie uległ większej zmianie. Zamek nadal przeważał i w 70. minucie był bardzo bliski podwyższenia wyniku, jednak znajdujący się w stuprocentowej sytuacji Kieniuk z najbliższej odległości trafił w słupek. Niewykorzystana okazja szybko się zemściła. Chwilę później po jednej z kontr gospodarzy i zagraniu ręką w polu karnym sędzia wskazał na jedenasty metr, który na gola zamienił doświadczony Filipczak.
Goście nie zamierzali jednak zadowalać się remisem. Zamek ruszył do zdecydowanych ataków i pięć minut przed końcem meczu dopiął swego. Drugiego gola w spotkaniu zdobył dobrze dysponowany Raszpla, ponownie wyprowadzając swój zespół na prowadzenie. Po stracie bramki gospodarze odkryli się, co skrzętnie wykorzystali piłkarze trenera Albrechta. Po świetnym podaniu Gerlacha w sytuacji sam na sam znalazł się Kieniuk, który tym razem się nie pomylił i ustalił wynik spotkania na 4:2 dla gości.
Zamek po tej wygranej umocnił się na siódmej pozycji w tabeli. Teraz przed ekipą z Kamieńca Ząbkowickiego spotkanie z wyżej notowanym Zdrojem. Jeśli Zamek wygra ma szansę wrócić do pierwszej piątki rozgrywek.
Po wygranej w ubiegły weekend z Lechią II Dzierżoniów piłkarze Skałek jechali do Bielawy z chęcią sprawienia niespodzianki i urwania punktów wiceliderowi. Nic z tych rzeczy się jednak nie wydarzyło. Bielawianka wygrała 3:1 (1:0) i wciąż walczy o mistrzostwo ligi.
Już w 25. minucie po dośrodkowaniu Maciejewskiego gospodarzy na prowadzenie celnym uderzeniem z głowy wyprowadził Kuriata. Bielawianka mogła już wcześniej objąć prowadzenie - zza pola karnego groźnie uderzał Maciejewski, a chwilę później w zamieszaniu podbramkowym niecelnie strzelał inny gracz miejscowych. Bielawianie mieli przewagę, ale nie ustrzegli się błędów. Najlepszej okazji w pierwszej połowie na wyrównanie nie wykorzystał Wajdzik, który po dwójkowej akcji z Rudnickim dobrze zachował się w polu karnym, wygrał pozycję, ale nie zdołał pokonać golkipera gospodarzy.
Drugi gol dla Bielawianki padł zaraz po zmianie stron. W 49. minucie do siatki Wajdy trafił Cegiełka. Po długim wrzucie z autu i niefrasobliwości defensorów Skałek piłka trafiła pod nogi skrzydłowego gospodarzy, który z najbliższej odległości umieścił ją między słupkami. Wydawało się, że miejscowi mają mecz pod kontrolą, ale w 66. minucie po składnej akcji Skałek gola kontaktowego zdobył Zieliński i w szeregach Bielawianki można było wyczuć delikatnie poddenerwowanie. Gospodarze na straconego gola odpowiedzieli jednak w możliwie najlepszy sposób i juz w 71. minucie gry ponownie mieli dwa gole przewagi. Do siatki po dośrodkowaniu z lewego sektora boiska trafił nabiegający Maurycy Majewski. Trzeci strzelony gol przez miejscowych spowodował, że z graczy Skałek całkiem zeszło ciśnienie. W końcówce stolczanie mogli stracić jeszcze czwartego gola, ale w sytuacji sam na sam spudłował jeden z graczy Bielawy.
Skałki są w tabeli na ósmej pozycji z bezpieczną przewagą nad strefą spadkową, która wynosi dziesięć oczek. Do zakończenia rozgrywek pozostało pięć kolejek. Teraz stolczanie zagrają u siebie ze Zjednoczonymi Żarów.
A-klasa, gr. II: Ślęża podtrzymała serię zwycięstw, Rezerwy Orła ograły lidera, Sparta znów na szczycie. Przełamanie Polonii
Ślęża Ciepłowody zanotowała siódmy mecz bez porażki i piąte zwycięstwo z rzędu. Podopieczni Radosława Korchana nie bez problemów, ale odnieśli zwycięstwo z Czarnymi Wałbrzych. Dwa gole dla Ślęży zdobył Olejarnik, który ma już na swoim koncie 32 trafienia i przewodzi w klasyfikacji strzelców.
Do przerwy ciepłowodzianie przegrywali 0:1. Mimo optycznej przewagi Ślęży, to goście schodzili do szatni w lepszych nastrojach, strzelając gola po jednej z nielicznych kontr. W drugich 45. minutach ślężanie ruszyli do odrabiania strat i nie potrzebowali wiele czasu, by odwrócić losy rywalizacji. W 52. minucie był już remis, a dwie minuty później Ślęża prowadziła. Wynik rywalizacji do końca pozostawał sprawą otwartą, bo ciepłowodzianie nie potrafili, mimo kilku okazji, zdobyć bramki numer trzy, ale ostatecznie dopisali do swojego dorobku trzy oczka i w tabeli wskoczyli już na czwartą pozycję z realnymi szansami na trzecie miejsce. Do Zielonych z Łagiewnik podopieczni trenera Korchana tracą trzy punkty. Teraz Ślęża zagra w Piławie z wiceliderującą Piławianką.
Piławianka, która doznała porażki z rezerwami ząbkowickiego Orła zsunęła się z pozycji lidera, na której po kilku tygodniach przerwy ponownie rozsiadła się Sparta Ziębice. Spotkanie Piławy z Orłem mogło się podobać i do końca trzymało w napięciu. W pierwszej części meczu kibice goli nie obejrzeli, ale obie ekipy mogły strzelić co najmniej po jednym. W 12. minucie w sytuacji sam na sam dobrze interweniował Krakowski, a zaraz po nim Maciak, którzy zapobiegli utracie gola przez Orła. Chwilę później groźnie było pod drugą bramką, ale tam również zwycięsko z pojedynku wyszedł bramkarz. W 36. minucie po złym wybiciu Krakowskiego goście stanęli przed znakomitą szansą na objęcie prowadzenia, ale piłka po uderzeniu z około 30 metrów do niemalże pustej bramki trafiła w poprzeczkę. Minutę później Krakowski świetnie interwniował po uderzeniu z szesnastego metra, a w odpowiedzi Orzeł też miał dogodną sytuację, ale Dyda w polu karnym zbyt długo szukał klarownej pozycji i obrońcy w ostatniej chwili zdołali mu wybić piłkę. Do przerwy bez goli.
W drugiej połowie wynik w 59. minucie otworzył Sikorski, który wykorzystał prostopadłe zagranie od Skubisza i mocnym uderzeniem przy dalszym słupku nie dał golkiperowi gości szans na skuteczną interwencję. Goście próbowali wyrównać, mieli swoje szanse, ale Krakowski za każdym razem był na posterunku. W 78. minucie w sukurs przyszedł mu natomiast słupek. Końcówka rywalizacji to próby Piławianki i kontry Orła. Więcej goli już jednak nie padło. Rezerwy Orła czeka teraz pojedynek z Polonią Ząbkowice Śląskie.
Z porażki Piławianki skorzystała Sparta, która pewnie pokonała Kłosa Lutomia 4:0 (3:0). Kluczowy dla losów meczu okazał się fragment między 23 a 36 minutą, kiedy Kluba, Osiecki i Michalski trafili do bramki lutomian i dali swojej ekipie solidną zaliczkę na drugie 45. minut. Zaraz po zmianie stron czwarte trafienie dla Sparty zdobył Robak i jednocześnie ustalił wynik meczu.
Sparta na pięć kolejek przed końcem jest liderem i w kolejnych meczach nie będzie mierzyła się z rywalami z czołówki. Najwyżej notowanym przeciwnikiem, który jeszcze przed Spartą to siódma Silesia Żarów, która wiosną gra bardzo słabo. Ponadto przed ekipą trenera Czachora mecze z ósmymi Sudetami Kątki, jedenastymi Czarnymi Wałbrzych, dwunastym STEP-em Tąpadła/Wiry i ostatnim LKS Sowie Gilów. Czy to autostrada do awansu? W Ziębicach hurraoptymizmu nie ma, ale szansa na powrót do okręgówki spora.
Grająca w kratkę ząbkowicka Polonia wygrała w Roztoczniku i po trzech porażkach z rzędu zainkasowała trzy punkty. Zespół Daniela Gurbały wygrał 4:2 (1:1) i utrzymuje w tabeli dziewiątą pozycję.
Mecz od początku był bardzo fizyczny. Polonia trzy razy wychodziła na prowadzenie, ale gospodarze dwukrotnie potrafili odpowiedzieć. Do przerwy było 1:1. Polonii prowadzenie w 18. minucie dał Gorczkowski, ale tuż przed przerwą wyrównał Koźmińczuk. Zaraz po zmianie stron drugiego gola dla ząbkowiczan zdobył Hucaluk, ale siedem minut remis gospodarzom dał Szot. Wynik remisowy utrzymywał się do 73. minuty rywalizacji. Wtedy na listę strzelców wpisał się rezerwowy Poręba. Wynik rywalizacji tuż przed końcem gry ustalił Gorczkowski, kompletując dublet.
A-klasa, gr. III: Tarnovia powalczyła, ale punktów nie zdobyła
Po pierwszych 45. minutach Tarnovia Tarnów remisowała bezbramkowo z Unią Bardo i różnica punktowa dzieląca obie ekipy w tabeli nie była aż tak zauważalna. Co więcej, to tarnowianie mieli najlepszą okazję do objęcia prowadzenia, ale dobrze interweniował Dębowski. Drugie 45. minut i zmiany, których z konieczności musiał dokonać trener Lisiecki spowodowały, że w obozie Tarnovii wszystko się posypało. Unia w okresie od 55 do 60. minuty meczu zdobyła trzy gole, a później dołożyła jeszcze dwa, a przy większej precyzji mogła zdobyć kolejne. Bardzianie w drugich 45. minutach zdominowali tarnowian, z których po stracie pierwszej bramki całkowicie uszło powietrze.
Tarnovia z pięcioma punktami zamyka ligową tabelę i jest już pogodzona ze spadkiem do B-klasy, choć matematyczne szans na utrzymanie jeszcze ma. Unia w tabeli jest na dziewiątej pozycji. Teraz tarnowian czeka wyjazd do Lądka-Zdroju, a bardzianie zmierzą się na własnym obiekcie z KS Polanicą-Zdrój.