IV liga Piast Żmigród 0:1 (0:0) Orzeł Ząbkowice Śląskie fot.: Marcin Folmer / NI-FO.blogspot.com / Piast Żmigród
Seria Orła trwa. Biało-niebiescy nie przegrali już od siedmiu kolejek. Kiepskie nastroje w Skałkach i Zamku. Obie ekipy w weekend bez punktów. Sparta straciła lidera.
IV liga: Orzeł rozdaje karty
W miniony weekend Orzeł grał w delegacji. Tym razem rywalem ząbkowiczan był walczący o drugie miejsce Piast Żmigród. Druga lokata w tabeli umożliwia grę w barażach i realną walkę o grę w trzeciej lidze. Ząbkowiczanie podbudowani ostatnimi wynikami z wyżej notowanymi rywalami pojechali do Żmigrodu by powalczyć o kolejne punkty i przywieźli ich komplet. To za sprawą Madeja, który w doliczonym czasie rywalizacji wykorzystał rzut karny. Faulowany w polu karnym był Robak.
Od początku spotkanie było energiczne, żywe i mogło się podobać. Już w pierwszych minutach zarówno jedni, jak i drudzy zmusili bramkarzy przeciwnych drużyn do interwencji. Do 30. minuty to gospodarze prowadzili grę i często gościli pod polem karnym Orła. Nie zdołali jednak wypracować sobie żadnej dogodnej sytuacji do zdobycia bramki. Ostatnie 15. minut pierwszej odsłony to już odważniejsza gra Orła, który kilkukrotnie zagościł pod bramką gospodarzy, ale bez większego efektu. Najbliżej gola był Stuglik, ale główkował ponad bramką. Do przerwy bez goli.
W drugich 45. minutach obraz gry nie uległ diametralnej zmianie i przypominał ten, który widzieliśmy w drugiej części pierwszej połowy. W pierwszym kwadaransie drugiej połowy dwa razy na bramkę Piasta uderzał Kowalczuk. Oba uderzenia były celne, ale nie mogły sprawić problemów golkiperowi miejscowych. Bramkarz Piasta wykazał się jednak świetną interwencją w późniejszej fazie gry, kiedy wygrał pojedynek sam na sam z Madejem. Skrzydłowy Orła mimo goniących go dwóch obrońców zdołał oddać strzał, ale nie był on na tyle precyzyjny by piłka minęła interweniującego golkipera żmigrodzian. W odpowiedzi pod drugą bramką dobrą obroną popisał się Brandl po sytuacyjnym strzale gracza miejscowych.
Gdy wydawało się, że goli w Żmigrodzie nie będzie, to indywidualną akcją popisał się Grzywniak. Rezerwowy napastnik Orła zszedł do lewej nogi, dograł piłkę w pole karne do Robaka, a ten przy próbie strzału został nieprzepisowo zatrzymany przez obrońcę. W efekcie arbiter podyktował rzut karny dla gości. Madej wytrzymał presję i uderzeniem w środek bramki dał Orłowi gola na wagę trzech punktów.
Biało-niebiescy są w tabeli na siódmej pozycji i patrzą w górę klasyfikacji. Matematycznie Orzeł ma nawet szansę na skończenie rywalizacji nawet na pozycji wicelidera, ale wydaje się to scenariusz bardzo mało prawdopodobny. Orzeł do drugiej Lechii traci dziesięć punktów i to właśnie z Lechią zagra w najbliższej kolejce. Ten mecz już w środę, 29 kwietnia o godz. 17 w Ząbkowicach Śląskich. W bardziej realnym zasięgu biało-niebieskich jest jednak czwarta lokata. Do zajmującego ją Chrobrego II Głogów biało-niebiescy tracą tylko cztery oczka.
Co ciekawe, w tabeli rundy wiosennej Orzeł zajmuje czwarte miejsce. Nieoczekiwanymi rycerzami wiosny są gracze z Mirkowa/Długołęki, którzy w dziewięciu meczach zdobyli 23 punkty. Wiosną lepiej od Orła punktuje też Barycz Sułów, a na takim samym poziomie Górnik Złotoryja.
Klasa okręgowa: Nasi bez zdobyczy. Zamek nie odczarował boiska w Bystrzycy Górnej, Skałki przegrały z beniaminkiem
Nie zachwycają w rundzie wiosennej Skałki Stolec. Podopieczni trenera Mariusza Kondryca znów nie zdobyli kompletu punktów z niżej notowanym przeciwnikiem. W ostatnich pięciu meczach stolczanie pięciokrotnie grali z zespołami plasującymi się w tabeli za plecami Skałek i tylko raz zdołali wygrać i to z outsiderem z Pieszyc.
W ostatni weekend stolczanie przegrali 0:1 (0:1) w Boguszowie-Gorcach z miejscowym Szczytem. Jedyny gol w meczu padł w około 10. minucie pojedynku kiedy nieco przypadkowe prostopadłe podanie ze środka pola w pole karne wykorzystał Wąsowski i pokonał Zygmunta. Chwilę później goście powinni wyrównać, ale stuprocentowej sytuacji nie wykorzystał Wajdzik. Minutę później jeszcze lepszą sytuację mieli gospodarze. Ponownie w sytuacji sam na sam znalazł się Wąsowski, ale zbyt długo zwlekał z oddaniem strzału i w ostatniej chwili jego uderzenie zostało zablokowane przez wracającego obrońcę. Od 20. minuty niemal do końca pierwszej połowy Skałki miały przewagę i były konkretniejsze, oddały kilka groźnych uderzeń na bramkę Jaroszewskiego, ale żadno z uderzeń nie było na tyle precyzyjne by zaskoczyć Jaroszewskiego.
W drugiej połowie to również Skałki posiadały inicjatywę. Gracze gości oddali kilkanaście strzałów w kierunku bramki Szczytu. Podopieczni Mariusza Kondryca mieli sporą przewagę, czy to w posiadaniu piłki czy w ilości sytuacji podbramkowych, ale gola zdobyć nie zdołali. Najbliżej doprowadzenia do remisu był Rudnicki, ale po jego strzale z dystansu piłka trafiła w poprzeczkę. Szczyt odpowiadał zaś nielicznymi, ale niezwykle groźnymi kontrami po których pod bramką Zygmunta było bardzo gorąco. Ostatecznie gole w drugiej połowie jednak nie padły i gol z 10. minuty rywalizacji okazał się bramką na wagę trzech punktów dla zespołu z Boguszowa-Gorc.
Stolczanie w tabeli jeszcze plasują się na ósmym miejscu, ale teraz przed nimi seria ciężkich pojedynków. Najbliższy w majówkę. Rywalem Lechia II Dzierżoniów.
Bez punktów z wyjazdu do Bystrzycy Górnej wrócił Zamek Kamieniec Ząbkowicki. Podopiecznym Arkadiusza Albrechta nie udało się odczarować trudnego terenu, na którym Zamek po prostu nie wygrywa. Tym razem zespół z Kamieńca Ząbkowickiego przegrał 2:3 (0:1), choć jeszcze na pół godziny przed końcem meczu prowadził 2:1.
Do przerwy kibice zobaczyli tylko jedno trafienie. Jego autorem był Furmankiewicz i to gospodarze schodzili do szatni w lepszych humorach. Wystarczyło jednak 10. minut po zmianie stron by Zamek strzelił dwa gole. Na listę strzelców wpisali się Adamczyk i Fatianov, który na boisku pojawił się tuż przed końcem pierwszej połowy. Zamek z prowadzenia cieszył się jednak ledwie dziesięć minut. W 64. minucie do siatki Bilskiego trafił Goździejewski. Prowadzenie i gola na wagę trzech punktów bystrzyczanie zdobyli kwadrans przed końcem meczu. Swoje trafienie zanotował Kobiela.
Tym samym Zamek zsunął się w tabeli na siódmą pozycję. Oprócz bystrzyczan zespół z Kamieńca Ząbkowickiego minęli dobrze grający wiosną gracze z Żarowa, którzy w ośmiu meczach rundy wiosennej zdobyli 16 punktów. Teraz Zamek zagra u siebie z wiceliderem ze Świdnicy.
A-klasa, gr. II: Sparta straciła pozycję lidera, Ślęża na fali. Rezerwowy bramkarz drugiej drżyny Orła z hat-trickiem, Polonia nie sprawiła niespodzianki
Coś, co jeszcze niedawno wydawało się mało realne, stało się faktem. Sparta Ziębice roztrwoniła kilkupuntkową przewagę nad wiceliderem z Piławy Górnej i po remisie 4:4 (3:2) w Łagiewnikach z miejscowymi Zielonymi spadła w tabeli na drugą pozycję.
Strzelanie rozpoczał w 25. minucie rywalizacji Raguza. Z rzutu wolnego dośrodkował Iwaszkiewicz, a gracz gospodarzy z niełatwej pozycji strzałem z głowy pokonał bramkarza gości przy jednoczesnej bierności defensorów Sparty. W 37. minucie do remisu doprowadził Robak, ale do szatni to Zieloni schodzili z prowadzeniem. W ostatniej akcji pierwszej połowy z rzutu rożnego dośrodkował Iwaszkiewicz, a do bramki gości trafił Twarożyński.
Po przerwie strzelanie rozpoczęło się bardzo szybko, a kto udał się do sklepu i spóźnił na pierwsze kilka minut drugiej odsłony, to mógł przegapić dwa gole. W 50. minucie do remisu doprowadził Kluba, a zaraz po nim gola dającego Zielonym prowadzenie zdobył Iwaszkiewicz, popisując się świetnym strzałem z dystansu. Obie ekipy przez kolejne blisko 30. minut próbowały zdobyć kolejne gole, a mecz mógł się podobać. Przewagę miała Sparta, ale gospodarze nieźle się bronili. W 83. minucie po raz trzeci Sparcie udało się doprowadzić do remisu. To za sprawą Jurkowskiego, ale wynik 3:3 nie utrzymał się długo. Zieloni po raz czwarty wyszli na prowadzenie. Zza pola karnego huknął Iwaszkiewicz, piłka odbiła się od poprzeczki i wyszła w pole gry, a tam czyhał już Twarożyński, który zanotował dublet i dał Zielonym prowadzenie. Ziębiczanie do końca walczyli jednak przynajmniej o remis i w doliczonym czasie gry udało im się wyrównać. To za sprawą Ziobry.
Teraz przed Spartą mecz z Piastem Jaźwina.
Piąty mecz bez porażki zanotowała Ślęża Ciepłowody. Co więcej, był to trzeci mecz z kolei bez straconego gola i trzeci wygrany. Tym razem łupem ciepłowodzian padły Sudetki Kątki. Podopieczni Radosława Korchana wygrali 3:0 (1:0) i na dobre rozgościli się na piątej pozycji w tabeli, mając coraz bardziej realne szanse na zajęcie miejsca na podium. Do trzeciego Kłosa Lutomia ślężanie tracą trzy oczka.
W meczu na własnym boisku strzelanie dla Ślęży rozpoczął Bębenek, który wykorzystał rzut karny. Miało to miejsce w 33. minucie meczu. Po przerwie na boisku pojawił się Olejarnik i to po jego próbie samobójcze trafienie zanotował Ciuba, dając ekipie z Ciepłowód dwa gole przewagi. Wynik pojedynku ustalił w ostatnim kwadransie gry.
Teraz przed Ślężą wyjazdowy mecz w Żarowie.
Hat-trick rezerwowego bramkarza zapewnił Orłowi II Ząbkowice Śląskie wygraną nad Silesią Żarów. Biało-niebiescy przegrywali od 6. minuty 0:1, ale jeszcze przed przerwą zdołali wyrównać. Z dystansu uderzył Hoffman, a odbita od nogi rywala piłka trafiła do bramki gości. Do przerwy 1:1.
W drugich 45. minutach kluczowa dla losów rywalizacji okazała się zmiana przeprowadzona w przerwie przez trenera Kupca. Na boisku pojawił się Krakowski, nominalny bramkarz, który zmienił zawodnika z pola. Krakowski pokazał jednak, że drzemie w nim również nos napastnika, bo w ciągu niespełna dwóch kwadransów skompletował hat-tricka i zapewnił rezerwom Orła wygraną. Najpierw Krakowski trafił po dośrodkowaniu z bocznego sektora, a później dwa razy otrzymał piłkę w polu karnym, przyjął ją i mimo asysty obrońców, zdołał się obrócić i trafić między słupki.
Rezerwy Orła są na szóstej pozycji w tabeli. Teraz czeka ich wyjazd do Wałbrzycha na mecz z miejscowymi Czarnymi.
Polonia Ząbkowice Śląskie nie sprawiła nie spodzianki i przegrała w Piławie Górnej. Piławianka dzięki tej wygranej wskoczyła na pozycję lidera. Gospodarze od początku mieli optyczną przewagę i już od 16.minuty prowadzili po celnym uderzeniu z rzutu karnego Sienickiego. Po przerwie gospodarze szybko zdobyli dwa kolejne gole autorstwa Buscha i Sienickiego i odnieśli w pełni zasłużone zwycięstwo.
Teraz przed zespołem Daniela Gurbały mecz z czwartym Kłosem Lutomia. Polonia jest dziewiąta.
A-klasa, gr. III: Tarnovia w beznadziejnej sytuacji, Unia z nieba do piekła
Tylko cud może uchronić Tarnovię Tarnów przed spadkiem z ligi. Ubiegłotygodniowy remis na boisku z Iskrą Jaszkowa Dolna został zweryfikowany jako walkower dla rywali za grę nieuprawnionego zawodnika. Co gorsza, Iskra to bezpośredni rywal Tarnovii w walce o pozostanie w lidze. Jakby tego było mało to po trzech punktach za wygraną walkowerem, Iskra w ostatniej kolejce wygrała w Polanicy-Zdrój i ma nad Tarnovią dziesięć oczek przewagi. O występie tarnowian w ostatniej kolejce nie ma co pisać. Bystrzycka Polonia już do przerwy zaaplikowała ekipie trenera Lisieckiego pięć goli, a po przerwie dołożyła jeszcze trzy.
Tarnovia ma już tylko matematyczne szanse na pozostanie w lidze i biorąc pod uwagę dotychczasowe wyniki osiągane przez zespół, to nawet najwięksi optymiści już chyba nie wierzą w to żeby Tarnovia mogła pozostać w A-klasie na kolejny sezon. Teraz przed zespołem wyjazd do Wojborza na mecz z ATS.
Unia Bardo po 20. minutach meczu w Kudowie-Zdroju prowadziła 2:0, ale mimo to nie zdołała wrócić z dalekiego wyjazdu przynajmniej z punktem. Kudowianie zdołali odwrócić losy rywalizacji i ostatecznie wygrali 3:2 (1:2).
Unię na prowadzenie wyprowadził Jaszek. Chwilę później również ten zawodnik wystąpił w roli głównej. Tym razem był on faulowany w polu karnym, a jedenastkę na bramkę zamienił Skowronek. Włókniarz przed przerwą zdołał jednak strzelić bramkę kontaktową, choć bardzianie domagali się odgwizdania pozycji spalonej. Arbiter jednak pozostał obojętny na te protesty, a gospodarze poczuli, że mimo kiepskiego początku mogą powalczyć o punkty.
W około 60. minucie rywalizacji Unia zdobyła gola na 3:1, ale tym razem arbiter uniósł chorągiewkę i wskazał pozycję spaloną Drubkowskiego, który dosłownie dwie minuty wcześniej zameldował się na placu gry. Jakby tego było mało, unici za moment stracili drugiego gola, a po chwili trzeciego. Dębowskiego pokonywali Krzywonos i Krzyśkowiak i trzy oczka zostały w Kudowie-Zdroju. W doliczonym czasie gry bliski doprowadzenia do remisu byl Doringer, ale z bliskiej odległości trafił tylko w poprzeczkę.
Unia w tabeli jest ósma. Teraz bardzianie zagrają u siebie z Orlętami Krosnowice.
em24.pl
Dobra seria Orła trwa, nasi w okręgówce bez punktów. Sparta straciła punkty i pozycję lidera
2026-04-29 16:18:55
gość: ~Ja
Ze Spartą to najwyraźniej będzie tak jak w zeszłym sezonie, dwie albo trzy wpadki i awansu nie będzie. Na razie wszystko na to wskazuje.
2026-04-29 16:24:24
gość: ~Kibic
ostatnio dodany post
Sparta z taką grą i z K.Czachorem co morde drze wieśniak to może niech lepiej zostaną w tej A klasie gra tragiczna bez pomysłu nie ta się tego oglądać do tego ten buc i burak K.Czachor grubas łazi po tym boisku i morde piłuje nie wiadomo do kogo i K co nie pomaga wogóle darciem tym ryjem nie wyparzonym kop w d.u.p.e z takim zawodnikiem tylko tam atmosferę psuje
REKLAMA
REKLAMA