Express-Miejski.pl

W podróży szlakiem Green Velo. Kolejna część opowieści Bogdana Tuły

Dawny klasztor kamedułów w Wigrach fot.: Bogdan Tuła

Publikujemy kolejną część cyklu, w której miłośnik rowerowych wypraw, ząbkowiczanin Bogdan Tuła opowiada o swojej wyprawie szlakiem Green Velo.

Wędrówka szlakiem Green Velo po województwie podlaskim jest pełna niespodzianek. Wymaga od rowerowego turysty dużej cierpliwości, otwartości na to, co go spotyka. Planowanie z rozpisywaniem co do kilometra dziennych przebiegów chyba nie ma sensu. Trzeba zdać się na intuicję i zarezerwować trochę czasu na rozmowy.

Wyruszając z trójstyku granic, postanawiamy trzymać się oznakowania Green Velo. Ostatnie kilometry trasy były bardzo dobrej jakości, liczymy też na ładne widoczki. Wjeżdżamy bowiem na obszar Pojezierza Suwalskiego, z licznymi pagórkami i najgłębszymi polskimi jeziorami. Pierwsze kilometry pofalowanego terenu są całkiem przyjemne, gdy nagle wjeżdżamy na szutrową drogę w remoncie. Polega on na tym, że mamy nasypaną masę mokrego, nieutwardzonego tłucznia w którym rower się zapada. Żadnego ostrzeżenia, tabliczki, nic. Cóż pozostało? Pchamy pod górkę. Staramy się nie zabić z górki… i tak przez kilka kilometrów. Trasę na pół godziny, jedziemy dwie. Z ulgą wyjeżdżamy na dziurawy asfalt. Trzeba nadrobić stracony czas, gdy nagle nadciąga kolejna ulewa. Trzeba chyba wrzucić na luz.

Trasa przez Pojezierze Suwalskie zwane też Suwalską Szwajcarią jest bardzo malownicza. Objeżdżamy jezioro Hańcza i zjeżdżamy do Rezerwatu „Głazowisko Bachanowo”. To bardzo ciekawy (zwłaszcza dla geografa) rezerwat, gdzie na powierzchni niemal jednego hektara mamy nagromadzenie bardzo dużej ilości głazów narzutowych. Powstały w wyniku rozmycia terenu przez wody z topniejącego lądolodu. W okolicy znaleźć można jeszcze kilka tego typu stanowisk.

W okolicy jeziora Szurpiły znajdujemy pole namiotowe. To pierwszy na naszej trasie obiekt, który jest konkretnie nastawiony na rowerzystów podróżujących Green Velo. Dostępny jest spory plac, łazienka i namiot, pod którym można spokojnie zjeść przygotowany przez gospodarzy posiłek albo przygotować coś samemu. Idealne miejsce, robimy szybkie pranie i zasiadamy do konkretnego schabowego.

Niestety od rana leje i to bardzo. W deszczu ruszamy w stronę Suwałk. Niebo powoli się przejaśnia, gdy docieramy do granic Wigierskiego Parku Narodowego. Kierujemy się na Wigry, do dawnego klasztoru kamedułów. To już nie miejsce zadumy i ciszy. Od kasacji klasztoru w XIX wieku, kiedy usunięto zakonników, klasztor podzielił smutne losy wielu tego typu obiektów. Zniszczenia dwóch wojen i powojenne dewastacje, nieudolne remonty. Od kilkunastu lat powołana fundacja podjęła się odbudowy kompleksu. Odbudowano kościół. Obecnie trwa odbudowa klasztoru z eremami, prace i ich efekty robią wrażenie. Powstało też centrum konferencyjne z częścią hotelową.

Nasza trasa prowadzi dalej w stronę Augustowa. Postanawiamy skrócić sobie drogę i zamiast Green Velo wybieramy Podlaski Szlak Bociani, ale jak to mówią, kto drogi skraca, do domu nie wraca. Szlak ten jest słabo oznakowany, droga piaszczysta. Szybko nie da się jechać, a po kilku kilometrach gdy docieramy do asfaltu, szlak znika. Nawigujemy trochę mapą, trochę telefonem, trochę lokalnymi mieszkańcami. Przede wszystkim wyciągamy wnioski, że dla naszych rowerów leśne piaszczyste drogi to fatalny wybór. W okolicach Czarnego Brody dobijamy do szlaku Green Velo i Kanału Augustowskiego. Tu już rowerowy szlak jest o wiele większy. Sporą część stanowią obcokrajowcy, jednak miny niektórych z nich przy pokonywaniu podlaskich szutrów są nietęgie. I ja doświadczam trudów szutrowej nawierzchni. Trafiam na ostry kamień i dętka do wymiany. Pod wieczór docieramy do Augustowa. Obserwujemy na śluzie przeprawę kanałem, drobne zakupy na kolację i w lesie w okolicach jeziora Kolno rozbijamy kolejny nasz obóz.

W kolejnym etapie czekają na nas Biebrzański i Narwiański Park Narodowy.

Bogdan Tuła

0

Dodaj komentarz

Dodając komentarz akceptujesz regulamin forum

KOMENTARZE powiadamiaj mnie o nowych komentarzach

REKLAMA