Express-Miejski.pl

Był to dzień nieszczęścia i strachu dla Ciepłowód. 209 lat po pożarze, który zniszczył wieś

Kościół w Ciepłowodach fot.: mat. prasowe

Wczoraj minęło 209 lat od największego pożaru w historii Ciepłowód. Fragment książki Kamila Pawłowskiego pt. Dzieje Ciepłowód od czasów najdawniejszych do współczesności.

Tragicznym wydarzeniem zarówno dla tutejszego kościoła, jak i dla całej wsi był wielki pozar, który wybuchł 2 sierpnia 1808 roku. Pastor Lachmann tak napisał w księdze chrztów.

Był to dzień nieszczęścia i strachu dla Ciepłowód i całej wspólnoty parafialnej, proboszcza i nauczyciela, ponieważ przeraźliwy ogień zniszczył kościół, szkołę, mieszkania parafialne i wszystkie leżące obok budynki.

Pożar wybuchł o godzinie 6 rano w ostatniej stodole majątku. Wiatr wiejący w stronę wschodnią przeniósł płomienie na dom służby, stajnię, stary młyn i szkołę. Ugaszenie ognia było prawie niemożliwe, ponieważ większość mieszkańców przebywała wówczas w polu, pracując przy żniwach. Wkrótce płomienie dosięgły także dachu kościoła i wieży. Od innych płonących budynków zajęła się piekarnia parafialna. W tym momencie nie było już możliwości przerwania niszczącego żywiołu.

W wyniku pożaru trzy dzwony na wieży uległy częściowemu stopieniu. Kościół spłonął doszczętnie, a jego zabytkowe wyposażenie zostało zniszczone. Szczęściem w nieszczęściu było to, że żaden człowiek nie poniósł śmierci. Według sprawozdania superintendenta Kunowskiego sklepienie nad prezbiterium zachowało się, ale nadawało się tylko do rozbiórki. Z budynku plebanii pozostało jedynie pierwsze piętro ze sklepieniami i kuchnią. Podobnie było w przypadku zabudowań gospodarczych. Mieszkanie organisty i szkoła zostały zniszczone doszczętnie. Udało się jednak uratować wiele przedmiotów, m.in. zgromadzone na plebanii księgi metrykalne, bieliznę ołtarzową i obrusy. Dzięki wielkiej odwadze organisty Johanna Christopha Menza i innych mężczyzn uratowano przechowywany w kościele srebrny kielich z pateną, cynowe lichtarze ołtarzowe i krucyfiks oraz wiele piszczałek z organów.

Na pomoc mieszkańcom Ciepłowód pospieszyła okoliczna szlachta i arystokracja. Pastor z żoną i siedmiorgiem dzieci zamieszkał na ten czas w pałacu w Brochocinie, należącym do barona von Saurma. Przez 10 godzin przewożono tam to, co udało się uratować. Pomocy przy transporcie udzielił właściciel Kobylej Głowy - starosta von Gellhorn. Ocalałe i osuszone zboże złożono w stodole w brochocińskim majątku. Organista Menz wraz z żoną i dziećmi zamieszkał w domu chłopa Wenglera. W tym tez domu, w największej izbie, przez pewien czas nauczano dzieci oraz odprawiano nabożeństwa. Wengler zaopiekował się również inwentarzem pastora.

Pierwsze nabożeństwo po pożarze odprawiano na placu przed kościołem. Później - jak już wspomniano - odbywały się one w gospodarstwie chłopa Wenglera. W adwencie 1808 roku ukończono prace nad pomieszczeniami szkolnymi i od tej pory tam celebrowano liturgię.

Zaraz po pożarze właściciel majątku von Schweinichen, przekazał na cel odbudowy stodoły parafialnej 170 talarów. Majątek parafii wynosił 1200 talarów, z czego 150 talarów należało przekazać na spłatę kontrybucji wojennej. Suma pochodząca z ubezpieczenia kościoła wynosiła 3000 talarów, z ubezpieczenia budynków parafialnych - 1600 talarów, a szkoły - 500 talarów. Ponieważ pieniędzy tych było zbyt mało, aby rozpocząć odbudowę kościoła i plebanii, przeprowadzono zbiórkę wśród mieszkańców Ciepłowód.

Już 30 października 1809 roku umieszczono w gałce na wieży dokument upamiętniający zakończenie prac budowlanych w kościele. Oto jego fragmenty, informujące nas o pracujących przy odbudowie kościoła, przytoczone według odpisu wykonanego przez pastora Seibta w 1907 roku:

[...] Budowniczymi byli: Hollubeck, mistrz murarski i radny miasta Ziębice, wraz ze swoim pomocnikiem Bernhardem Buchmannem ze Starczówka koło Ziębic; Dawid Gartner, mistrz ciesielski i budowiniczy z Grodziszcza koło Świdnicy, ktory zamontował również gałkę, chorągiewkę i krzyż maltański oraz jego pomocnik Gottfried Gunzel ze Świebodzic. Hałka, choragiewka i rzyż maltański zostały wykonane w Piławie Górnej przez mieszkającego tam wówczas kotlarza oraz pozłocone przez tamtejszego złotnika. Gałka została przeniesiona z zamku przez 12 panien, podczas gdy choragiewkę i krzyż przeniosło 6 młodzieńców.

Nadzorcą budowy był George Friedrich Urban, tutejszy gospodarz. Organy zostały zbudowane przez pana Lifera, mieszczanina i organmistrza z Ząbkowic Śląskich, natomiast zegar na wieżę kościoła wykonał kowal i zegarmistrz Lampel z Komorowic.

W 1810 roku Johann Georg Krieger odlał trzy nowe dzwony. W październiku 1811 roku również plebania i inne budynki parafialne były już odbudowane. We wnętrzu kościoła należało wówczas wykonać jedynie drobne prace. Sklepienia nad prezbiterium zostały odbudowane w bardzo staranny sposób. 12 czerwca 1812 roku do tutejszej wspólnoty dołączono Racz. 

Po zakończonych wojnach napoleońskich w 1815 roku umieszczono w kościele płytę, (zapewne drewnianą) ku czci poległych mieszkańców wsi. 18 stycznia 1816 roku odbyło się nabożeństwo uapmiętniające zakończenie wojny. był to dzień bardzo szczególny. Uroczystosci rozpoczęły się na dziedzińcu zamku, skąd wierni w towarzystwie tutejszej szlachty, tj. Ferdynanda von Schweinichena, pana von Gellhorna z Kobylej Głowy i pana von Pfeila z Racza przeszli do odświętnie udekorowanego koścoła. Tu pastor wygłosił kazanie, a dzieci zaprezentowały repertuar wokalny. W tym samym roku (1816) podłoegę w środku świątyni wyłożono cegłami.

mwinnik / em24.pl / na podst. książki Kamila Pawłowskiego

1

Dodaj komentarz

Dodając komentarz akceptujesz regulamin forum

KOMENTARZE powiadamiaj mnie o nowych komentarzach

  • Był to dzień nieszczęścia i strachu dla Ciepłowód. 209 lat po pożarze, który zniszczył wieś

    2017-08-03 14:08:36

    gość: ~jezyk

    ostatnio dodany post

    A za rok 160 lat wielkiego pożaru miasta Frankensteina.

REKLAMA