Express-Miejski.pl

W co wierzyli, jakie obrzędy sprawowali i jak radzili sobie ze śmiercią dawni mieszkańcy Barda?

zdjęcie ilustracyjne fot.: mat. Tomasz Karamon

Większość z Was wie jak obecnie wygląda „procedura”, gdy ktoś umrze w domu. Jak było dawniej? 

Co robili, w co wierzyli i jak zachowywali się w momencie śmierci bliscy zmarłego, dawni mieszkańcy tych ziem przed 1945 rokiem?

Śmierć swoje nadejście objawiała w różnych specyficznych znakach np.: krzyż i obraz spadały ze ściany, zegar nagle się zatrzymywał, chory widział we śnie swoją matkę, która chciała go zabrać z sobą, ręce chorego „grzebały mogiłę” (błąkały po kołdrze podczas snu), puchnącym stopom chorego nie pasowały żadne buty oprócz kapci. Ludzie byli dawniej wyczuleni na różne znaki i w zależności od ich rodzaju różnie je interpretowali.

Gdy zmarł człowiek w pierwszej kolejności zapalano jego świecę z chrztu, którą przechowywano przez całe życie. Cała rodzina klękała na kolana przed łóżkiem i modliła się. Tuż po śmierci chciano wypuścić duszę zmarłego jak najszybciej z pokoju. Otwierano więc okna na oścież. Lustra zasłaniano, a oczy zmarłego natychmiast zamykano, żeby nie mógł wrócić i wziąć jeszcze kogoś ze sobą. Zegar zatrzymywano. Nie wolno było głośno płakać w pokoju zmarłego, a łzy nie powinny dotknąć nawet jego ubrania, tak aby nie został zakłócony jego spokój.

Jeżeli zmarł właściciel gospodarstwa, to krewni szli do obory, stajni i pasieki oraz mówili na głos do zwierząt: „Wasz pan zmarł”. Trzykrotne bicie dzwonu (w Bardzie tzw. „dzwonu śmierci” znajdującego się na sygnaturce na dachu bazyliki) oznajmiało pozostałym mieszkańcom, że ktoś właśnie zmarł. Trumnę robił miejscowy stolarz. Dla dzieci, nieżonatych i niezamężnych była to biała trumna, a dla innych ciemna. Do grobu wkładano też przedmioty codziennego życia, aby w Sądny Dzień zmarły mógł odnaleźć koło siebie to, co miał w życiu.

Jeśli nieboszczyk znajdował się w domu przez niedzielę, to niedługo jeszcze jeden człowiek z rodziny miał umrzeć. Miejsce ulokowania trumny ze zmarłym często było ozdobione roślinnością. Pani, która rozporządzała pogrzebem chodziła od domu do domu i ogłaszała termin pogrzebu. Zmarłego nieśli sąsiedzi mężczyźni, a nieżonatych / niezamężnych młode chłopaki. Na początku trumnę trzy razy wznoszono. Potem mówiono modlitwę: „W imię Ojca i Syna i Ducha Świętego”. Każdy z tych, co niósł trumnę miał w ręku cytrynę jako znak życia. Członków rodziny oznaczano bukiecikami rozmarynu podczas pogrzebu. Z każdego domu znajdującego się po sąsiedzku przynajmniej jeden człowiek szedł na pogrzeb. Nigdy nie zostawiano opłakującej rodziny w samotności podczas ceremonii pogrzebowej.

Po mszy w kościele procesja szła na cmentarz. Dwa konie ciągnęły wózek ze zmarłym, na którym stała ozdobiona trumna. Po pogrzebie członkowie rodziny szli na „żałobny posiłek”. Inni goście szli do zajazdu. Ceremonia pogrzebu kończyła się obfitym piciem alkoholu co było starogermańskim zwyczajem.

Tak kończyło się życie dawnych mieszkańców Barda. Przeniknięte rytmem poszczególnych lat wznosiło się od urodzenia, przez dzieciństwo aż do młodości, po czym spadało w starość i kończyło się śmiercią. Będąc wpisane w historię rodziny, gminy, wsi, miejscowości. Albowiem człowiek nie istniał jako istota samotna, lecz był członkiem społeczności ludzi, którzy szli z nim wspólnie przez dni, miesiące i lata życia.

Czy urodzenie i śmierć prowadzą do tego samego punktu? Tak. Dla wierzącego mieszkańca Barda, przeżywającego ciągłe powstanie i umieranie przyrody, urodzenie i śmierć stanowią komplet, ponieważ obydwoje są w jednym ręku, w ręku Boga. On zsyła na świat małe dziecko, a potem dusza zmarłego wraca do niego. „Gott luß a ruhn!” („Śpij w pokoju Bożym!”) zawsze było życzeniem gdy wspominano imię zmarłego.

Tekst pochodzi ze strony Bardo - na tropie tajemnic historii. Jego autorem jest Tomasz Karamon - pasjonat lokalnej historii.

em24.pl / Tomasz Karamon

5

Dodaj komentarz

Dodając komentarz akceptujesz regulamin forum

KOMENTARZE powiadamiaj mnie o nowych komentarzach

  • W co wierzyli, jakie obrzędy sprawowali i jak radzili sobie ze śmiercią dawni mieszkańcy Barda?

    2020-11-01 11:08:25

    gość: ~Gott

    Pamietam

  • 2020-11-01 12:52:52

    gość: ~Schabu

    Odgrzewane kotlety z zeszłego roku.

  • 2020-11-01 18:56:23

    gość: ~autor

    Tomek jesteś obłędny wiedzą,popatrz i opisz takie wioski jak Przyłęk,skąd pochodzę,tam przed wojną była większa cywilizacja i technika jak obecnie,chociaż gdyby nie zabory 123 lat,i póżniej przez 45 lat zniewolenia rosyjskiego,to dzisiaj Polska mogła by być potęgą światową,zrób kiedyś spotkanie w Bardo n/t tych czasów,będę dopominał tatę Romka,który teraz zajęty jest tylko grzybami,,Tomek jesteś odlotowy i tak trzymaj,,dużo sił i dużo dobrego zdrowia

  • 2020-11-02 09:25:35

    gość: ~Czytelniczka

    Ciekawa historia. Dziękuję

  • 2020-11-02 11:05:46

    gość: ~do autora

    ostatnio dodany post

    @~Czytelniczka
    Ty tak od urodzenia durny czy taki przekaz dnia ? W czasach "sowieckiego zniewolenia " w Przyłęku były 2 piekarnie , GS, Betoniarnia , Złoty Róg i kilkaset ludzi zatrudnionych w BZP i pobliskiej żwirowni.

REKLAMA