Express-Miejski.pl

Ślęża ratuje honor grając cały mecz w osłabieniu. Fatalne wyniki innych drużyn z powiatu

Zamek Kamieniec Ząbkowicki 2:3 (1:1) Kryształ Stronie Śląskie fot.: zamekkamieniec.futbolowo.pl

Zobacz wszystkie zdjęcia w galerii

Ciepłowodzianie sprawili miłą niespodziankę i pokonali wyżej notowany Koliber Uciechów. Zaskoczeń, ale tych negatywnych, było jednak znacznie więcej.

Zawiedli przede wszystkim czwartoligowcy. Unia Bardo, choć na mecz z GKS Mirków/Długołęka nie jechała w roli znacznego faworyta, to gdy po 15. minutach gry prowadziła 2:0, raczej mało kto spodziewał się, że bardzianie mogą wrócić z wyjazdu bez punktów. Najpierw rzut karny po faulu na Szabacie wykorzystał Czachor, a chwilę później kuriozalnego gola zdobył Kuriata. Bramkarz gości tak niefortunnie wybijał piłkę, że trafił nią w napastnika bardzian, a piłka wpadła do bramki. Jeszcze w 39. minucie pojedynku Unia miała dwa trafienia przewagi, ale wtedy to rzut wolny na bramkę zamienił Żygadło, a chwilę po nim drugie trafienie po dobitce dołożył Monasterski i do szatni obie ekipy schodziły przy stanie 2:2. Po przerwie kibice zobaczyli już tylko jedno trafienie - indywidualna akcja w bocznym sektorze boiska i dogranie przed bramkę Gembary wykorzystał Żygadło i jak się okazało, na 30 minut przed końcem gry ustalił on wynik rywalizacji na 3:2 (2:2). Unia próbowała odrabiać straty i wywieźć z terenu nizej notowanego rywala choćby punkt, ale ta sztuka bardzianom się nie udała i trzy oczka zostały pod Wrocławiem.

Znacznie bardziej zawiedli piłkarze ząbkowickiego Orła, którzy przegrali w Bystrzycy Górnej 1:2 (0:2) z miejscowym LKS. Goście przed meczem z ząbkowiczanami mieli na swoim koncie zaledwie trzy punkty i regularnie przegrywali. Na mecz z ząbkowiczanami wyszli jednak nastawieni bardzo bojowo i od początku sprawiali wrażenie zespołu, któremu bardziej zależy. To jednak Orzeł w około 25. minucie gry miał doskonałą okazję na objęcie prowadzenia. Rzutu karnego po zagraniu ręką w polu karnym obrońcy gospodarzy nie wykorzystał jednak Kowerko. Jego uderzenie obronił bramkarz miejscowych. Była to woda na młyn dla bystrzyczan, którzy chwilę później objęli prowadzenie. Zupełnie niepilnowany w polu karnym ząbkowiczan był Klemiński, który zdołał obrócić się z piłką, zobaczyć jak ustawiony jest Derbisz i wpakować futbolówkę do siatki. Podopieczni Tomasza Masłowskiego nie otrząsnęli się jeszcze po stracie pierwszego gola, a przegrywali już 0:2. Tym razem szybka kontra gości, w sytuacji sam na sam Derbiszowi pomógł jeszcze słupek, ale wobec dobitki nadbiegającego Klemińskiego bramkarz Orła był już bezradny i do przerwy ząbkowiczanie przegrywali różnicą dwóch goli zupełnie nie mając pomysłu na rozmontowanie defensywy bystrzyczan.

Po zmianie stron Orzeł zaatakował z jeszcze większym impetem. Kilkukrotnie zakotłowało się pod bramką bystrzyczan, ale ząbkowiczanie zdobyli tylko jednego gola. W 58. minucie rzut karny po faulu na Herdym zamienił na gola Maciejewski. Ten sam zawodnik był też bliski doprowadzenia do wyrównania, ale piłka po jego uderzeniu trafiła w głowę bramkarza gospodarzy i wyszła na rzut rożny. Swoje szanse mieli też Piątkowski czy Kowerko, ale piłka do bramki bystrzyczan wpaść po raz drugi nie chciała. Miejscowi także mieli swoje okazje, by zdobyć trzeciego gola i "zamknąć" mecz. Nie zdołali ich jednak wykorzystać, przez co pojedynek do końca trzymał w napięciu. Wynik ustalony w 58. minucie nie uległ jednak zmianie. Ząbkowiczanie mecz kończyli w dziesiątkę po czerwonej kartce dla Drąga.

Unia w tabeli zajmuje ósme miejsce, Orzeł jest jedenasty. Bardzianie mają na swoim koncie 20 punktów, ząbkowiczanie cztery mniej. Za tydzień Unia zagra na własnym boisku z Moto-Jelczem Oława, a Orzeł uda się na wyjazd do Bielawy na mecz z tamtejszą Bielawianką.

W okręgówce marazm trwa

Tak fatalnych dotychczasowych rezultatów w wykonaniu Skałek, Zamku i Sparty nie spodziewał się chyba nikt. Wszystkie trzy drużyny przegrały w miniony weekend swoje mecze i tułają się po dole tabeli. Skałki są na dnie, Zamek trzeci, a Sparta czwarta od końca. Przedostatnią lokatę okupuje beniaminek z Makowic.

W miniony weekend Skałki doznały dziesiątej przegranej w sezonie. Tym razem ich pogromcą okazał się Wenus Nowice. Podopieczni Tomasza Piątkowskiego przegrali 1:2 (1:1), choć prowadzili od około 20. minuty po trafieniu Satanowskiego. Napastnik Skałek wykorzystał dobre dogranie Dominika i na raty pokonał bramkarza Wenusa. Chwilę później był już jednak remis. Kapitalnym uderzeniem z rzutu wolnego popisał się Lato, a Kotowi pozostało tylko wyjąć futbolówkę z sieci i odkopnąć na środek boiska. Do przerwy 1:1.

W drugich 45. minutach to Skałki sprawiały lepsze wrażenie. Dobre okazje na zdobycie drugiego gola mieli m.in. Satanowski, Kuranda czy Kupiec, ale efektów nie było. Goście, którzy ograniczali się raczej do defensywy w końcówce meczu zdołali wyprowadzić skuteczną akcję i zdobyli zwycięskie trafienie. Jeden z piłkarzy Wenusa wymanewrował trzech graczy Skałek, zagrał do lepiej ustawionego kolegi, a ten na raty umieścił futbolówkę w siatce.

Co gorsza, zwycięstwa odniosły zespoły znajdujące się bezpośrednio nad strefą spadkową. Włókniarz Kudowa-Zdrój nieoczekiwanie pokonał wicelidera z Lubawki, a trzy oczka w meczu z Zamkiem Kamieniec Ząbkowicki zdobył Kryształ Stronie Śląskie.

Zamek tego sezonu także nie może zaliczyć do udanych, ale w porównaniu ze Skałkami ich sytuacja w tabeli nie jest tragiczna. Przynajmniej na razie. Po trzynastu meczach mają oni na swoim koncie 11 punktów (o pięć więcej niż Skałki) i balansują na granicy strefy spadkowej. W bardzo ważnym meczu z sąsiadującym w tabeli Kryształem podopieczni Grzegorza Czachora przegrali 2:3 (1:1) i zamiast rozpocząć marsz w kierunku środkowej części tabeli, to znów zrobili krok w tył.

Goście prowadzili od 24 minuty po trafieniu Trześniowskiego. Pomocnik Kryształu wykorzystał dobre dośrodkowanie i precyzyjnym strzałem z główki dał swojej ekipie prowadzenie. Zamek odpowiedział jednak trzy minuty później. Błąd popełnił golkiper Kryształu, a odbitą przez niego futbolówkę do siatki wpakował Shaveddinov i doprowadził do remisu. Więcej goli kibice do przerwy już jednak nie obejrzeli. Było jednak sporo fauli i złośliwości. Tylko przez pierwsze 23. minuty arbiter czterokrotnie sięgał po żółte kartki. Po dwie otrzymali gospodarze i goście.

Drugie 45. minut Zamek rozpoczął fatalnie. Czerwoną kartkę za niesportowe zachowanie obejrzał Wiktor Chamerski i piłkarze Czachora musieli grać w dziesiątkę. Goście zwietrzyli swoją szansę na wywiezienie ze Złotostockiej kompletu punktów, ale długo nie potrafili przechylić szali zwycięstwa na swoją korzyść. Ta sztuka udała im się dopiero w 80. minucie, kiedy Sadowskiego na raty pokonał Bugajski. Trzy minuty później do siatki Zamku po raz drugi trafił Trześniowski i jasnym stało się, że to goście odniosą w tym meczu triumf.  W doliczonym czasie gry rozmiary przegranej Zamku zmniejszył Mieszkalski, wykorzystując błąd obrońcy i w sytuacji sam na sam lobując wychodzącego bramkarza Kryształu.

- Zagraliśmy słaby mecz. Tym bardziej szkoda, że akurat z zespołem, który mimo naszej kiepskiej postawy był w zasięgu. Teraz przed nami ciężki wyjazd do Jedliny-Zdroju i trzeba wierzyć, że uda nam się tam sprawić niespodziankę. Dalej twierdzę, że zawodnicy tworzący ten zespół mają potencjał i umiejętności do gry o znacznie wyższe cele nie utrzymanie, ale do tego potrzebne są regularne treningi, chęci i zaangażowanie, a tego brakuje - powiedział po meczu trener Zamku.

Margines błędu skończył się także w przypadku Sparty Ziębice. Podopieczni Grzegorza Bartkiewicza jeżeli nie chcą w tym sezonie podzielić swojego losu z poprzedniego, gdzie utrzymali się tylko ze aspektów poza sportowych (wycofanie Górnika Wałbrzych z IV ligi), muszą zacząć zdobywać punkty. Z tym jednak jest problem. Ziębiczanie nie dość, że od czterech kolejek nie zdobyli punktu, to nie zdobyli nawet gola. Tracą ich jednak aż nadto regularnie przegrywając bardzo wysoko. W minionej kolejce Sparta uległa 0:5 (0:1) Karolinie Jaworzyna Śląska. 

Do przerwy gospodarze całkiem umiejętnie się bronili i pozwolili rywalom na zdobycie tylko jednego gola. Po zmianie stron worek z bramkami na dobre rozwiązał jednak Italo Oliveira, który trzykrotnie pokonywał Zająca strzegącego bramki Sparty. W międzyczasie jedno trafienie dorzucił Ptak i jaworzynianie wyjechali z Ziębic z pewnym zwycięstwem.

Pozytywne zaskoczenie Ślęży, pozostałe drużyny z A-klasy bez punktów

Ślęża nieoczekiwanie odniosła trzecie zwycięstwo w tym sezonie. Ciepłowodzianie wygrali na wyjeździe ze znajdującym się w czołówce Koliberem Uciechów 3:2, choć do przerwy przegrywali 1:2. Biorąc pod uwagę, że na mecz Ślęża udała się w dziesięcioosobowym składzie, a całą drugą połowę gra w dziewiątkę i dwukrotnie musiała gonić wynik, śmiało można rzec, że ślężanie dokonali wręcz niemożliwego.

Od 25. minuty to piłkarze Kolibera mieli jednak powody do radości. Po składnej akcji Sojkę pokonał Kuźmiński. Ciepłowodzianie ograniczali się głównie do kontr i to właśnie po jednej z nich doprowadzili do remisu. Futbolówkę w środku boiska przejął Wiśniewski, zagrał ją do Raka, a ten pognał od połowy na bramkę Kolibera i nie zmarnował sytuacji sam na sam doprowadzając do remisu. Z korzystnego wyniku ślężanie cieszyli się niespełna pięć minut. Dośrodkowanie z bocznego sektora boiska i piłka uderzona z bliskiej odległości po rękach bramkarza Ślęży wpada do bramki, a arbiter wskazuje na środek boiska. W obozie gospodarzy nie ma większej euforii. Można stwierdzić, że zwycięstwo w tym meczu, patrząc na aktualne miejsce Ślęży w tabeli i złą sytuację kadrową, było dla miejscowych obowiązkiem. Do przerwy Koliber utrzymał jednobramkową przewagę, a gdy na początku drugiej połowy Ślęża została na boisku w dziewięciosobowym zestawieniu (kontuzja Bartłomieja Gerlacha, który opuścił boisko), chyba nikt nie spodziewał się, że ślężanie zdołają odwrócić losy rywalizacji. A jednak. W 52. minucie do remisu doprowadził Marcin Wiśniewski popisując się strzałem z niemal połowy boiska pod poprzeczkę bramki Kolibera i emocje rozpoczęły się na dobre. Gospodarze atakowali defensywnie usposobionych przyjezdnych, jednak nie potrafili znaleźć pomysłu na rozmontowanie defensywy rywali. Ślęża dobrze się broniła oddalając zagrożenie od własnej bramki, a dośrodkowania i uderzenia zza pola karnego padały łupem Sojki. Gdy kibice zastanawiali się czy gospodarzom starczy czasu by w końcu strzelić zwycięskiego gola, futbolówkę w środkowej strefie boiska przejął Jamborski, przebiegł z nią kilkadziesiąt metrów i dograł do Raka, a ten ulokował piłkę w bramce i wyprowadził Ślężę na prowadzenie, którego goście nie oddali już do końcowego gwizdka arbitra.

- Pokazaliśmy charakter i ogromną wolę walki. Mimo problemów kadrowych jakie mamy, udowodniliśmy przede wszystkim samym sobie, że stać nas na odwracanie losów meczu nawet w beznadziejnych momentach - mówił po meczu Patryk Sojka, bramkarz Ślęży.

Zwycięstwo na wyjeździe z drużyną z czołówki, grając dodatkowo przez niespełna 50. minut w dziesiątkę, a później w dziewiątkę smakować musi wyjątkowo. Ciepłowodzianie dzięki tej wygranej przeskoczyli w tabeli Boxmet Piskorzów, mają na swoim koncie dziesięć oczek i po takim meczu chrapkę na zdobywanie kolejnych punktów. Okazja do tego już w najbliższą niedzielę na własnym boisku. Rywalem Zieloni Łagiewniki.

Blisko sprawienia niespodzianki była też Polonia Ząbkowice Śląskie. Ząbkowiczanie po 63. minutach prowadzili u siebie z rezerwami Bielawianki Bielawa 2:0, ale nie zdołali utrzymać korzystnego wyniku do końca rywalizacji i ostatecznie przegrali 2:4 (0:1). Obie bramki dla ząbkowiczan zdobył Ferenc. Przed przerwą pomocnik gospodarzy wykorzystał sytuację sam na sam z bramkarzem po dograniu Mikulskiego, a niewiele ponad kwadrans po przerwie najprzytomniej zachował się w zamieszaniu pod bramką i przelobował golkipera gości. Już wtedy Polonia grała w dziesiątkę po czerwonej kartce (konsekwencja dwóch żółtych) dla Poręby, jednak wydawało się, że drugi gol w dodatku zdobyty w osłabieniu podziała na ząbkowiczan mobilizująco. Nic z tych rzeczy. Od 65. minuty na boisku rządzili tylko bielawianie. Najpierw kontaktowego gola zdobył Włodek, a chwilę później po rzucie wolnym do remisu doprowadził Purzycki. Goście ruszyli za ciosem i w 83. minucie już prowadzili za sprawą Piątka. Wynik rywalizacji w doliczonym czasie gry ustalił Włodek. Goście też kończyli mecz w dziesiątkę po czerwonej kartce dla Purzyckiego, który w odstępi dwóch minut obejrzał dwa żółtka i musiał przedwcześnie opuścić bosko.

- To jest nieprawdopodobne. Kontrolując w pełni spotkanie z wiceliderem nic z pozoru nie mogło zaburzyć naszej gry. Do momentu otrzymania w bezmyślny sposób drugiej żółtej, a w konsekwencji czerwonej kartki. Pomimo prowadzenia 2:0 zostaliśmy zepchnięci do defensywy, gdzie błędy indywidualne i gra w osłabieniu sprawiły to, co nadeszło później. Nie można, będąc drużyną bardziej doświadczoną popełniać dziecinnych błędów. Niestety niektórych rzeczy nie da się zrozumieć nie wykonując ich w praktyce na treningu. Przynajmniej nie w ograniczonej liczbowo grupie ludzi. Przed nami dwa niewygodne spotkania, w których muszę wierzyć w wyciąganie wniosków z poprzednich meczów i konsekwencji w poczynaniach od początku do końca spotkania - powiedział po meczu trener Krzysztof Cupiał.

Polonia z piętnastoma punktami zajmuje dziesiąte miejsce. Bielawianka jest wiceliderem. Ząbkowiczanie za tydzień zagrają na własnym boisku z Piławianką i jeżeli chcą zimę spędzić z bezpieczną przewagą nad strefą spadkową to w tym meczu powinni zapunktować. Aktualnie ząbkowiczanie nad kreską mają pięć oczek przewagi.

Zimny prysznic w Jaszkowej Dolnej dostali gracze złotostockiej Unii, którzy przegrali z miejscową Iskrą aż 0:5 (0:2). - Mecz, o którym chciałoby się jak najszybciej zapomnieć. Zabrakło kilku czołowych zawodników, a do tego dwie szybko stracone kuriozalne bramki zupełnie podcięły nam skrzydła - mówi Waldemar Tomaszewicz, szkoleniowiec Unii. Pierwszy gol dla gospodarzy to wyrzut z autu, piłka robi kozła, mija obrońców i bramkarza i spada pod nogi gracza Iskry, który pakuje ją do bramki, a przy drugim trafieniu fatalny błąd popełnił Król, który wybił piłkę pod nogi napastnika Iskry, a ten nie miał problemów by ulokować futbolówkę między słupkami. - Dodatkowo kontuzji w pierwszym fragmencie nabawił się Dawid Rychter i mimo, że przebywał na boisku to nie mógł nic zdziałać. Niestety do Jaszkowej Dolnej pojechaliśmy bez zawodników rezerwowych stąd obecność Dawida na boisku do końcowego gwizdka... - dodaje trener unitów. Do przerwy Unia przegrywała 0:3 i co gorsza, była tylko tłem dla niezłej Iskry. Po przerwie obraz gry nie uległ zmianie. Gospodarze choć grali w dziesiątkę po czerwonej kartce dla Kaczora w końcówce pierwszej części gry (konsekwencja dwóch żółtych) to dorzucili jeszcze dwa gole, w tym jedną z rzutu karnego i odnieśli łatwe i pewne zwycięstwo. - Musimy jak najszybciej zapomnieć o tym spotkaniu. Czekają nas kolejne dwa trudne mecze, a problemów nie ubywa - dodaje Tomaszewicz. Teraz jego zespół zagra na wyjeździe z ATS Wojbórz, a na koniec rundy zmierzy się z Pogonią Duszniki-Zdrój. Złotostoczanie po dwunastu kolejkach mają na swoim koncie szesnaście oczek i zajmują w tabeli ósme miejsce.

Całkiem niezłe wrażenie pozostawili po sobie piłkarze Zamku II Kamieniec Ząbkowicki w Krosnowicach. To nie pozwoliło jednak beniaminkowi zdobyć kolejnych punktów. Orlęta na niespełna pięć minut przed końcem meczu zdołały przechylić szalę zwycięstwa na swoją korzyść, a co gorsza, punkty zdobyły zespoły sąsiadujące z Zamkiem w tabeli. Remis zanotowali Zjednoczeni Ścinawka Średnia, którzy wyprzedzili Zamek w tabeli, a trzy oczka zapisała na swoim koncie Czermna Kudowa-Zdrój, która uciekła już od strefy spadkowej na całkiem bezpieczną odległość.

Do przerwy kibice goli nie oglądali, co nie oznacza, że z boiska wiało nudą. Zarówno jedni, jak i drudzy mieli swoje okazje do zdobycia gola. W ekipie Zamku kilkukrotnie uderzał Skubisz, pod drugą bramką aktywny był Pławiak, ale ich próby nie znajdowały drogi do siatki. W drugich 45. minutach okazje także były niemal od samego początku. Pod bramką Malca bliski gola był Toczek, Zamek odpowiedział sytuacjami Marchewki i Szydełki. Na pierwszego gola kibicom przyszło czekać do 62. minuty. Wtedy to Toczek prostopadłym podaniem obsłużył Pławiaka, a ten ulokował piłkę w bramce. Ambitny Zamek ruszył do odrabiania strat i choć wcześniej mógł przegrywać 0:2, to w 84. minucie zdołał doprowadzić do remisu. Uderzenie Marchewki nogą obronił Juszczyk, ale wobec dobitki Deryły był już bezradny i Zamek mógł cieszyć się z remisu. Radość ta trwała jednak tylko chwilę. W 86. minucie wynik rywalizacji ustalił Wiącek popisując się ładnym uderzeniem i trzy oczka powędrowały na konto Orląt. Zamek z czterema punktami po trzynastu kolejkach zamyka tabelę i nie są to optymistyczne wieści dla beniaminka. W najbliższy weekend rezerwy Zamku zmierzą się z Łomniczanką Stara Łomnica, która z siedmioma punktami jest trzynasta. Będzie to mecz z serii tych o sześć punktów i w Kamieńcu Ząbkowickim zdają sobie sprawę, że jeżeli nie chcą spędzić zimy pod kreską, to w tej rywalizacji koniecznie powinni zapunktować.

ms. / em24.pl

13

Dodaj komentarz

Dodając komentarz akceptujesz regulamin forum

KOMENTARZE powiadamiaj mnie o nowych komentarzach

  • Ślęża ratuje honor grając cały mecz w osłabieniu. Fatalne wyniki innych drużyn z powiatu

    2019-11-06 11:53:08

    gość: ~KIBIC

    wywalcie cupiała z trenowania niech idzie sie szkolić.... kto ma ponieść karę za marazm poloni ??

  • 2019-11-06 14:20:08

    gość: ~Kibic

    @~KIBIC

    Wojtek, daj spokój. Zajmij się juniorkami Orła bo chyba nawet w okręgówce nie są liderem.

  • 2019-11-06 18:30:00

    gość: ~Kibic

    @~Kibic
    Są na pierwszym, wystarczy wygrać ostatni mecz i będzie awans w przeciwieństwie do Juniorów Młodszych.

  • 2019-11-06 19:09:14

    gość: ~Ak

    @~Kibic
    A runda wiosenna?

  • 2019-11-06 14:33:12

    gość: ~ja

    Jak juz trenerow chcecie zwalniac to wywalcie tego pseudotrenera ze stolca bo wiecej punktow to ta druzyna by zdobyla bez trenera i bez treningow wstyd ~!!!!!!!!!

  • 2019-11-06 14:38:02

    gość: ~aksamit

    i zaczęła się g"ó"wno burza

  • 2019-11-06 17:56:38

    gość: ~wallic

    walić stolca w klopie

  • 2019-11-06 17:58:43

    gość: ~wiadomosci

    Z TEGO CO WIADOMO TO PREZES CZARNYCH K.K ROZMAWIA O ZMIANIE TRENERA NA CUPIAŁA A STANNY PÓJDZIE NA SZCZAW

  • 2019-11-06 18:48:40

    gość: ~kibic

    A co to Cupiał czy Piątkowski grają czy zawodnicy grają??

  • 2019-11-06 21:34:41

    gość: ~KOKO

    @~kibic
    SKORO GRAJA ZAWODNICY TO TRENER PO CO ?

  • 2019-11-06 21:56:18

    gość: ~Marcin

    Cupiał to mentalnie dzieciak, powagi za grosz i To go gubi już

  • 2019-11-07 00:17:08

    gość: ~Fanatyk

    POLONIA grać ku*wa mać!

  • 2019-11-08 00:54:41

    gość: ~Twoj ryj

    (this post was banned by administrator)

  • 2019-11-08 15:29:27

    gość: ~pio pio

    Rozumiem że gdybyście mieli takich zawodników przykładowo jakich ma Polonia a byście byli trenerami to Polonia była by na 1 miejscu dobrze rozumiem? Nie można mieć pretensji do trenera bo trener nie gra tylko zawodnicy grają i zmiana trenera tu nic nie da to trzeba wymienić przynajmniej połowe składu Poloni czy Orła żeby awansować do wyższej ligi

  • 2019-11-08 21:36:48

    gość: ~dydek

    ostatnio dodany post

    @~pio pio
    skoro trener nie ma wpyływu to wywalic na zbity pysk :)

REKLAMA