Express-Miejski.pl

Policjanci zatrzymali podejrzanego o podpalenie auta wójta. To przestępca poszukiwany listem gończym

Podczas zatrzymania 35-latka w jego mieszkaniu znaleziono maczetę, siekierę i pałkę teleskopową fot.: Dolnośląska Policja

Ząbkowiccy policjanci wspólnie z antyterorystami zatrzymali mężczyznę poszukiwanego listem gończym. Jest on podejrzany m.in. o podpalenie auta wójta gminy Stoszowice.

- 35-latek został zatrzymany w swoim mieszkaniu. Był poszukiwany listem gończym za szereg przestępstw. Policjanci znaleźli u niego m.in. maczetę, siekierę i pałkę teleskopową. Dodatkowo ujawnili również dużą ilość białego proszku, którego skład zostanie potwierdzony badaniami laboratoryjnymi - relacjonuje Ilona Golec, oficer prasowa ząbkowickiej policji. Mężczyzna został przewieziony do zakładu karnego. Spędzi tam najbliższy rok. O jego dalszym losie zdecyduje sąd.

Z informacji, jakie posiadali wcześniej policjanci wynikało, że mężczyzna może posiadać niebezpieczne przedmioty. W związku z tym podczas jego zatrzymania na miejscu interweniowali również policyjni antyterroryści z Wrocławia.

35-latek jest znany mundurowym. Już wcześniej był karany za przestępstwa narkotykowe, uszkodzenie ciała i nadużycia przeciwko życiu i zdrowiu. Mężczyzna podejrzewany jest o podpalenie samochodu Pawła Gancarza - wójta gminy Stoszowice. Do zdarzenia doszło 8 marca tuż po północy na ul. Dalekiej w Ząbkowicach Śląskich. Za samo przestępstwo zniszczenia mienia grozi mu kara do pięciu lat pozbawienia wolności. Będzie on jednak odpowiadał również za inne działania wbrew prawu.

sm. / Express-Miejski.pl

11

Dodaj komentarz

Dodając komentarz akceptujesz regulamin forum

KOMENTARZE powiadamiaj mnie o nowych komentarzach

  • Policjanci zatrzymali podejrzanego o podpalenie auta wójta. To przestępca poszukiwany listem gończym

    2017-03-15 12:13:39

    sm. / Express-Miejski.pl

    Ząbkowiccy policjanci wspólnie z antyterorystami zatrzymali mężczyznę poszukiwanego listem gończym. Jest on podejrzany m.in. o podpalenie auta wójta gminy Stoszowice.

  • 2017-03-15 12:34:45

    gość: ~xx

    Niezły arsenał.

  • 2017-03-15 12:48:02

    gość: ~Cigulum

    Łoooooooooooooo matko bosko ale miał MACZETE. Taka to można deski na rozpalić ciąć :)

  • 2017-03-15 13:53:44

    gość: ~tomek

    Straszne, u Lorczyka w masarni mają dwa razy więcej sprzętu.

  • 2017-03-15 15:08:21

    gość: ~maser

    a w Stolcu siedem razy więcej i się nie chwalą

  • 2017-03-15 20:12:15

    gość: ~Marta

    I co mają do powiedzenia Ci, co twierdzili, że wójt sam sobie podpalił auto? Gdzie jesteście?

  • 2017-03-15 21:10:03

    gość: ~dosierotki marysi

    Maryś ,sierotko z pustym czerepem, facet jest podejrzewany o podpalenie ,na razie nikt mu tego nie udowodnił.Znajac realia , siły i umiejętności naszej sprawnej inaczej policji zakładam smiało ,ze goowno mu sprawstwo udowodnią.Ten przekaz od policji ; już,już ,już go mamy,to on na pewno,on podpalił to dla takich durnych blondynek jak ty.W stylu ministra Płaszczaka, po uderzeniu drzewa w limuzynę Broszki w Oświęcimiu.

  • 2017-03-16 06:07:34

    gość: ~Xxxx

    A kto kazał drzewom chodzić po ulicy?
    Chyba, że uciekały przed Szyszko,
    no to wtedy mogły.

  • 2017-03-16 12:40:07

    gość: ~ wyszperane

    Czym stoi nasza Policja.Polecam także reportaż TVN 24 ,ogólnie mówiący o tym jak miejscowe kacyki wysługuja się policją dla spacyfikowania niezależnych lokalnych dziennikarzy.
    Kurtyna milczenia
    Aktualności15 marca, 2017






    Myślę, że każdy kto we wtorek (14.03.br.) obejrzał reportaż Pawła Kaźmierczaka zatytułowany „Układ lokalny” w programie Magazyn Ekspres Reporterów (TVP 2), poczuł się chyba nieswojo, a na pewno niezbyt komfortowo, dowiadując się, co dzieje się w Wałbrzychu. A dzieją się rzeczy, które normalnemu człowiekowi po prostu się w głowie nie mieszczą, ponieważ wszystko odbywa się za szczelną kurtyną milczenia. Dzieje się tak, ponieważ bohaterowie tego typu wydarzeń, z różnych powodów nie chcą (nie chcieli), aby sprawy tego rodzaju nagłaśniać, albowiem jedni, w tym przypadku osoby pokrzywdzone, po prostu się boją, a drudzy, w tym przypadku krzywdziciele, wolą działać w przysłowiowych maskach, czyli w tajemnicy przed opinią publiczną. Mówiąc szczerze, nie można się krzywdzonym dziwić, kiedy krzywdzicielami są przedstawiciele instytucji z mocy prawa stojącej na jego straży i na straży bezpieczeństwa obywateli. Nie można się dziwić, kiedy okazuje się, że krzywdziciele czują się bezkarni mając świadomość, że nad ich działaniami rozpostarty został parasol ochronny, krzepko dzierżony w dłoniach przez tych, którym najbardziej zależy, aby do opinii publicznej dotarło jak najmniej lub zgoła nic.
    Paweł Kaźmierczak już po raz trzeci pokazuje inną twarz wałbrzyskiej policji i za każdym razem jest to twarz mogąca budzić przerażenie. Przypomnę dwie wcześniejsze odsłony, czyli reportaż o czterech przypadkach pobicia nie tylko mieszkańców Wałbrzycha (w tym jeden ze skutkiem śmiertelnym) oraz kuriozalną akcję wałbrzyskich stróżów prawa, którzy w liczbie 17 funkcjonariuszy i 7 radiowozów zjechali się, aby podjąć interwencję dotyczącą banalnego wykroczenia drogowego, popełnionego przez nie będącą przecież mafijnym bossem kobietę. Przypomnę też moje liczne na te tematy teksty zamieszczane łamach Tygodnika DB 2010, które NIGDY nie zostały w jakikolwiek sposób publicznie skomentowane przez kierownictwo zarówno wałbrzyskiej (czy w ogóle) policji i prokuratury. Spotkałem się co najwyżej z falą hejtu (zwłaszcza na forach internetowych, w tym na mojej stronie Ad rem) i nieprzychylnymi komentarzami ze strony moich niektórych byłych kolegów z czasów służby w policji i wprost nienawistnymi komentarzami niektórych obecnych funkcjonariuszy wałbrzyskiej policji. Przyznam, że docierają do mnie również ostrzeżenia, abym na siebie uważał, na co zawsze nieodmiennie odpowiadam, że przez lata nie bałem się różnych groźnych przestępców, z którymi miałem do czynienia, tak i dziś bać się nie będę.
    Latem 2016 Paweł Kaźmierczak zrealizował reportaż o tym, co się dzieje w świdnickiej policji, której funkcjonariusze dopuszczają się wielu czynów przestępczych, choćby takich, jak porywanie przez dwóch funkcjonariuszy z KMP w Świdnicy świadka w sprawie tzw. bokserów, a następnie dotkliwe jego pobicie w celu zmuszenia do obciążenia dwóch innych świdnickich policjantów. Nota bene świadek ten był rejestrowanym agentem policji, co zostało celowo ujawnione przed sądem, w wyniku czego nastąpiło zagrożenie dla jego życia i zdrowia (dwukrotnie został napadnięty i pobity). O fakcie porwania powiadomiony został ówczesny komendant powiatowy, a powiadomili go prowadzący tego agenta i oficer CBŚ, przeciwko któremu wałbrzyscy policjanci i jeden z prokuratorów starli się „wyprodukować” lipne dowody na popełnienie nich przestępstw. Namawiali do tego znanych w Świdnicy (a także mi osobiście) przestępców, co zostało też ujawnione w trakcie przesłuchania przed sądem. Niestety, zero reakcji, a jeden z fałszywie oskarżonych policjantów został skazany za łapówkę w postaci telefonu, który otrzymał faktycznie inny funkcjonariusz, ale z tego „lokalnego układu”. Ponadto w reportażu zostały ujawnione liczne fakty niezgodnego nie tylko z etyką funkcjonariusza policji, ale także z prawem, działania ówczesnego komendanta i zastępcy komendy powiatowej w Świdnicy. Niestety, reportaż ten został na dwa dni przed emisją zdjęty „z anteny” w wyniku interwencji wysoko postawianego przedstawiciela kleru, ale ja miałem to szczęście (brałem udział w realizacji reportażu), że gotowy do emisji materiał obejrzałem, a nawet posiadam to nagranie.
    Ponieważ w reportażu tym występują, nie kryjąc swych twarzy, ani nazwisk, byli funkcjonariusze świdnickiej policji, na ich prośbę, zdecydowałem się razem ze wspomnianym oficerem CBŚ na powiadomienie o tych wszystkich (nie tylko tych w reportażu pokazanych) „nieprawidłowościach” ministra spraw wewnętrznych Mariusza Błaszczaka. W rezultacie tego zostaliśmy wezwani do Prokuratury Okręgowej w Zielonej Górze, gdzie złożyliśmy stosowne zeznania i przedstawiliśmy rożnego rodzaju dokumenty, jednakże prokuratura zdecydowała się na wydanie postanowienia o odmowie wszczęcia śledztwa. Machnęliśmy na to ręką uznając, że głową muru nie przebijemy. Ku mojemu zdumieniu, ale też i zadowoleniu zostałem kilka dni temu powiadomiony przez tą prokuraturę, że obecnie w tej sprawie podjęto inne decyzje i 24 lutego br. śledztwo zostało wszczęte (sygn. akt PO I Ds 15.2017), a objęci są nimi ci dwaj funkcjonariusze, których zarówno w piśmie do MSWiA, jak i podczas przesłuchania w Zielonej Górze wymienialiśmy. Śledztwo dotyczy przekroczenia przez nich uprawnień i niedopełnienia obowiązków służbowych.
    Przyznam, że w świetle tego faktu absolutnie przestała dziwić mnie nagła decyzja komendanta miejskiego w Wałbrzychu o przejściu (mimo stosunkowo młodego wieku i dobrego stanu zdrowia) na emeryturę. Śledztwo trwa i dochodzą mnie sygnały, że w KPP w Świdnicy prokuratura zabezpiecza rożnego rodzaju policyjną dokumentację. Mówiąc szczerze, to jestem z tego zadowolony, ponieważ nie ukrywam, że złożyłem zawiadomienie o popełnieniu przez komendanta miejskiego w Wałbrzychu przestępstwa niedopełnienia obowiązków służbowych, ale prokuratura w Bystrzycy Kłodzkiej odmówiła wszczęcia śledztwa. Po zażaleniu, Sąd Rejonowy w Wałbrzychu nakazał jego wszczęcie, wskazując na zasadność mojego wniosku, ale cóż z tego, kiedy zaraz po tym śledztwo zostało umorzone, na co już zażalić się nie mogłem. Takie prawo. Myślę sobie, że obywatelski obowiązek nakazuje mi, abym materiały dotyczące tej sprawy wysłał do Prokuratury Okręgowej w Zielonej Górze i tak chyba postąpię. Ponieważ temat tu poruszony jest naprawdę bardzo obszerny, wrócę do niego w przyszłym tygodniu, aby m.in. wykazać, że nowy szef wałbrzyskiej policji daje sobą manipulować przez nowych dla niego podwładnych, poinformować, co się dzieje w sprawie umorzonych lub niewszczynanych postępowań dotyczących funkcjonariuszy oskarżonych przez obywateli o pobicie oraz o dziwnym wątku dotyczącego funkcjonariuszy z Komisariatu I na Piaskowej Górze, gdzie prokuratura nie znalazła dostatecznych podstaw do wszczęcia śledztwa.
    Janusz Bartkiewicz
    www.janusz-bartkiewicz.eu
    ***
    Echa po reportażu

    Okazuje się, że po wczorajszym telewizyjnym reportażu Pawła Kaźmierczaka pt. Układ lokalny, dotyczącym zadziwiających, aczkolwiek ponurych wydarzeń z udziałem wałbrzyskich policjantów (z ważnymi politykami samorządowymi w tle), ze snu zimowego obudziła się wreszcie dolnośląska komenda policji we Wrocławiu. Z uzyskanych informacji wynika, że w jutro zbiera się w Wałbrzychu, z polecenia komendanta wojewódzkiego, sztab kryzysowy, poświęcony wydarzeniom o którym mówi wspomniany reportaż.
    Okazuje się też – jak twierdzi KWP i KMP – że o żadnej strzelaninie, ani podpaleniu w instytucjach tych nie wiedziano, co raczej w marnym świetle stawia służby operacyjne pionu kryminalnego i gospodarczego Komendy Miejskiej w Wałbrzychu. Sprawą zaczynają się też interesować dziennikarze z różnych krajowych redakcji, a ja – wraz z redaktorem naczelnym Tygodnika DB 2010 – mam tę satysfakcję, że od ponad dwóch lat alarmuję, iż w wałbrzyskiej policji dzieje się coś niedobrego. I nikt jakoś na to nie reagował. Ani sama policja, ani prokuratura, ani dziennikarze. Kurtyna milczenia oddzieliła społeczeństwo od tego, co się w naszym mieście i okolicach dzieje.
    JB

  • 2017-03-21 20:59:52

    gość: ~karo

    @~ wyszperane
    Faktycznie wypowiedź na temat artykułu :D

  • 2017-03-21 23:10:05

    gość: ~wyszperane

    ostatnio dodany post

    @~karo no cóż normalnemu wystarczy do skojarzenia a idiocie w typie karo to i referatu maało. PS. te wszystkie plusy i minusy to okant doopy potłuc

REKLAMA