Express-Miejski.pl

Spływ Kajakowy na serio i z przymrużeniem oka

Ogólnopolski Spływ Kajakowy "Nysa Kłodzka – 2010" fot.: leoni

Zobacz wszystkie zdjęcia w galerii

121 kajaków, 5 pontonów i ponad 200 wodniaków z całej Polski brało udział w XVIII Ogólnopolskim Spływie Kajakowym „Nysa Kłodzka - 2010", organizowanym tradycyjnie podczas pierwszego weekendu majowego przez Klub Turystyki Kajakowej Ptasi Uskok z Wrocławia.

Wśród uczestników spływu nie mogło oczywiście zabraknąć załogi z Urzędu Miasta i Gminy w Bardzie oraz ekipy z Expressu-Miejskiego.

CAŁKIEM NA SERIO

Impreza rozpoczęła się nieoficjalnie już w piątek 30 kwietnia ogniskiem zapoznawczym na campingu Bartniki w Topoli, gdzie do późnych godzin wieczornych trwało przyjmowanie i weryfikacja uczestników, żeby następnego dnia, jak najwcześniej wyruszyć na szlak.

Warunkiem uczestnictwa w spływie było wcześniejsze zgłoszenie swojego udziału za pośrednictwem strony internetowej www.ptasiuskok.pl oraz bezwarunkowe podporządkowanie się Regulaminowi i poleceniom Kierownictwa spływu. Nysa Kłodzka to rzeka górska, która wymaga od wodniaków choćby podstawowego doświadczenia. Nawet w swoim dolnym biegu, płynie dość szybko, a w korycie znajduje się dużo przeszkód, rumowiska po zniszczonych mostach, pale, kołki, płycizny o kamienistym dnie.

Szlak wodny Przełomu Bardzkiego przebiega od Bystrzycy Kłodzkiej przez Kłodzko i Bardo do wsi Topola - na najładniejszym górskim odcinku szlaku rzeki Nysy Kłodzkiej. Cały szlak liczy w sumie 52 km długości i podzielony został na trzy jednodniowe etapy.

Początek szlaku usytuowano przy moście we wsi Zabłocie, a metę w Ośrodku Bartniki, gdzie kończy się górski charakter rzeki i rozpoczynają Jeziora Zaporowe. Najważniejszą częścią spływu był drugi etap, podczas którego na trasie Młynowo - Bardo (13 km) przeprowadzony został wyścig kajakowy, a następnie slalom i konkurencje na wodzie pod mostem kamiennym w Bardzie. Tegoroczny spływ Nysą Kłodzką punktowany był w ogólnopolskiej klasyfikacji GRAND PRIX Polskiego Związku Kajakowego. Dodatkową atrakcją dla wodniaków był festyn i koncert „Majówka w Bardzie" na Placu Kasztelańskim i boisku sportowym, gdzie odbywały się m. in. otwarte zawody Strongman, występy i warsztaty Break Dance, a na koniec zabawa taneczna przy zespole Aplauz z Kamieńca Ząbkowickiego.

Celem imprezy była popularyzacja niezwykle pięknego, choć wciąż mało znanego, szlaku wodnego Przełomu Bardzkiego, a także upowszechnianie turystyki kajakowej (zwłaszcza wśród młodzieży), integracja środowiska turystów kajakowych oraz popularyzacja walorów turystycznych i krajoznawczych Kotliny Kłodzkiej - z tego względu ważnym punktem programu było zwiedzanie każdego dnia najważniejszych atrakcji miast, znajdujących się na szlaku.

Każdorazowy spływ to niezapomniana przygoda i doskonała zabawa w doborowym towarzystwie na łonie natury. Liczne meandry, szypoty, bystrza i zwary, a także niepowtarzalne widoki, to atrakcje, które rekompensują zmęczenie kilkugodzinnym wiosłowaniem, a wieczorne ogniska i dyskoteki do białego rana sprzyjają nawiązywaniu nowych kontaktów.

Impreza dofinansowana ze środków Ministerstwa Sportu i Turystyki oraz Centrum Turystyki Wodnej PTTK przy współudziale: Starostwa Kłodzkiego, Starostwa Ząbkowickiego, Miasta Kłodzko, Gminy Bardo, Gminy Kamieniec Ząbkowicki, a odbyła się pod patronatem medialnym Expressu Miejskiego.

Sponsorzy spływu

Zapraszamy za rok!

Więcej informacji o spływach organizowanych przez KTK „Ptasi Uskok" na stronie www.ptasiuskok.pl.

Z PRZYMRUŻENIEM OKA - "zróbmy dziś happening i się nie myjmy!"

Miesiąc temu zaczęliśmy się zastanawiać co zrobić z wolnym czasem w okresie majowego weekendu. Nie musieliśmy szukać długo. Skorzystaliśmy z oferty Wrocławskiego Klubu Turystyki Kajakowej Ptasi Uskok oraz Gminy Bardo dotyczącej spływu kajakowego Nysą Kłodzką. To był strzał w dziesiątkę! Jako zadowoleni uczestnicy nie zamierzamy pisać tu o suchych faktach, ale o ludziach, których podczas przeprawy poznaliśmy, o naszych zdobyczach i stratach, o najciekawszych chwilach, które utknęły nam w pamięci.

Aby zapisać się na spływ musielismy wykazać się przynajmniej wiekiem dojrzałym rocznikowo oraz umiejętnościami sprawnego poruszania się w wodzie. Ponieważ jesteśmy starymi wyjadaczami z patentami żeglarskimi (na szczęscie nikt nie pytał o doświadczenie :) przyjęto nas z otwartymi ramionami.

Pierwszego dnia (piątek) pojechaliśmy na wieczorek zapoznawczy odbywający się w bazie na terenie kempingu Bartniki. Musimy przyznać, że tylu zakręconych i ciepłych ludzi w jednym miejscu już dawno nie spotkaliśmy. Pierwszą osobą, która stanęła nam na drodze, i którą nie można inaczej niż życzliwie wspominać to Andrzej Piasecki - dusza całego spływu, komandor, organizator, koordynator, jak to mówią Ojciec Dyrektor. Jak się okazało w spływie miało wziąć udział ponad 200 osób i faktycznie na terenie Bartnik uczestnicy rozbijali już namioty lub urządzali się w domkach letniskowych. Zaraz za Andrzejem poznaliśmy Grażynę Cal - Zastępczynię Burmistrza Barda. Oczywiście wtedy nie byliśmy do końca pewni kto stoi przed nami, ale musimy przyznać, że przez cały spływ w ani jednym momencie nie dała nikomu odczuć, że reprezentuje władzę. Była po prostu jednym z uczestników. Ta drobna kobieta razem ze wszystkimi codziennie od rana do wieczora na równi ze wszystkimi machała po rzece wiosłami czy przenosiła kajak.

Tego samego wieczoru mieliśmy przyjemność (i to wcale nie wątpliwą) poznania przedstawicieli Biura Promocji Barda - Martę, Karolinę, Ewę i Damiana. Razem z nimi Agatę i Kubę, potem Agnieszkę, z którą Marta i Kuba tworzyli później zespół trzyosobowy w kajaku dwuosobowym. Przyznamy, że nie zdziwiło nas podejścia Andrzeja Piaseckiego, który jasno i otwarcie przyznał, że nie ma w okolicy bardziej przyjaznego, otwartego na ludzi, na pomoc innym zespołu. Poczucie humoru i wola zabawy jest zdecydowanie ich głównym zapalnikiem, dzięki któremu mogliśmy między innymi wziąć udział w spływie.

Piątkowy wieczór rozpoczął się bardzo spokojnie, od ogniska i przemówienia organizatorów. Zaraz po nim niektórzy ruszyli na dyskotekę. Zabawa trwała do rana. Z relacji świadków wiemy, że niektórzy z uczestników upierali się, aby przynajmniej raz tej nocy osobiście sprawdzić poziom wody w jeziorze. Inni nawet planowali wracać do domu wpław. Na szczęście ich zapał w miarę szybko został ostudzony.

Sobota rozpoczęła się wcześnie rano, co uwzględniając ciężką dla niektórych noc było problemem nie do pokonania... do tego obfite opady deszczu, które na szczęście ustały przed porannym oficjalnym otwarciem spływu. Autobusami zostaliśmy przewiezieni na miejsce startu, czyli do Zabłocia. Jako laicy w poruszaniu się po rzece kajakiem czuliśmy na plecach dreszcz niepewności. Przyznamy, że początki były trudne. Samo zejście z lądu sprawiało wielu osobom problemy, do tego jeden niesforny kajak postanowił odpłynąć bez pasażera. Nam jakoś się udało cało odbić od brzegu. Ruszyliśmy zestresowani, ale pełni nadziei. Już na pierwszym zakręcie strzeliliśmy beczkę i gdybyśmy wykonali ją samochodem, bylibyśmy bardzo dumni, tutaj jednak nie było nam do śmiechu. Dopiero po chwili odetchnęliśmy z ulgą i zaczęliśmy cieszyć oczy widokami. Początkowo płynęliśmy w dużej grupie startujących. Zanim peleton się nie rozciągnął minęło troszkę czasu. To pozwoliło zacieśnić kontakty, wymienić uprzejmości, a niektórym nawet pozwalało na umilanie czasu innymi sposobami zastrzeżonymi tylko dla doświadczonych kajakarzy :)

My, zważając na to, iż pierwszy raz obserwowaliśmy Nysę Kłodzką od strony wody podziwialiśmy głównie widoki. Czy były one jednak takie jakich się spodziewaliśmy? Pierwsze co rzuciło nam się w oczy, to ilość śmieci przy brzegu, nie liczone nawet w kilogramach, ale tonach. Powstały nawet pomysły, aby uzupełnić przemokniętą w nocy garderobę - znaleźć tam można było prawie wszystko. Zastanowiło nas chwilę co w tym momencie myślą sobie uczestnicy spływu, a byli tam reprezentanci wielu rejonów Polski. Widok był naprawdę tragiczny.

Tego dnia poznaliśmy wiele osób, które z uśmiechem na twarzy pokonywały różne przeszkody. Była wśród nich Monika z KK Korek Warka, od której wydębiliśmy kanapkę, był Zygmunt, który kontrolował ostatni uskok, Tomek, który nie chciał zmoczyć sobie bucików, więc wysyłał kajakową partnerkę do wody, znany wszystkim Łysy z niesamowitym, stale podsycanym poczuciem humoru :) oraz niezwykle gadatliwa Dredziara.

Najmniej przyjemną sprawą w spływach były tzw. "przenioski". Konkretnie chodzi o wyjście z kajaka i przeniesienie go, nieraz i parędziesiąt metrów, wzdłuż brzegu. Powód był prosty: zbyt niski poziom wody lub niebezpieczny uskok. Na jednym z takich uskoków przez zamieszanie straciliśmy aparat fotograficzny. Mówi się trudno, ale zdjęć i nagrań z pierwszego dnia podarować do tej pory sobie nie możemy! Znaleźli się też tacy, którzy mimo niebezpieczeństwa postanowili spróbować swych sił i przeskoczyć uskok. Wiele z nich wpadło do wody, wiele miało problem z wyjściem z niej. Byli jednak też tacy, którym się udało. Duma na ich twarzach była w pełni uzasadniona. Jak to mówią, chrzest musi być, mieliśmy i my :)

Pierwszy dzień zakończył się żurem i pajdą chleba ze smalcem oraz przemoczonymi ubraniami. Pomimo strat w ani jednym momencie nie żałowaliśmy, że bierzemy udział w spływie. Myślę, że poza jedną dziewczyną, która kategorycznie zapowiadała, że nigdy więcej nie wejdzie na kajak, wszyscy byli bardzo zadowoleni. Wróciliśmy na Bartniki. Tam ponownie czekała na nas dyskoteka do rana.

Niedzielny poranek powitał nas deszczem. Tym razem doświadczeni wydarzeniami poprzedniego dnia zapakowaliśmy rzeczy w szczelne worki, zamiast porządnego sprzętu fotograficznego wzięliśmy tzw. "haj kłality głupa" i ruszyliśmy na bój z rzeką. Szybko okazało się, że dziś nie poszalejemy z nurtem, ponieważ praktycznie staliśmy w miejscu. Bez intensywnego machania wiosłami nie dałoby rady. Wszystko zrekompensowały nam widoki. Pierwsza rzecz, która nie umknęła naszej uwadze to śmieci. A raczej ich brak. Brzeg rzeki był zadbany, wysprzątany. Jak się okazało wpłynęliśmy na tereny gminy Bardo, która ma w zwyczaju dbać również i o te szlaki komunikacyjne. I chwała im za to - tym razem widoki były cudowne. Przełom górski, zieleń, woda, ptaki i nawet wyglądające słońce dawały niesamowitą przyjemność z tak spędzanego czasu.

W międzyczasie naszej podróży odbyły się zawody w ramach Grand Prix Polski. Na linii startu kolejno pojawili się mężczyźni w jedynkach, następnie kobiety w jedynkach, mixy (kajaki 2-osobowe, kobieta+mężczyna, kobieta+kobieta) oraz pontony. Na zadany przez sędziego sygnał grupy ruszały jak burza. Zaraz po nich spacerowym tempem wiosłowały załogi, które nie brały udziału w wyścigu.

Zakończenie niedzielnego spływu nastąpiło w Bardzie, gdzie czekał już na nas ciepły posiłek oraz atrakcje majówkowe. Wśród nich zawody Strong Man. Nasi kajakarze szybko zaprzyjaźnili się z ekipą siłaczy, dzięki czemu brali udział w niemalże każdej konkurencji - podnoszeniu beczki... z wodą, rąbaniu... bala drewna, przenoszeniu drewnianych kloców, przeciąganiu busa oraz przeciąganiu liny. I sukces! W tej ostatniej konkurencji przeciwko 5 reprezentantom Młodzieżowego Klubu Sportowego RED DRAGON stanęło 5 kajakarzy (wśród nich wspomniany wcześniej Łysy, a także Arek - przedstawiciel E-M) oraz 5 kajakarek (na czele z Dredziarą). Siłacze nie mieli szans i już po chwili zostali pokonani przez nasz zespół. Tym samym zespołowo zdobyliśmy jeden z pucharów!

Wiele radości dał konkurs "toczenia" opony, w którym wzięły udział dwie uczestniczki spływu: Monika i Sylwia - obie z klubu KK Korek Warka. Zwyciężyła Monika (ta od kanapki), ale na gratulacje zasługują obie panie. Swoimi umiejętnościami wykazał się także Zygmunt, który tego dnia zajął drugie miejsce w rąbaniu! Oczywiście drzewa. Pokonał tym samym chłopaków z ekipy RED DRAGON.

Podczas majówki poznaliśmy Burmistrza Barda, Krzysztofa Żegańskiego. I tu kolejny plus dla władz. Burmistrz przechadzał się wśród uczestników majówki, rozmawiał z mieszkańcami, z kajakarzami. Do tego porzucił w tym dniu sztywny garnitur i pojawił się w stroju cywilnym, co bardzo przypadło nam do gustu. Rozmawialiśmy o nim z mieszkańcami gminy Bardo i niemalże każdy chwali podejście Burmistrza do młodzieży. Jak się okazuje bardzo mocno jest on zaangażowany w działalność lokalnych grup młodzieżowych, w tym między innymi ekipy RED DRAGON.

Zmęczeni wsiedliśmy do wesołego jak zawsze autobusu i ponownie skierowaliśmy się na Bartniki. Tam czekał na nas ciepły gulasz, ognisko i dyskoteka.

Poniedziałkowy poranek okazał się dla nas ciężki. Nie dlatego, że późno się położyliśmy zmęczeni harcami, ale dlatego, że nasze niedoświadczone mięśnie odmawiały nam posłuszeństwa. Zakwasy rozlały się po ciele i nie dawały wstać :) Nie mieliśmy sił nawet na rozmowę. Wszystko zmieniło się po udanym wejściu do kajaka.

W ostatni dzień pokonaliśmy bardzo ekscytującą trasę, wymagającą od nas skupienia i uwagi. Wystające z wody gałęzie, połamane drzewa, ostre zakręty, wartki nurt, płycizna to główne przeszkody tego dnia. Tam okazała się przydatna znajomość praw rzeki - płyń tam gdzie ona, nie idź tam gdzie jest spokojnie, idź tam gdzie jest nurt, bo okaże się, że musisz użyć metody kulawego zająca :) Nazwa wymyślona przez nas samych. Metoda polega na podskakiwaniu kajakiem poprzez odpychanie rękami od zbyt płytkiego dna - tylko po to, żeby znów płynąć :) Byliśmy z siebie bardzo dumni, gdy dopłynęliśmy do przystanku bez zanurzenia w wodzie (pomijamy poziom wody w kajaku, który wzrastał z minuty na minutę, wraz z każdym ostrym zakrętem). Podczas zaplanowanego postoju w Kamieńcu Ząbkowickim zwiedziliśmy Kościół oraz Izbę Pamiątek oprowadzani przez miłego Pana przewodnika. Ponieważ pogoda była raczej mało sprzyjająca, wobec czego zrezygnowaliśmy z wizyty w innych miejscach miasta.

Nastała radosna chwila, która zaraz zamieniła się w smutek - zobaczyliśmy wielki transparent z napisem META. Tego dnia czas n awodzie bardzo szybko nam minął. Nie zdążyliśmy nawet dobrze się zmęczyć, a już musieliśmy oddać wypożyczony sprzęt. Po regeneracyjnym posiłku, o godzinie 17:00 odbyło się uroczyste zakończenie spływu. Najlepsi uczestnicy wyścigu kajakowego zostali nagrodzeni dyplomem, sprzętem kajakarskim oraz pucharami w postaci porcelany bolesławieckiej, na którą osobiście choruję, ale której niestety nie dostałam (bu). Co prawda nie otrzymaliśmy żadnej nagrody, ale czuliśmy, że wygraliśmy - taka forma spędzenia długiego weekendu była bardzo dobrym pomysłem i zamierzamy skorzystać z innych ofert, jakie prezentuje Ptasi Uskok i inne kluby kajakowe do czego i Państwa zapraszamy.

PS. Właśnie dostaliśmy e-mail o kolejnym spływie :)

UMiG Bardo / leoni

10

Dodaj komentarz

Dodając komentarz akceptujesz regulamin forum

KOMENTARZE powiadamiaj mnie o nowych komentarzach

  • Spływ Kajakowy na serio i z przymrużeniem oka

    2010-05-05 12:34:21

    UMiG Bardo / leoni

    121 kajaków, 5 pontonów i ponad 200 wodniaków z całej Polski brało udział w XVIII Ogólnopolskim Spływie Kajakowym „Nysa Kłodzka - 2010", organizowanym tradycyjnie podczas pierwszego weekendu majowego przez Klub Turystyki Kajakowej Ptasi Uskok z Wrocławia.

  • 2010-05-05 14:17:42

    elpolaco

    musiało się dziać :) ! szkoda, że nie poziom wody nie został zmierzony, można by go podać w jedynce tuż przed hejnałem ;) :P

  • 2010-05-05 17:29:16

    gość: ~Irena

    Oj, zazdrość mnie powala na kolana.
    Pamiętam trzytygodniowy spływ kajakowy, na którym byłam ponad 20 lat temu. Nigdy tak dobrze się nie bawiłam. Szkoda, że rodzina nie podziela mojej miłości.

  • 2010-05-05 18:26:18

    gość: ~moniq

    jednak wolę wersję z przymrużeniem oka :D a o co chodzi z tym: "zróbmy happening i się nie myjmy"? :)

  • 2010-05-07 03:11:07

    gość: ~znany

    Nie zgodzę się z częścią reportażu dotyczący otwartości władz Gminy Bardo do pomagania grupom młodzieżowym. No może wybranym tak...
    Ale byłem na tym spływie i jest jak było napisane...
    Tutaj chodzi o rekreacje i zainteresowanie.A mięśnie jeszcze nie raz będą bolały.

  • 2010-05-08 12:33:59

    gość: ~Anka Warka

    Było naprawdę fajnie, ale do kajaka wsiadłam
    haha

  • 2010-05-11 18:02:45

    gość: ~uczestnik

    to wsiadlas czy nie wsiadlas? :) jak bylo fajnie powinnas byla wsiasc

  • 2010-05-11 17:49:24

    gość: ~lysy

    pozdrawiam wszystkich fajny artykuł a teraz skawa do zobaczenia :)

  • 2010-12-01 22:40:53

    gość: ~Kulawa

    Widzieliśmy i Skawę. Trochę powodziowa ale było fajnie :)

  • 2010-05-17 20:21:04

    gość: ~kajakowa partnerka

    O co chodzi z happeningiem?
    Właściwie to powiedziałam: "zróbmy taki sobie happening i się umyjmy", chcąc namówić mojego partnera do wejścia pod prysznic, co nie było łatwe wobec chwilowego braku ciepłej wody.
    A jeśli mowa o "niemoczeniu" bucików Tomka to potrzebne jest tu małe wyjaśnienie. Tomek jest na tyle dobrym kajakarzem, że cały spływ (poza incydentem na zaporze w Kłodzku - patrz zdjęcia - kiedy najlepszym miejscem, na zejście do wody był środek uskoku) nie zamoczył sobie nóg, co mnie się niestety nie udaje. Ale ciągle się uczę i mam nadzieję, że przyjdzie taki dzień, że będę umiała wsiadać i wysiadać bez zachlapania stóp, a każdą przeszkodę na wodzie pokonam na sucho. Za to pokonałam uskok przed Kłodzkiem, ten od zatopionego aparatu. :-)

  • 2010-12-03 23:35:55

    gość: ~KK

    ostatnio dodany post

    :)

REKLAMA