Orzeł Ząbkowice Śląskie na kilka minut przed końcem stracił zwycięstwo na terenie beniaminka. W okręgówce starcie Zamku ze Spartą bez zwycięzcy. Wygrały za to Skałki.
IV liga: Orzeł wypuścił wygraną
Orzeł Ząbkowice Śląskie podzielił się punktami z Cementem Raciborowice. Mecz rozgrywany był w Świętoszowie, gdzie domowe starcia rozgrywa zespół Cementu. Podopieczni Arkadiusza Albrechta zremisowali 1:1 (1:0) z beniaminkiem, który ma jednak w składzie kilku piłkarzy z przeszłością w profesjonalnych klubach piłkarskich.
Biało-niebiescy prowadzenie objęli już w ósmej minucie pojedynku, a na listę strzelców po raz kolejny wpisał się Robak. Pomocnik Orła podobnie jak przed tygodniem w meczu z Wierzbicami, tak i teraz popisał się ładnym uderzeniem z dystansu, a futbolówka zatrzepotała w siatce Gąsiorowskiego.
Co ciekawe, Orzeł już w drugiej minucie miał znakomitą szansę na objęcie prowadzenia, ale Drzymkowski przegrał pojedynek sam na sam z golkiperem gospodarzy. W 20. minucie znów biało-niebiescy zagrozili bramce Cementu i mieli szanse na podwyższenie prowadzenia. Drzymkowski w bocznym sektorze boiska minął próbującego interwniować poza polem karnym Gąsiorowskiego, wyrzucił się jednak mocno pod linię końcową i próował dogrywać piłkę do wbiegającego w pole karne Madeja. Do pomocnika Orła futbolówka jednak nie dotarła i defensorzy z Raciborowic zażegnali niebezpieczeństwo. Chwilę później świetnie z dystansu uderzył Witsanko, ale Gąsiorowski sparował piłkę na słupek.
Pierwsze dwa kwadranse w wykonaniu Orła były naprawdę dobre i co najważniejsze z konkretem, a mianowicie strzelonym golem. Biało-niebiescy mogą żałować, że tylko jednym, bo gdyby po 30. minutach prowadzili różnicą dwóch trafień, to gospodarze nie mogliby mieć większych pretensji, czy mówić o pechu.
Pod koniec pierwszej połowy aktywniejsi byli miejscowi. Oddali oni dwa strzały w kierunku bramki Gembary. Oba niecelne. Raz też po dośrodkowaniu z rzutu rożnego futbolówka niebezpiecznie przeszła tuż przed linią bramkową, ale ostatecznie między słupki nie wpadła. Orzeł odpowiedział dośrodkowaniem w pole karne i niecelnym strzałem Drzymkowskiego. Do przerwy 1:0 dla biało-niebieskich.
Podopieczni Arkadiusza Albrechta drugą połowę także mogli zacząć bardzo udanie. Ponownie podawał Stuglik i ponownie uderzał Drzymkowski, ale piłka po jego próbie powędrowała obok bramki. Wydaje się, że z tej akcji napastnik Orła mógł wycisnąć nieco więcej. W 73. minucie świetną okazję miał Madej. Po okresie lekkiej przewagi gospodarzy, z której niewiele wynikało, Gembara znakomitym podaniem wznowił szybki atak Orła. Do piłki na połowie Cementu dopadł skrzydłowy gości, wpadł z nią w pole karne, z łatwością minął obrońcę i w dobrej sytuacji uderzył jednak tuż ponad poprzeczką bramki miejscowych.
Gospodarze do remisu doprowadzili w 86. minucie gry. Z dystansu strzelił jeden z zawodników beniaminka, piłka nieprzyjemnie skozłowała przed bramką Gembary, ten intuicyjnie odbił ją barkiem w kierunku Lebedyńskiego, a ten nabiegając, przy bierności defensorów Orła, ulokował ją w siatce i dał swojej ekipie remis.
W 90. minucie rewelacyjną okazję na wyprowadzenie Orła na prowadzenie miał Madej. Świetną sytuację wypracował mu Robak, skrzydłowy biało-niebieskich dobrze przyjął piłkę i chciał technicznym uderzeniem pokonać wychodzącego bramkarza Cementu. Ten zdołał jednak odbić piłkę, a ta mimo, że poleciała w kierunku bramki to wylądowała tylko na górnej siatce.
W doliczonym czasie gry gospodarze mieli jeszcze rzut wolny, ale ostatecznie Orzeł zażegnał niebezpieczeństwo i z wyjazdu do Raciborowic wrócił z punktem.
Teraz przed biało-niebieskimi ważne starcie u siebie z czternastą Odrą Ścinawa. Orzeł zajmuje w tabeli trzynaste miejsce, ale do siódmego AKS Strzegom traci tylko dwa oczka. W klasyfikacji ścisk jest spory, a to zwiastuje spore emocje w dalszej części sezonu.
Klasa okręgowa: Derby na remis, Skałki ograły Górnik Nowe Miasto
Mała niespodzianka w Wałbrzychu, gdzie miejscowy Górnik Nowe Miasto musiał uznać wyższość niżej notowanych Skałek Stolec. Podopieczni Piotra Kupca wygrali 2:0 (1:0) i awansowali w tabeli na szóste miejsce.
W początkowej fazie meczu obie ekipy sprawdziły wytrzymałość poprzeczek obu bramek. Najpierw po stronie Skałek z dystansu w obramowanie bramki uderzał Piątek, po chwili poprzeczka przyszła w sukurs Pukaczowi. Przy próbie gracza gości nawet gdyby futbolówka zatrzepotała w bramce, to gol nie byłby uznany, bowiem arbiter nieco z opóźnieniem wskazał pozycję spaloną napastnika stolczan.
W 20. minucie Skałki objęły prowadzenie po trafieniu z najbliższej odległości Fudaliego. Filigranowy gracz Skałek dobrze znalazł się w polu karnym dostawił nogę do dośrodkowanej z bocznego sektora piłki przez Torbę i ta znalazła się w sieci. W dalszych minutach gorąco było pod bramką Pukacza, ale golkiper Skałek prezentował się bardzo dobrze, a kiedy już futbolówka znajdowała się poza jego zasięgiem, to mijała też bramkę Skałek, m.in. po próbie z głowy Raciniewskiego. Raz Pukaczowi pomógł też słupek po uderzeniu Gregora. Miało to miejsce w końcówce pierwszej odsłony rywalizacji. Wcześniej po przeciwnej stronie boiska gospodarzy po raz drugi uchroniła poprzeczka. Po dośrodkowaniu z rzutu wolnego Piątka bramkarz gospodarzy intereweniował niepewnie i ostatecznie zbił piłkę na obramowanie bramki.
Po przerwie gospodarze zagrali słabiej, nie mieli już tak wielu sytuacji do zdobycia gola jak przed przerwą, a co gorsza dla nich, stracili drugiego gola. W 54. minucie sytuacje sam na sam z bramkarzem wykorzystał Kucharski, który otrzymał podanie od Dydy i Skałki znów mogły cieszyć się z gola. W ostatnim czasie Dyda jeśli już jest na boisku, to w ostatnim czasie wykręca solidne liczby i jest zdecydowanie wartością dodaną zespołu trenera Kupca. Warto wspomnieć, że zaraz po wznowieniu drugiej części meczu doszło do sporej kontrowersji. W polu karnym bo niepewnej interwencji golkipera Górnika padał jeden z graczy Skałek. Arbiter ku zdziwieniu wielu gwizdka jednak nie użył.
Gospodarze w drugiej połowie stworzyli dwie sytuacje warte odnotowania. Raz dobrze interweniował Pukacz, w drugim przypadku gracz miejscowych przeniósł piłkę z bliskiej odległości nad poprzeczką, choć i jego pozycja nie była najdogodniejszą z możliwych.
Im bliżej końca meczu, tym gospodarze w poszukiwaniu kontaktowego gola coraz częściej zapominali o obronie. Skałki w ostatnim kwadransie zmarnowały trzy dobre okazje do zdobycia trzeciego trafienia i zamknięcia meczu, ale ostatecznie po końcowym gwizdku mogły cieszyć się z ważnych trzech punktów. Dla stolczan było to trzecie ligowe zwycięstwo z rzędu, które dało im awans w tabeli na szóstą pozycję.
Teraz Skałki zagrają u siebie. Rywalem LKS Bystrzyca Górna.
Derby bez zwycięzcy. Podziałem punktów zakończył się mecz pomiędzy Zamkiem Kamieniec Ząbkowicki a Spartą Ziębice. Na murawie padł wynik 2:2 (1:1), który choć wydaje się, że nie krzywdzi mocno żadnej ze stron, to jednak w obu zespołach pozostawia niedosyt.
W pierwszej połowie obie ekipy wykorzystały rzuty karne. Najpierw z jedenastu metrów nie pomylił się Robak, chwilę później rzut karny na gola zamienił Raszpla. Obie jedenastki wzbudzały kontrowersje, ale obie zostały podyktowane i wykorzystane, choć ta dla Sparty Ziębice była wykonywana dwukrotnie. Gawdonowicz obronił pierwsze uderzenie Robaka, ale zdaniem arbitra opuścił linię bramkową przed strzałem i jedenastka była powtarzana. Tym razem skutecznie. Raszpla trafił za to pewnie. Do przerwy 1:1.
Sam pojedynek zarówno w pierwszych 45. minutach, jak i po zmianie stron nie był porywającym widowiskiem, ale do końca trzymał w napięciu. Po przerwie początkowo wydaje się, że nieco większą przewagę mieli goście, ale to gospodarze objęli prowadzenie. Na listę strzelców wpisał się Grabowski. Sparta wyrównała jednak istotnie szybko, bo już po dziesięciu minutach. Dublet na swoim koncie miał Robak. W końcówce i jedni i drudzy mieli swoje szanse, ale więcej goli już nie padło i w kolejnym derbowym starciu padł remis 2:2.
W tabeli Zamek jest siódmy, a Sparta ósma. Obie ekipy dzieli punkt. Teraz ekipa trenera Machowskiego zagra na wyjeździe w Szczawnie-Zdroju, a Sparta u siebie zmierzy się z Górnikiem Wałbrzych.
A-klasa, gr. II: Ślęża na podium, Zamek II postraszył wicelidera
Ślęża Ciepłowody odwróciła losy meczu i choć do przerwy przegrywała 0:1 z Płomieniem Makowice, to po końcowym gwizdku mogła cieszyć się z trzech punktów. Zespół Radosława Korchana wygrał 3:1 (0:1) i do dziewięciu przedłużył serię meczów bez porażki.
Samo spotkanie nie było porywającym widowiskiem. Ślężanie do meczu przystąpili bez kilku podstawowych zawodników. Brakowało m.in. Olejarnika, Dominika czy Długosza, Do przerwy to przyjezdni mieli korzystny wynik. Do siatki gospodarzy trafił Duma. Po zmianie stron strzelali już tylko ślężanie. Najpierw rzut karny wykorzystał Trepka, a po chwili ten sam zawodnik po raz drugi trafił do siatki i dał swojej ekipie prowadzenie. W 71. minucie wynik na 3:1 dla ciepłowodzian podwyższył jeszcze Antkowiak i jak się później okazało, ustalił wynik batalii.
Ślęża po tej wygranej wskoczyła na podium ligowej tabeli. Do lidera ciepłowodzianie tracą cztery oczka. Teraz ekipę trenera Korchana czeka wyjazd do Kamieńca Ząbkowickiego. Rywalem rezerwy Zamku.
Zamek II w minionej kolejce przegrał 2:3 (0:1) w Sienawce z Zielonymi Łagiewniki. Podopieczni Krystiana Burczaka przegrywali już nawet różnicą trzech goli, ale w końcówce postraszyli wicelidera tabeli.
Pierwsze dziesięć minut należało do gospodarzy, którzy stworzyli sobie okazje do objęcia prowadzenia. Z czasem jednak do głosu zaczęli dochodzić goście z Kamieńca Ząbkowickiego. Zamek nie tylko wyrównał obraz gry, ale sam powinien wyjść na prowadzenie. Znakomitej sytuacji nie wykorzystał jednak Burczak. Niedługo później dwie dobre okazje miał Dulanowski, a swojej szansy szukał również Haber, którego uderzenie przeleciało tuż nad poprzeczką.
Niewykorzystane sytuacje zemściły się na gościach. W końcówce pierwszej połowy Kuriata zdobył bramkę dla Zielonych, pokonując Lisa. Bramkarz Zamku poślizgnął się w decydującym momencie i po chwili wyciągał piłkę z siatki. Do przerwy to gospodarze prowadzili 1:0, choć Zamek miał argumenty, by schodzić do szatni z korzystniejszym wynikiem.
Druga połowa rozpoczęła się dla rezerw Zamku fatalnie. Ponownie na listę strzelców wpisał się Kuriata, podwyższając prowadzenie gospodarzy. Mimo niekorzystnego wyniku goście nie zamierzali się poddawać i coraz śmielej ruszali do ataku. Najbliżej zdobycia bramki byli Haber oraz Chamerski, ale piłka nie chciała znaleźć drogi do siatki.
Gdy wydawało się, że Zamek w końcu zdobędzie kontaktowego gola, Zieloni zadali kolejny cios. Po stracie piłki w środku pola gospodarze wyprowadzili kontratak, który skutecznie wykończył Kamiński. Przy wyniku 3:0 sytuacja gości stała się bardzo trudna.
W 70. minucie nadzieję w serca zawodników z Kamieńca wlał Burczak, zdobywając pierwszą bramkę dla swojej drużyny. Osiem minut później pięknym uderzeniem popisał się Chamerski, zmniejszając straty do jednego gola. Końcówka należała do ambitnie grających gości, którzy rzucili się do odrabiania strat. Zamek walczył do ostatniego gwizdka, ale zabrakło czasu, by doprowadzić do wyrównania.
Podopieczni Krystiana Burczaka mogą czuć duży niedosyt. Przy lepszej skuteczności i odrobinie szczęścia mogli nie tylko wywalczyć remis, ale nawet pokusić się o zwycięstwo. Ostatecznie wracają jednak z Łagiewnik bez punktów.
Teraz przed rezerwami Zamku weekend bez ligowego meczu. Do rywalizacji wrócą 8 listopada, kiedy czekają je derby powiatu z będącą w bardzo dobrej dyspozycji Ślężą Ciepłowody.
Perła Płonica przegrała 0:1 (0:0) w Domaszkowie z miejscowym Śnieżnikiem, choć mogła wrócić z wyjazdu przynajmniej z punktem i wydaje się, że na ten punkt zasłużyła. Gospodarze mieli jednak więcej szczęścia i pod bramką płoniczan o ten jeden raz byli konkretniejsi.
W pierwszej połowie kibice goli nie ujrzeli. Płoniczanie najbliżej wyjścia na prowadzenie byli po uderzeniu Drozdy, ale piłka trafiła w poprzeczkę bramki Śnieżnika. Jedyny gol w meczu padł w 72. minucie, a jego autorem był Brogowski. Obie ekipy rywalizowały w trudnych warunkach - gry nie ułatwiał padający deszcz i silny wiatr. Płoniczanie po końcowym gwizdku czuli niedosyt, bo przynajmniej jedną ze stworzonych okazji powinni zamienić na bramkę. Między słupkami Śnieżnika dobrze dysponowany był Łukaszewicz i trzy punkty pozostały w Domaszkowie.
Teraz Perła zagra u siebie z Polonią Ząbkowice Śląskie.
Polonią, która zremisowała z wyżej notowaną Burzą Dzikowiec 2:2 (2:2). Wynik meczu został ustalony już w pierwszej połowie rywalizacji. W 5. minucie do siatki Zygmunta trafił Grygierczyk, ale 20. minut później z rzutu karnego odpowiedział Madej. Wynik 1:1 utrzymał się osiem minut, bowiem wtedy gol dającego prowadzenie ząbkowiczanom dał Osicki. Tuż przed przerwą wyrównał jednak Madej i wydawało się, że w drugiej połowie emocji będzie co nie miara.
Wynik, choć do końca trzymał w napięciu, to kibice goli już nie ujrzeli i ostatecznie obie ekipy podzieliły się punktami. Podopieczni Daniela Gurbały po tej kolejce zsunęli się na dwunastą pozycję w tabeli i mają pięć punktów przewagi nad strefą spadkową. Polonia musi szukać punktów. Teraz ząbkowiczan czeka starcie z Unią Bardo.
Bardzianie do tej rywalizacji przystąpią po porażce 1:2 (0:1) z Trojanem Lądek-Zdrój. Trener Waldemar Tomaszewicz znów miał problem kadrowy i pomimo tego, iż na ławce rezerwowych zasiadło trzech graczy, to w pierwszej jedenastce na boku obrony zagrał nominalny bramkarz Dębowski i zebrał pozytywne recenzje. Między słupkami od pierwszej minuty zadebiutował Jantarski, który był najjaśniejszym punktem Unii.
Trojan był zespołem lepszym i zasłużenie sięgnął po wygraną. Gospodarze prowadzenie objęli w siódmej minucie po trafieniu Sałdyki. Drugiego gola na kwadrans przed końcem meczu zdobył Krzysztan. Dla Unii honorowe trafienie padło w 82. minucie gry. Jego autorem był Satanowski. Zanim jednak Satanowski trafił do siatki i dał bardzianom nadzieję, to w bramce bardzian cuda wyczyniał Jantarski i to tylko dzięki jego postawie Unia do końca miała nadzieję na wywiezienie z Lądka-Zdroju przynajmniej punktu.
W tabeli Unia Bardo jest ósma, ale nad trzynastą Polonią ma tylko trzy oczka przewagi.
em24.pl
REKLAMA
REKLAMA