Orzeł wygrywał, przegrywał i ostatecznie podzielił się punktami z Górnikiem. W okręgówce nasze ekipy na remis. W A-klasie liderująca Sparte rozbita przez rezerwy Orła.
IV liga: Paszkowski uratował punkt
Ogrom emocji przyniósł kolejny mecz ząbkowickiego Orła na czwartoligowym froncie. Biało-niebiescy na własnym boisku mierzyli się z Górnikiem Złotoryja. Po 90. minutach zwycięzcy nie było, a rywalizacja zakończyła się podziałem punktów.
Orzeł rozegrał bardzo dobre pierwsze 45. minut i do szatni powinien w zasadzie schodzić z zaliczką kilku bramek. Bardzo dobre okazje mieli Drzymkowski, Ostaszewski czy Robak, ale po ich próbach futbolówka nie chciała znaleźć drogi do siatki Górnika. Orzeł jednak gola w pierwszej połowie zdobył, a uczynił to aktywny Madej, który po indywidualnej akcji mógł cieszyć się z kolejnej bramki w sezonie. Przed przerwą piłka w bramce Górnika zatrzepotała też po raz drugi, ale arbiter dopatrzył się faulu Drzymkowskiego i gola nie uznał. Żeby być sprawiedliwym trzeba oddać też, że złotoryjanie mieli dwie bardzo dobre okazje do zdobycia gola, ale dwukrotnie dobrze, choć intuicyjnie interweniował Brandl. Gdyby obie ekipy miały celowniki ustawione lepiej to już do przerwy kibice powinni być świadkami kilku bramek, a Orzeł po 45. minutach mógłby znajdować się w dużo bardziej korzystnym położeniu.
W drugiej połowie początkowo ząbkowiczanie mieli przewagę, ale wraz z upływem czasu do głosu zaczęli dochodzić gracze Górnika. Orzeł w defensywie był nękany coraz częściej, aż wreszcie w 60. minucie Brandl zmuszony był skapitulować. Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego w powietrze wyszedł Rajca i ładnym uderzeniem doprowadził do remisu. Gdy dziesięć minut później niezdecydowanie biało-niebieskich wykorzystał Kłos i po raz drugi zmusił Brandla do kapitulacji to kibice biało-niebieskich nie dowierzali, bowiem pół godziny wcześniej chyba nikt nie wyobrażał sobie takiego scenariusza. Szczęście do Orła uśmiechnęło się jednak w doliczonym czasie gry. Najpierw czerwoną kartkę za odkopnięcie piłki ujrzał Jaros (konsekwencja dwóch żółtych), a w piątej minucie doliczonego czasu gry gola na wagę remisu zdobył Paszkowski, głową kierując piłkę do siatki po dośrodkowaniu z rzutu rożnego.
Choć remis z sąsiadującym w tabeli Górnikiem wstydu nie przynosi, to biorąc pod uwagę przebieg pierwszych 45. minut można odnieść wrażenie, że to trzy oczka były zdecydowanie w zasięgu biało-niebieskich. Warto przy tym odnotować, że to kolejny mecz Orła bez wygranej na boisku i jeśli biało-niebiescy nie chcą uwikłać się w jakieś problemy to muszą jak najszybciej odnieść zwycięstwo. Idealna okazja w Wielką Sobotę w Lubaniu. Rywalem Łużyce, które balansują na granicy utrzymania i tracą do Orła dziesięć oczek.
Nie obejrzeli bramek kibice w Stolcu, gdzie Skałki zanotowały kolejny remis w tym sezonie. Podopieczni Mariusza Kondryca podzielili się punktami z broniącym się przed spadkiem beniaminkiem z Radkowa. Obie ekipy stworzyły sobie kilka sytuacji do zdobycia gola, ale ostatecznie przez 90. minut piłka w bramce Wajdy i Gałka nie zatrzepotała.
W kadrze Skałek po raz kolejny nie znalazł się najskuteczniejszy napastnik zespołu ze Stolca - Piotr Satanowski, a w środowy poranek pojawiła się informacja, że bramkostrzelny napastnik ma zasilić szeregi Ślęży Ciepłowody. Choć informacje zamieszczane 1 kwietnia mogą oznaczać tylko niewinny żart, to jeśli ten takowym by nie był, to odejście Satanowskiego ze Skałek do Ślęży byłoby sporym wzmocnieniem dla A-klasowej drużyny prowadzonej przez trenera Korchana. Satanowski w tym sezonie zdobył dla Skałek dwanaście goli i był w rundzie jesiennej najlepszym strzelcem zespołu.
Stolczanie zajmują w tabeli siódmą lokatę z trzydziestoma oczkami. Teraz Skałki udadzą się na wyjazd do Wałbrzycha na mecz z Górnikiem Nowe Miasto. To spotkanie zaplanowano na piątek (godz. 19).
Kolejny punkt do swojego dorobku dopisał Zamek Kamieniec Ząbkowicki, który podzielił się punktami z walczącym o utrzymanie Szczytem Boguszów-Gorce. Bramkę na 2:2 dającą gościom punkt zdobył w doliczonym czasie gry Dudzic.
Do przerwy to Zamek prowadził 1:0, a na listę strzelców wpisał się w 29. minucie Malik. Wydawało się, że podopieczni trenera Albrechta kontrolują boiskowe wydarzenia, ale po przerwie, a konkretnie w 55. minucie rywalizacji doszło do zwrotu sytuacji. Czerwoną kartkę w konsekwencji dwóch żółtych ujrzał Pińkowski i Zamek grał w osłabieniu. Szczyt zaczął szukać wyrównania i w końcu dopiął swego. Do wyrównania doprowadził Zieliński trafiając z karnego. W ostatniej minucie regulaminowego czasu gry ten sam zawodnik zdobył drugiego gola i wydawało się, że miejscowi są bliscy odniesienia piątej wygranej w sezonie, ale nic bardziej mylnego. W ósmej doliczonej minucie gola na remis dla gości z Kamieńca Ząbkowickiego zdobył Dudzic.
Zamek spadł w tabeli na piąte miejsce i definitywnie już wypisał się z walki o miejsca dające możliwość powrotu na czwartoligowe boiska. W Kamieńcu Ząbkowickim w rundzie wiosennej chcą więcej stawiać na swoich wychowanków. Miejsce między słupkami od początku rundy okupuje Bilski, bardzo regularnie zaczął grać Madejczyk, swoje debiuty od początku pojedynku mają też Budnik oraz Kieniuk, a w rundzie wiosennej pierwsze minuty w seniorskiej piłce złapał również Surówka.
Teraz przed Zamkiem mecz z rezerwami dzierżoniowskiej Lechii, która przeskoczyła kamieniecką ekipę w tabeli. Dzierżoniowianie grają naprawdę solidnie, a w tej rundzie pokonali już pretendentów do awansu ze Świdnicy oraz Jedliny-Zdroju.
A-klasa, gr. II: Rezerwy Orła rozbiły lidera z Ziębic, przełamanie Polonii, wygrana Ślęży
Nie było większych emocji w hicie kolejki II grupy wałbrzyskiej A-klasy, gdzie rezerwy ząbkowickiego Orła podejmowały Spartę Ziębice. Biało-niebiescy wzmocnieni kilkoma graczami z kadry pierwszej drużyny rozbiły lidera tabeli aż 7:1 (2:0).
Orzeł zagrał bardzo dobre zawody i zaimponował skutecznością. Strzelanie w 21. minucie rywalizacji rozpoczął Badecki, który bezpośrednio z rzutu rożnego umieścił piłkę w bramce Sparty. Po pięciu minutach było już 2:0. Grzywniak dograł futbolówkę przed bramkę do Skubisza, a ten dopełnił formalności. Na kolejne gole kibicom przyszło czekać do drugiej części gry. Kilka minut po przerwie drugą asystę dołożył Grzywniak, a między słupki trafił Szymański. Po chwili asystent wcielił się w rolę egzekutora. I to jakiego. Grzywniak huknął z rzutu wolnego z około trzydziestu metrów i po niespełna 60. minutach Orzeł miał już zaliczkę czterech goli. Sparta zdołała odpowiedzieć honorowym trafieniem autorstwa Ziobry, który strzałem w krótki róg zaskoczył Krakowskiego, ale jak się później okazało, było to trafienie tylko na otarcie łez. Końcowe trzydzieści minut to przewaga Orła udokumentowana jeszcze trzema trafieniami. Najpierw samobójcze trafienie zanotował Siwek, później dublet na swoim koncie miał już Grzywniak, a strzelanie zakończył Hoffman.
Po tej porażce Sparta utrzymała pozycję lidera, ale druga Piławianka traci do ziębiczan już tylko trzy punkty. Przegrana w Ząbkowicach Śląskich spowodowała też przerwanie serii 18 zwycięstw z rzędu jaką ziębiczanie wypracowali od drugiej kolejki tegorocznych rozgrywek. Za tydzień Spartę czeka mecz u siebie ze Ślężą Ciepłowody, zaś rezerwy ząbkowickiego Orła udadzą się na wyjazd do Wir. Podopieczni Piotra Kupca po okazałej wygranej pozostali w tabeli na szóstym miejscu, ale na lokaty na podium tracą tylko pięć oczek.
Trzy punkty wywalczyła ciepłowodzka Ślęża, która na własnym boisku ograła 1:0 (0:0) Piasta Jaźwina. Gospodarze choć mieli optyczną przewagę, to piłkarze Piasta pokazali, że wywalczony punkt z rezerwami Orła, a także wcześniejsze wygrane z Roztocznikiem i Polonią Ząbkowice Śląskie nie były przypadkiem. Goście próbowali nawiązać równorzędną walkę, mieli swoje okazje i była to zupełnie inna potyczka niż jesienią, kiedy ciepłowodzianie wygrali w delegacji 6:1.
Kluczowa dla losów meczu okazała się sytuacja z 59. minuty rywalizacji kiedy to zmierzającą do bramki piłkę ręką zatrzymał jeden z graczy gości. Arbiter wskazał na jedenasty metr, a gracza Piasta ukarał tylko żółtą kartką. Jedenastkę na gola pewnie zamienił Dominik i jak się okazało, dał swojej ekipie drugą wygraną w rundzie.
Przełamała się Polonia Ząbkowice Śląskie, która pewnie ograła 4:0 (2:0) LKS Gilów. Ząbkowiczanie przez pierwsze dwa kwadranse szukali recepty na sforsowanie defensywy gości, ale jak już znaleźli patent, to jeszcze przed przerwą dołożyli drugiego gola. Na listę strzelców przed zejściem do szatni wpisali się Gorczowski i Urbański. Dla tego pierwszego drugie 45. minut było jeszcze lepsze - w 60. minucie miał on na swoim koncie dwa gole, a w 67. minucie hat-tricka.
Polonia wygrała pewnie, zasłużenie i w końcu zdobyła komplet punktów, bo początku wiosny podopieczni trenera Gurbały nie mogli zaliczyć do udanych. Ząbkowiczanie spokojnie plasują się w środku ligowej tabeli. Teraz zagrają na wyjeździe w Kątkach z sąsiadującymi w tabeli Sudetami. Jeśli wygrają, to zbliżają się do swojego najbliższego rywala na punkt.
A-klasa, gr. III: Tarnovia postawiła się Burzy, ale punktów nie zdobyła. Unia Bardo z trzecią porażką na wiosnę
Do ostatniego kwadransu Burza Dzikowiec nie mogła być pewna zdobycia kompletu punktów w Tarnowie. Miejscowa Tarnovia co prawda po 34. minutach przegrywała 0:2, ale przed przerwą zdobyła kontaktowe trafienie i do 75. minuty walczyła o korzystny rezultat. Wówczas jednak po raz trzeci na listę strzelców wpisał się Dobosz i ustalił wynik meczu na 1:3. Tarnovia z pięcioma oczkami po 19 kolejkach szura po dnie tabeli, a co gorsza do przedostatniej Iskry traci już cztery oczka. Ekipa z Jaszkowej ograła trzeci od końca Zamek Trzebieszowice i zrównała się z tą ekipą punktami. Teraz przed zespołem prowadzonym przez trenera Lisieckiego seria trzech niezwykle ważnych gier. W sobotę Tarnovia uda się na wyjazd do Polanicy-Zdroju na mecz z miejscowym zespołem, który zajmuje w tabeli dwunaste miejsce, a później zagra dwa mecze z bezpośrednimi rywalami w walce o utrzymanie - najpierw u siebie z trzynastą Pogonią Duszniki-Zdrój, a następnie z przedostatnią Iskrą. Jeśli w Tarnowie liczą na utrzymanie to w najbliższych trzech rywalizacjach muszą zapunktować i to najlepiej za co najmniej trzy oczka. W przypadku trzech porażek sytuacja tarnowian skomplikuje się jeszcze bardziej niż teraz.
Względny spokój panuje w Bardzie. Unia jesienią wygrała kilka meczów, przed tygodniem dorzuciła kolejne zwycięstwo i mimo porażek zachowuje spokojny byt w środku stawki. Tym razem bardzianie powalczyli w Domaszkowie, ale ostatecznie przegrali 1:2 (1:1) ze Śnieżnikiem. Prowadzenie Unii w około 20. minucie gry dał Jaszek po asyście Malesy, ale gospodarze szybko wyrównali po stałym fragmencie gry i błędzie Dębowskiego. W drugich 45. minutach kibice na zwycięskiego gola dla gospodarzy czekali aż do 86. minuty gry. Unici ponownie stracili gola po dośrodkowaniu w pole karne i z Domaszkowa wrócili z niczym. Dla Śnieżnika strzelali Pągowski oraz Kostecki.
Bardzianie z 25 punktami po 19 kolejkach okupują dziewiątą lokatę w tabeli. Teraz przed Unią mecz z liderującą Nysą Kłodzko.
em24.pl
REKLAMA
REKLAMA