Express-Miejski.pl

Orzeł wypuścił zwycięstwo z rąk, wygrana Skałek i remis Zamku. Sparta coraz bliżej awansu

A-klasa, gr. II: Unia Bardo 3:0 (1:0) Zamek Trzebieszowice

A-klasa, gr. II: Unia Bardo 3:0 (1:0) Zamek Trzebieszowice fot.: PŚ

Zobacz wszystkie zdjęcia w galerii

Orzeł, choć grał z przewagą jednego zawodnika i miał zaliczkę dwóch goli to tylko zremisował w Oławie. Zamek podał rękę ostatniej Pogoni, Skałki ograły Kryształ.

Podział punktów w wyjazdowym meczu z wyżej notowanym Moto-Jelczem Oława przed meczem część kibiców byłaby skłonna zaakceptować, tym bardziej mając w pamięci jesienną przegraną Orła 1:5 na własnym boisku przeciwko temu zespołowi. Biorąc jednak pod uwagę zmiany kadrowe w Oławie oraz ostatnie wyniki Moto-Jelcza można było po cichu liczyć na przełamanie Orła i powrót z trzema oczkami. Taki scenariusz wydawał się być bardzo realny wraz z upływem czasu gry. Orzeł w 26. minucie objął prowadzenie po trafieniu Drzymkowskiego, a do przerwy schodził nie tylko z zaliczką jednego gola, ale także grając w przewadze. W 41. minucie obrońca gospodarzy nieprzepisowo powstrzymywał wychodzącego na czystą pozycję Drzymkowskiego i ujrzał czerwoną kartkę.

W drugich 45. minutach wszystko co najistotniejsze wydarzyło się w ostatnich 20. minutach gry. Najpierw bramkę na 2:0 dla Orła zdobył Robak, na raty pakując piłkę do bramki Moto-Jelcza z rzutu rożnego. Wydawało się wówczas, że Orzeł ma przed sobą autostradę do zgarnięcia trzech punktów, ale jak się okazało, dwubramkowa zaliczka i gra w przewadze to zbyt mało, by wrócić do domu z tarczą. Oławianie w 82. minucie zdobyli gola kontaktowego za sprawą Skorłutowskiego, a w doliczonym czasie gry ich heroiczna walka o remis przyniosła efekt. Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego i zamieszaniu Brandla pokonał Krzyśków i ostatecznie obie ekipy podzieliły się punktami.

Orzeł jest w tabeli dziewiąty. W kolejny weekend zagra u siebie z wyżej notowanym Górnikiem Złotoryja.

Klasa okręgowa: Skałki ograły Kryształ, Zamek podał rękę Pogoni

W piątkowy wieczór Skałki Stolec ograły Kryształ Stronie Śląskie 4:1 (1:1) i odniosły pierwsze zwycięstwo w rundzie wiosennej. Pojedynek odbył się na Słonecznej Arenie w Ząbkowicach Śląskich, ale jego gospodarzem był Kryształ.

Pierwszą realną sytuację do zdobycia gola mieli gospodarze, ale Samuel uderzył nad poprzeczką. Chwilę później po indywidualnej akcji obok bramki strzelał Rudnicki. Najskuteczniejszy zawodnik Skałek w 27. minucie po raz pierwszy w meczu zdołał wpisać się na listę strzelców, wykorzystując dobre dogranie ze środka pola, mijając bramkarza i trafiając do pustej bramki. Tuż przed przerwą goście wyrównali za sprawą duetu, który jeszcze niedawno występował w barwach Skałek. Dobre dogranie Grędy wykorzystał Samuel, który wygrał pozycję i pokonał Wajdę. Chwilę wcześniej to Skałki mogły prowadzić różnicą dwóch goli, ale po akcji Fudaliego i uderzeniu Wajdzika zmierzająca w kierunku bramki piłka trafiła w obrońcę.

Po zmianie stron przewaga Skałek nie ulegała dyskusji, podobnie jak przed przerwą. To stolczanie dłużej utrzymywali się przy piłce, a Kryształ liczył głównie na kontry. Skałki swoją przewagę udokumentowały w 58. minucie spotkania bramką Ziółkowskiego, a później na listę strzelców wpisali się jeszcze Rudnicki i Wajdzik. Ten pierwszy znów wykorzystał doskonałe podanie ze środka pola, ten drugi huknął z kilkunastu metrów po dograniu z bocznego sektora.

Skałki wygrały zasłużenie i wskoczyły w tabeli na siódma pozycję. Teraz przed ekipą trenera Mariusza Kondryca mecz u siebie z MLKS Radków.

Wydaje się, że Zamek Kamieniec Ząbkowicki wypisał się z walki o miejsca dające możliwość gry w czwartej lidze. Podopieczni trenera Arkadiusza Albrechta zremisowali u siebie 2:2 (0:0) ze znajdującą się na ostatnim miejscu w tabeli Pogonią Pieszyce i nie wykorzystali straty punktów Polonii/Stali Świdnica i Bielawianki Bielawa. W bezpośrednim starciu między tymi ekipami padł remis 1:1.

Pierwsza połowa nie przyniosła większych emocji i nie odzwierciedlała różnicy w tabeli. Zamek miał nieznaczną przewagę w posiadaniu piłki, jednak brakowało klarownych sytuacji bramkowych. Najgroźniejszą okazję stworzyli sobie goście, lecz tuż przed przerwą świetną interwencją popisał się młody bramkarz gospodarzy Bilski, ratując swój zespół przed stratą gola. Po zmianie stron Zamek wyraźnie podkręcił tempo i przejął inicjatywę. Efektem była bramka w 52. minucie – po zamieszaniu w polu karnym najprzytomniej zachował się Adamczyk, dając prowadzenie gospodarzom. Radość nie trwała jednak długo. Już sześć minut później Pogoń wyrównała po precyzyjnym strzale Szewczyka z rzutu wolnego. Gospodarze ponownie ruszyli do ataku. Bliski szczęścia był m.in. nowy zawodnik Zamku, Alexis Fatyanov, który groźnie uderzał z rzutu wolnego. W 75. minucie Zamek dopiął swego – po jednej z akcji bramkę zdobył Gerlach i wydawało się, że trzy punkty pozostaną w Kamieńcu Ząbkowickim. Końcówka spotkania przyniosła jednak nieoczekiwany zwrot. Zamek wyraźnie opadł z sił, co skrzętnie wykorzystali ambitni goście. W 89. minucie Pogoń doprowadziła do wyrównania, ustalając wynik meczu na 2:2. Jak się okazało, był to ostatni gol w tym pojedynku. Pogoń dołożyła do swojego skromnego dorobku ligowego siódmy punkt, a Zamek na pierwsze domowe zwycięstwo po zimowej przerwie musi poczekać do kwietnia. Teraz graczy z Kamieńca Ząbkowickiego czeka wyjazd do Boguszowa-Gorce na mecz ze Szczytem Boguszów-Gorce.

A-klasa, gr. II: Przyjemna victoria Sparty, młode rezerwy Orła z remisem w Jaźwinie, Zieloni ograli Ślężę. Remis Polonii

To był miły i przyjemny dzień dla graczy Sparty Ziębice. Podopieczni Grzegorza Czachora mierzyli się z gośćmi z Roztocznika, którzy nie dość, że klasyfikowani w dolnej strefie tabeli, to w dodatku na mecz przybyli tylko w dziesięciosobowym zestawieniu. W efekcie przed spotkaniem kibice zastanawiali się jak wysoko wygra Sparta, choć pierwsze 45. minut wcale nie było tak przekonujące jakby mogło się wydawać przed pierwszym gwizdkiem. Do przerwy ziębiczanie prowadzili 2:0, marnując szereg dogodnych sytuacji i grając niedokładnie. Po zmianie stron gospodarze poprawili celowniki i ostatecznie wygrali 9:0, a na listę strzelców wpisali się: dwukrotnie Ziobro i Kluba, a także Michalski, Fitak, Robak, Nicpoń i Ziółkowski.

Teraz przed Spartą niełatwy mecz w Ząbkowicach Śląskich. Rywalem rezerwy Orła.

Rezerwy, które będą chciały sobie powetować ostatnie niepowodzenie w Jaźwinie. Podopieczni Piotra Kupca w odmłodzonym składzie udali się na mecz z Piastem i nie zdołali przechylić szali zwycięstwa na swoją korzyść, remisując 2:2 (1:2) z niżej notowanym oponentem.

Już w czwartej minucie miejscowi objęli prowadzenie po uderzeniu z dystansu i błędzie Długosza. Następnie przed szansą na wyrównanie stanął Bartosz Nocoń, ale nie wykorzystał rzutu karnego. W 28. minucie gry do wyrównania zdołał jednak doprowadzić Sikorski wykorzystując sam na sam i wydawało się, że Orzeł zaczyna łapać rytm. Na przerwę to jednak gospodarze schodzili w lepszych nastrojach - na około dziesięć minut przed przerwą do siatki Długosza trafił zza pola karnego Podkowa.

W drugich 45. minutach Orzeł miał przewagę, ale zdołał udokumentować ją tylko jednym golem. Do siatki gospodarzy trafił Mateusz Nocoń. Biało-niebiescy próbowali pójść za ciosem, ale paradoksalnie to gospodarze w końcówce mieli dwie świetne sytuacje by zdobyć zwycięskiego gola. Świetnie jednak interweniował Długosz, rehabilitując się poniekąd za błąd przy starcie pierwszego gola.

Biało-niebiescy do pojedynku przystąpili w bardzo młodym zestawieniu. Najbardziej doświadczony był 23-letni Wrona, a w biało-niebieskich barwach na boisku pojawiło się dwóch piętnastolatków - Albrecht i Worobiec oraz dwóch szesnastolatków - Bielan, a także Szydziak. Orzeł pozostał w tabeli na szóstej pozycji.

Bezbramkowy remis zanotowała Polonia Ząbkowice Śląskie, która mierzyła się Wirach z S.T.E.P-em Tąpadła. Mało było gry w piłkę i składnych akcji, dużo zaś przypadku. Konstruowania akcji nie ułatwiało kiepskie boisko. Z perspektywy rywalizacji można powiedzieć, że to Polonia była zespołem, który dłużej utrzymywał się przy piłce, ale jeśli chodzi o konkrety, to gospodarze byli bliżsi zdobycia gola - w końcówce piłkę dwukrotnie z linii bramkowej wybijał Dudek i tylko dzięki jego ofiarności Polonia mogła do swojego dorobku dopisać pierwszy punkt w rundzie wiosennej. Zespół Daniela Gurbały jest w tabeli dziewiąty. O pierwszą wygraną po zimowej przerwie powalczy u siebie z ligowym outsiderem z Gilowa.

Ślęża Ciepłowody bez punktów wróciła z Łagiewnik, gdzie uległa miejscowym Zielonym 1:2 (1:1). Jako pierwsi prowadzenie objęli przyjezdni za sprawą Olejarnika, ale do remisu szybko doprowadził Kuriata, wpadając z piłką w pole karne i posyłając ją obok Piotrowskiego, który nie miał szans na skuteczną interwencję. Do przerwy 1:1.

W drugich 45. minutach po indywidualnej akcji i uderzeniu z dystansu na 2:1 trafił Kuriata i wydawało się, że to dopiero początek emocji. Pojedynek co prawda do końca trzymał w napięciu, ale więcej goli już nie padło, choć i pod jedną i pod drugą bramką było gorąco. Po stronie Ślęży w końcówce bliski wyrównania był Olejarnik, ale nie zdołał po raz drugi trafić między słupki.

Ślęża po tej porażce pozostała w tabeli na miejscu siódmym. Teraz zagra u siebie z Piastem Jaźwina.

A-klasa, gr. III: Tarnovia rozbita, przełamanie Unii

Gracze Tarnovii nie mieli do powiedzenia zbyt wiele w starciu z wiceliderem z Krosnowic. Goście przyjechali do Tarnowa jako po swoje i wygrali 7:0 (3:0), choć gdyby mieli lepszą skuteczność, to mogliby wracać do domu z dwucyfrowym wynikiem. Wynik już w drugiej minucie otworzył Gargała, a przed przerwą trafili jeszcze Dawiec i Hładczuk. W drugich 45. minutach dwa gole dorzucił Gargała kompletując hat-tricka, a dublet skompletowali Dawiec i Hładczuk.

Tarnovia z pięcioma oczkami ciągle zamyka stawkę, ale cały czas jest w grze o utrzymanie. Do lokaty nad kreską tarnowianie tracą cztery oczka. Teraz przed ekipą trenera Lisieckiego mecz z Burzą Dzikowiec.

Przełamanie w Bardzie. Unia po dwóch przegranych na inaugurację w końcu wygrała. Rywal nie był z wysokiej półki, bo to beniaminek z Trzebieszowic, który jednak jesienią ograł bardzian 4:1. Unia do przerwy prowadziła 2:0, a mogła nawet wyżej, ale podopieczni trenera Skowronka marnowali stuprocentowe sytuacje. Na listę strzelców wpisali się Tasarz i Bieńko. W drugiej połowie i jedni i drudzy mieli swoje okazje, ale kibice zobaczyli tylko jednego gola. Dla gospodarzy trafił Herdy i ustalił wynik meczu na 3:0.

Unia jest w tabeli dziewiąta. Teraz przed bardzianami starcie z nieco wyżej klasyfikowanym Śnieżnikiem.

em24.pl

0

Dodaj komentarz

Dodając komentarz akceptujesz regulamin forum

KOMENTARZE powiadamiaj mnie o nowych komentarzach

REKLAMA