Prezentujemy II część wywiadu z burmistrz Grażyną Orczyk, w której rozmawiamy o inwestycjach, funkcjonwaniu samorządu i planach na przyszłość. Były też szybkie pytania.
Pierwsza część wywiadu: Zastępczyni, sekretarz, przewodnicząca i pierwsza kobieta-burmistrz w powiecie - Wywiad z Grażyną Orczyk
Express-Miejski.pl: Jedenaście lat to ogrom czasu. Jak to w życiu bywa, był to okres zarówno sukcesów, ale i porażek, o ile to odpowiednie słowo. O tych drugich mówi się ciężej, więc od nich zacznijmy. Czego przez te jedenaście lat nie udało się zrealizować i co spędza sen z oczu burmistrz? Wydaje się, że jedną z takich nurtujących kwestii jest wyczekiwana obwodnica Złotego Stoku. To problem, który jest aktualny od wielu lat.
Grażyna Orczyk: Uważam, że obwodnica Złotego Stoku jest bardzo ważnym przedsięwzięciem. Fakt, że obecnie nie jest realizowana — że przygotowana wcześniej dokumentacja nie została wykorzystana, a władze rządowe zdecydowały się na budowę innej obwodnicy na terenie Dolnego Śląska — oczywiście budzi rozczarowanie. Myślę jednak, że musimy uzbroić się w cierpliwość. Podobnie jak inne miejscowości, które czekały na swoje obwodnice przez wiele lat, tak i Złoty Stok będzie musiał poczekać.
To zadanie ma ogromne znaczenie w kontekście włączenia drogi krajowej nr 46 do drogi nr 8. Nie chodzi tu wyłącznie o sam Złoty Stok, ale o skomunikowanie całego regionu — brakujące osiem kilometrów ma kluczowe znaczenie dla układu komunikacyjnego tej części Dolnego Śląska. Nie tracimy nadziei i podejmujemy wiele działań, które podkreślają, jak istotna jest budowa obwodnicy.
Jeśli chodzi o porażki, trudno mówić o nich wprost przy tak dużej liczbie różnorodnych przedsięwzięć. Ja raczej postrzegam je jako wyzwania. Wiele udało się zrealizować dzięki ciężkiej pracy i dużemu zaangażowaniu — to zdecydowanie mniej kwestia szczęścia, a bardziej konsekwencji i determinacji.
Są jednak inwestycje, których nie udało się dotąd zrealizować, szczególnie w obszarze sportu i rekreacji. Mam na myśli przede wszystkim stadion oraz staw kąpielowy w Złotym Stoku. Dla stadionu mamy przygotowany program funkcjonalno – użytkowy. Dotychczas wykonano jedynie drobne prace, m.in. związane z murawą, jednak cały obiekt wymaga kompleksowej przebudowy. Stadion znajduje się na liście przedsięwzięć rezerwowych ZIT i pozostaje w naszych planach.
Jeszcze większym wyzwaniem jest staw kąpielowy — a właściwie budowa nowego basenu, bo o takim zadaniu należałoby mówić. To inwestycja bardzo kosztowna, rzędu kilkunastu milionów złotych, niezależnie od tego, czy realizowana byłaby w Świdnicy, Polanicy czy w Złotym Stoku. Dodatkowo trzeba brać pod uwagę koszty późniejszego utrzymania obiektu. Już przed pandemią, gdy staw funkcjonował, były one bardzo wysokie. Obecnie szacuję, że samo utrzymanie w okresie letnim, przez około dwa miesiące, kosztowałoby gminę co najmniej 100 tysięcy złotych — to minimum, uwzględniające wynagrodzenia pracowników i bieżące koszty eksploatacyjne.
Mam świadomość, że mieszkańcy zgłaszają potrzebę takiego obiektu i rozumiem te oczekiwania. Natomiast pozyskanie środków na jego przebudowę — przy jednoczesnych innych zadaniach inwestycyjnych oraz wysokich kosztach późniejszego utrzymania — będzie bardzo trudne.
Przykładem wyzwania częściowo już zrealizowanego jest łącznik przy szkole — inwestycja, na którą mieszkańcy czekali od lat 80. Udało się pozyskać środki rządowe na zabezpieczenie tego budynku, który przez dziesięciolecia był zagrożony rozbiórką. Dziś obiekt jest zabezpieczony: ma nowy dach, okna i elewację, nie niszczeje i nie straszy swoim wyglądem.
Kolejnym etapem jest jego zagospodarowanie — planowane jest tam przeniesienie Ośrodka Pomocy Społecznej, który obecnie funkcjonuje w budynku niespełniającym żadnych standardów. Przewidziano również pomieszczenia na gabinety rehabilitacyjne oraz dla organizacji pozarządowych. Na ten moment nie dysponujemy jednak źródłami finansowania, ponieważ mówimy o inwestycji rzędu kilkunastu milionów złotych. Najważniejsze jest jednak to, że obiekt został uratowany i zabezpieczony — teraz wyzwaniem pozostaje pozyskanie środków na jego pełne wykorzystanie.
Gmina Złoty Stok nigdy nie miała wystarczającej nadwyżki operacyjnej w budżecie. Ta nadwyżka operacyjna w budżecie zawsze była symboliczna, więc wyzwaniem są też środki własne na wkłady do projektów, a potrzeb jest naprawdę bardzo, bardzo dużo.
Express-Miejski.pl: A z których inwestycji burmistrz jest najbardziej dumna? Które wpłynęły najbardziej korzystnie na rozwój gminy i poprawiły jakość życia mieszkańców?
Grażyna Orczyk: W ostatnim czasie na pewno jest to Centrum Kulturalno-Turystyczne Ewangelik. Była to inwestycja bardzo trudna, ale jednocześnie niezwykle potrzebna i z dużym potencjałem. Zaadaptowaliśmy dawny kościół ewangelicki na Centrum Kulturowo-Turystyczne, w którym obecnie funkcjonuje m.in. wieża widokowa. Obiekt znajduje się w samym centrum miasta, co wyraźnie wpłynęło na przekierowanie ruchu turystycznego — jest to dziś bardzo dobrze widoczne.
Kolejnym ważnym przedsięwzięciem była rewitalizacja parku miejskiego, który ma ogromny potencjał. Z tej inwestycji jestem szczególnie dumna, ponieważ była ona bardzo kosztowna, a jednocześnie nie obciążyła budżetu gminy — sto procent środków pozyskaliśmy z zewnątrz.
Z ostatnich lat wskazałabym również rozwój komunikacji publicznej. Udało się w znacznym stopniu zniwelować problem wykluczenia komunikacyjnego. Dziś mieszkańcy mogą realnie korzystać z połączeń autobusowych, a młodzież bez problemu dojeżdża do szkół. Było to możliwe dzięki bardzo dobrej współpracy z burmistrzami Ząbkowic Śląskich oraz Kamieńca Ząbkowickiego. Bez porozumienia między samorządami ta komunikacja po prostu by nie powstała. Cieszę się, że do projektu dołączają kolejne gminy i mam nadzieję, że docelowo będzie to komunikacja o charakterze powiatowym, z dobrze skoordynowanymi rozkładami jazdy i połączeniami.
Bardzo dużym wyzwaniem były również podstawowe potrzeby infrastrukturalne — woda, kanalizacja i drogi. Skala koniecznych remontów dróg była ogromna, dziś mogę na palcach jednej ręki policzyć te odcinki w Złotym Stku, które jeszcze wymagają przebudowy. Zrealizowaliśmy bardzo wiele inwestycji drogowych, a przy ich okazji wymieniliśmy również sieć wodociągową. Dzięki temu skończyły się problemy z brakami wody, które wcześniej wynikały z nieszczelnych sieci.
Równie istotna była budowa kanalizacji deszczowej, co ma ogromne znaczenie przy coraz częstszych i intensywnych opadach deszczu. O łączniku przy szkole już wspominałam, ale warto go ponownie podkreślić jako ważny element porządkowania przestrzeni.
Na koniec warto wspomnieć o obecnie realizowanej inwestycji — budowie budynku wielorodzinnego w ramach Społecznej Inicjatywy Mieszkaniowej. To dobra perspektywa zarówno dla obecnych mieszkańców, jak i dla osób, które chcą związać swoją przyszłość ze Złotym Stokiem.
Express-Miejski.pl: Pamiętam, że bodajże dwa lata temu, była pani organizatorką konferencji dotyczącej właśnie wykluczenia komunikacyjnego. Problemem był wówczas dojazd dzieci do Kłodzka. Złotostocka Komunikacja Publiczna kursuje jednak tylko na terenie powiatu ząbkowickiego. Jak udało się wówczas rozwiązać ten problem?
Grażyna Orczyk: Problem udało się rozwiązać we współpracy z przewoźnikiem prywatnym — linią busową Rycerz, obsługującą trasę do Galerii Twierdza w Kłodzku. Tamten czas był bardzo specyficzny, ponieważ szkołę podstawową opuszczały dwa roczniki uczniów, a zdecydowana większość młodzieży z naszej gminy chciała kontynuować naukę w szkołach w Kłodzku.
W tamtym czasie bardzo zabiegałam o współpracę z powiatem, ponieważ kwestie komunikacyjne leżą również w jego kompetencjach. Równolegle prowadzone były rozmowy z prezesem komunikacji autobusowej w Kłodzku, który również deklarował gotowość do współpracy. Ostatecznie prywatny przewoźnik uruchomił dodatkowe kursy, co pozwoliło rozwiązać problem dojazdów.
Ten problem został rozwiązany w ciągu dwóch–trzech miesięcy. W tym czasie część młodzieży dojeżdżała do szkół samochodami prywatnymi. Obecnie sytuacja jest stabilna — tabor prywatnego przewoźnika jest odpowiednio dostosowany, młodzież bez problemu dojeżdża do szkół, a jednocześnie liczba uczniów jest już zdecydowanie mniejsza niż w tych dwóch rocznikach, które opuszczały szkołę podstawową, co ułatwia organizację transportu.
Express-Miejski.pl: Wspomniała pani też o budowie bloku wielorodzinnego w ramach inicjatywy SIM Sudety. W bloku przy ul. Sportowej ma powstać 36 mieszkań. Nie uważa Pani, że część z nich pozostanie pusta? Jak na chwilę obecną wygląda zainteresowanie lokalami?
Grażyna Orczyk: Na 32 lokale podpisanych jest już ponad połowa umów. Pojawiają się kolejne osoby zainteresowane, dlatego w porozumieniu z prezesem SIM planujemy ogłoszenie kolejnego naboru w przyszłym roku. Uważam, że sam budynek nie jest duży, natomiast — patrząc na skalę zainteresowania — można powiedzieć, że zapotrzebowanie na lokale trzypokojowe jest większe niż zakładaliśmy.
Projekt przewidywał osiem lokali jednopokojowych, osiem trzypokojowych oraz szesnaście dwupokojowych. Największym zainteresowaniem od początku cieszyły się właśnie te największe mieszkania i to one znalazły najemców w pierwszej kolejności.
Jestem przekonana, że nie będzie problemu z pełnym zasiedleniem budynku. Część osób nie zna jeszcze dokładnie zasad funkcjonowania SIM-u ani systemu dopłat do czynszu. Przy przeliczeniu czynszu według maksymalnej stawki może on wydawać się wysoki, jednak dopłaty będą naliczane indywidualnie, co sprawi, że faktyczny koszt zamieszkania nie będzie tak wysoki, jak mogłoby się wydawać. Zwłaszcza jeśli porówna się go z kosztami utrzymania mieszkań w starszych blokach, np. przy ulicy Chemików, gdzie wydatki na ogrzewanie są naprawdę bardzo wysokie.
Największe zainteresowanie wykazują osoby starsze. Pojawiają się również osoby młode oraz rodziny, jednak w ostatnim naborze dominowali seniorzy — także z sąsiednich gmin — którzy chcą mieszkać w komfortowych warunkach, w nowoczesnym budynku, niewymagającym dodatkowych trosk. Budynek będzie wyposażony w windy, zapewni dobre ogrzewanie i wysoki standard użytkowania.
Jestem przekonana, że inwestycja nie jest przewymiarowana. W Złotym Stoku, mimo niewielkiej liczby mieszkańców, dostępność lokali jest ograniczona, a zainteresowanie zamieszkaniem tutaj wykazują również osoby spoza gminy. Mam więc nadzieję, że po kolejnym naborze wszystkie lokale zostaną zasiedlone.
Express-Miejski.pl: Skoro jesteśmy przy inwestycjach, to w tym miejscu nie sposób nie wspomnieć o rankingu przygotowanym przez Pismo Samorządu Terytorialnego „Wspólnota”, które opublikowało zestawienie wydatków inwestycyjnych samorządów w latach 2022–2024 w przeliczeniu na osobę. Gmina Złoty Stok zajęła 17 miejsce w kraju wśród gmin miejsko-wiejskich i czwarte na Dolnym Śląsku. Wydatki inwestycyjne w przeliczeniu na jednego mieszkańca wyniosły tu niemal 4 tys. zł. Można rzec, że pod względem inwestycyjnym, lata 2022-2024 to złoty okres dla Złotego Stoku?
Grażyna Orczyk: Tak jak wspomniałam wcześniej, w 2014 roku, kiedy udanie ubiegałam się o stanowisko burmistrza, wiedziałam, że są naprawdę bardzo duże możliwości pozyskiwania środków unijnych i krajowych, a Gmina Złoty Stok w tych rankingach była bardzo, bardzo daleko, praktycznie na samym końcu. Dzięki temu, że miałam i mam bardzo dobry zespół pracowników i współpracowników przez te lata udało nam się pozyskać bardzo dużo środków zewnętrznych, nie tylko unijnych, ale i krajowych. W ostatnich latach mieliśmy bardzo dobre, dedykowane przez rząd programy typu Rządowy Fundusz Inwestycji Lokalnych (RFIL). Wtedy jako włodarze systematycznie spotykaliśmy się z parlamentarzystami. Artykułowaliśmy nasze potrzeby. Pokazywaliśmy, że biedny subregion wałbrzyski potrzebuje dużo większego wsparcia niż gminy, które ze względu na położenie mają sytuację finansową zdecydowanie lepszą. U nas były i wciąż jeszcze są duże potrzeby infrastrukturalne, duże potrzeby rozwojowe i te inwestycje u nas są znacznie kosztowniejsze, bo wybudowanie kilometra wodociągu w sołectwie w gminie Złoty Stok, a wybudowanie kilometra wodociągu na przykład we Wrocławiu czy w innych wrocławskich gminach, to są zupełnie inne nakłady finansowe. Dzięki RFIL okazało się, że mamy naprawdę spore możliwości i zróżnicowany wybór. W ramach RFIL każdy mógł wnioskować na to, na co potrzebował i to były bardzo dobre wnioski - krótkie, merytoryczne i łatwe w rozliczeniu. Podobnie było z programem inwestycyjnym z Polskiego Ładu, z którego korzystamy do dzisiaj i wciąż realizujemy jeszcze przedsięwzięcia w ramach tego programu. Był to też czas, gdy mocno sięgaliśmy po środki unijne. Wymagało to naprawdę dużej pracy, czasem ryzyka i odważnych decyzji, ale zarówno ranking, jak i rzeczywistość pokazuje, że było warto.
Express-Miejski.pl: Gmina Złoty Stok jest też sporym beneficjentem środków unijnych. W ciągu 20 lat pozyskano ponad 5 tys. zł na osobę z funduszy europejskich na realizację inwestycji.
Grażyna Orczyk: To tylko potwierdzenie moich wcześniejszych słów. Inwestycje realizowaliśmy w oparciu o trzy główne źródła finansowania: PROW, RPO oraz środki transgraniczne. W przypadku projektów transgranicznych kluczowe znaczenie miały moje liczne kontakty i wizyty w gminach czeskich, ponieważ konieczne było znalezienie partnerów po drugiej stronie granicy. Po naszej stronie mamy jedynie Białą Wodę, która ma znacznie mniejszy potencjał, jednak właśnie dzięki współpracy z Białą Wodą udało się zrealizować adaptację kościoła ewangelickiego — jedno z ważniejszych przedsięwzięć inwestycyjnych.
Dzięki współpracy z wieloma samorządami powstała również sieć singletracków. Projekty te były finansowane częściowo ze środków RPO, a częściowo z funduszy transgranicznych, co pozwoliło stworzyć spójną i atrakcyjną sieć tras rowerowych.
W ramach środków transgranicznych realizowaliśmy także liczne mikroprojekty — zarówno infrastrukturalne, jak i tzw. „miękkie”. Powstały m.in. ścieżki rowerowe, Szlak Gwarków, punkt informacji turystycznej oraz zrewitalizowane zostało mauzoleum rodzinne, skwery miejskie. Równolegle realizowane były projekty związane z organizacją wydarzeń i imprez o charakterze kulturalnym i promocyjnym.
Jeśli chodzi o środki z PROW, jednym z najważniejszych przedsięwzięć była kanalizacja sołectwa Błotnica. Była to jedyna miejscowość, która od lat konsekwentnie zabiegała o realizację tego zadania. Co rzadkie, mieszkańcy nie tylko chcieli budowy kanalizacji, ale również byli gotowi się do niej podłączyć — inwestycja została więc w pełni zrealizowana. Ze środków PROW zmodernizowane zostały także świetlice wiejskie.
Zakres projektów realizowanych ze środków unijnych był naprawdę bardzo szeroki. Obejmował m.in. uporządkowanie gospodarki wodno-ściekowej, liczne inwestycje infrastrukturalne (poza drogowymi, które realizowaliśmy z pozyskanych środków krajowych i własnych), a także termomodernizacje — ratusza oraz szkoły w Złotym Stoku. Przeprowadziliśmy również modernizację oświetlenia ulicznego.
Tych projektów było naprawdę bardzo dużo — lista jest obszerna i pokazuje, jak intensywnie wykorzystywaliśmy dostępne środki zewnętrzne na rozwój gminy.
Express-Miejski.pl: Jakiego rzędu były to dofinansowania?
Grażyna Orczyk: Bywały dofinansowania na poziomie 80, a nawet 95 proc., w momencie kiedy jeszcze pojawiało się wsparcie projektu ze środków rządowych. Bywały też mniejsze dofinansowania, na poziomie 60-70 proc., ale to wciąż pokaźny zastrzyk gotówki, dzięki którym mogliśmy realizować zadania inwestycyjne przy kilkunastoprocentowym wkładzie własnym.
Express-Miejski.pl: Minęło już półtora roku trzeciej kadencji. Jeśli nie zmieni się ordynacja wyborcza, to w 2029 roku nie będzie pani mogła ubiegać się o fotel burmistrza. Jaki jest plan na kolejne trzy lata? Bez jakich inwestycji czy też zmian nie wyobraża sobie pani zakończenia kadencji?
Grażyna Orczyk: Z całą pewnością chciałabym nadal pracować w samorządzie. Moje pierwsze wykształcenie to zawód nauczyciela — swoją drogę zawodową zaczynałam w przedszkolu. Od 1994 roku jestem jednak nieprzerwanie związana z administracją publiczną: w latach 1994–1998 pracowałam w Powiatowym Urzędzie Pracy, a później w samorządzie gminnym i powiatowym. Dlatego właśnie w samorządzie chciałabym również zakończyć swoją aktywność zawodową.
Jak będzie — trudno dziś przesądzać. Na razie koncentruję się przede wszystkim na realizacji bieżących zadań gminy, a wyzwań mamy naprawdę bardzo dużo. Dotyczą one głównie trudnej sytuacji finansowej — ograniczonych możliwości finansowania inwestycji i braku zdolności do zabezpieczania wkładów własnych czy kredytowania. W praktyce oznacza to konieczność bardzo trudnych wyborów.
Obecnie stoimy przed decyzją, które inwestycje będziemy w stanie zrealizować. Mamy informacje o pozytywnym rozstrzygnięciu naszych wniosków i możliwości rozpoczęcia kolejnych projektów, takich jak termomodernizacja Centrum Kultury i Promocji, budowa wieży widokowej na Jaworniku, zakup samochodu strażackiego, modernizacja oczyszczalni ścieków czy termomodernizacja świetlic wiejskich. Niestety, z części tych zadań będziemy musieli zrezygnować — i są to decyzje podejmowane z naprawdę ciężkim sercem, bo wszystkie te inwestycje są potrzebne.
Do tego dochodzą inwestycje drogowe czy planowana farma fotowoltaiczna. Chciałoby się zrealizować wszystko, jednak realia budżetowe są coraz trudniejsze. Pomimo zapowiadanych reform finansów publicznych, sytuacja gmin nie ulega znacznej poprawie. Rosną stałe koszty bieżącego utrzymania w wielu obszarach, a każda nowa inwestycja generuje kolejne wydatki eksploatacyjne.
Jednocześnie możliwości pozyskiwania dodatkowych dochodów są mocno ograniczone — zarówno przez różne formy ochrony przyrody, jak i przez fakt, że gmina historycznie nie dysponowała terenami inwestycyjnymi. Były one własnością Skarbu Państwa, a następnie zostały sprywatyzowane.
Express-Miejski.pl: Zakładając, że ordynacja wyborcza nie ulega zmianie, gdzie Grażyna Orczyk będzie w 2030 roku, czyli kilka miesięcy po tym, jak zakończy swoją niemal piętnastoletnią pracę w roli burmistrza Złotego Stoku?
Grażyna Orczyk: Może w powiecie?
Express-Miejski.pl: Ambicji parlamentarnych nie ma?
Grażyna Orczyk: Nie, zdecydowanie nie. Mam bardzo silnie zakorzeniony patriotyzm lokalny. Dobrze odnajduję się zarówno w samorządzie gminnym, jak i powiatowym — to są przestrzenie, w których od zawsze realizowałam zadania wynikające z wewnętrznego przekonania i potrzeby działania na rzecz lokalnej wspólnoty.
Nie chciałabym angażować się w politykę partyjną. Zresztą nigdy nie należałam do żadnej partii i nie identyfikowałam się z żadnym ugrupowaniem. Zawsze miałam odwagę jasno wyrażać swoje poglądy, a także otwarcie nie zgadzać się z rozwiązaniami, które uważałam za niewłaściwe. Nie potrafiłabym podporządkować się dyscyplinie partyjnej ani klubowej.
Jednocześnie zawsze udawało mi się znajdować sprzymierzeńców i budować porozumienie — zarówno w Radzie Powiatu, jak i w Radzie Gminy Ciepłowody czy w Złotym Stoku. Umiejętność szukania kompromisu i współpracy była kluczowa dla skutecznej realizacji zadań.
Express-Miejski.pl: A za 10 lat? Gdzie będzie można spotkać Grażynę Orczyk?
Grażyna Orczyk: Za dziesięć lat myślę, że będę szczęśliwą emerytką, realizującą swoje pasje. Z pewnością nadal będę aktywna — chciałabym działać w jakiejś organizacji pozarządowej i wykorzystywać swoją wiedzę oraz doświadczenie na rzecz mieszkańców gminy.
Bardzo lubię aktywnie spędzać czas — chodzenie po górach, ruch i przebywanie na świeżym powietrzu dają mi dużo energii. Uwielbiam też podróżować, zarówno po Polsce, jak i za granicą. Najbardziej cenię sobie wyjazdy spontaniczne, niekomercyjne, niezwiązane z biurami podróży — takie, które pozwalają odkrywać codzienne życie innych ludzi i ich kulturę.
Jestem przekonana, że także na emeryturze znajdę dla siebie przestrzeń do działania i dzielenia się doświadczeniem — właśnie poprzez aktywność społeczną i pracę w organizacjach pozarządowych.
Szybkie pytania:
Express-Miejski.pl: Gdybym nie była samorządowcem zostałabym...?
Grażyna Orczyk: Nauczycielem. To jest moje pierwotne wykształcenie. Uwielbiam dzieci, uwielbiam przedszkole, uwielbiam szkołę. Jako burmistrz, wtedy, kiedy mam trudniejsze chwile, kiedy potrzebuję resetu, idę do przedszkola, spotykam się z dziećmi, poprzytulam się, zaśpiewamy piosenkę i wracam do urzędu. To dosłownie kilkanaście minut, które potrafią zdziałać cuda.
Express-Miejski.pl: Pierwsza kobieta–burmistrz w historii Złotego Stoku i pierwsza w powiecie ząbkowickim od 1990 roku. Powód do dumy czy po prostu fakt?
Grażyna Orczyk: W tym samym czasie burmistrzyniami zostałyśmy razem z burmistrz Ziębic, Alicją Birą. Była to dla mnie ogromna radość i zaszczyt, że mieszkańcy obdarzyli mnie tak dużym zaufaniem. W 2014 roku poparcie, jakie otrzymałam, było naprawdę bardzo wysokie — to był silny mandat zaufania, który dał mi ogromną energię i motywację do działania.
Cieszę się również, że choć w niewielkim stopniu udało mi się „przebić szklany sufit” i utorować drogę koleżankom, które dziś coraz śmielej sięgają po odpowiedzialne funkcje w samorządzie. To zdecydowanie powód do dumy i wielka radość.
Express-Miejski.pl: Praca w terenie czy praca przy biurku?
Grażyna Orczyk: Zdecydowanie praca w terenie. Jak byłam małą dziewczynką, to jednego byłam w życiu pewna, że nie będę pracować w urzędzie. Mój przykład jednak pokazuje, że życie pisze swoje scenariusze i lepiej nigdy nie mówić nigdy.
Express-Miejski.pl: Decyzyjność: intuicja czy twarde dane poparte ekonomią?
Grażyna Orczyk: Mam bardzo dobrze rozwiniętą intuicję — czasami pracownicy pytają mnie: „a skąd wiedziałaś, że tak będzie”. Jednak zawsze opieram swoje decyzje również na danych ekonomicznych i analizie faktów. Podejmuję decyzje w szerokiej perspektywie, przewidując i szacując możliwe skutki każdego działania.
Słucham argumentów moich pracowników, ale jednocześnie mają oni też świadomość, że kiedy przychodzą do mnie z propozycją, muszą być przygotowani na wiele pytań i dokładną analizę sytuacji. Moja intuicja zawsze opiera się więc na racjonalnych danych. Często podejmuję wyzwania związane z pewnym ryzykiem, ale jest to ryzyko przemyślane, ze świadomością ewentualnych konsekwencji.
Express-Miejski.pl: Zdarza się, że pracownik przychodzi i sugeruje rozwiązanie, które nie do końca pokrywa się z Pani wizją. Czy potrafi Pani wtedy przyznać mu rację, czy jednak trzyma się Pani swojej decyzji?
Grażyna Orczyk: Zawsze słucham wskazówek i argumentów pracowników. Przepracowałam w administracji blisko 30 lat, więc mam wiedzę i doświadczenie, które pozwalają mi ocenić sytuację. Weryfikuję, sprawdzam i ufam tym, z którymi współpracuję — kierownikom i pracownikom.
Express-Miejski.pl: A zdarza się, że zmienia Pani zdanie i przyznaje rację pracownikowi?
Grażyna Orczyk: Tak, oczywiście. Staram się podchodzić do tego elastycznie. Jeśli ktoś pokaże lepsze rozwiązanie lub inną drogę realizacji zadania, przyznaję rację. Lubię burze mózgów, nowe spojrzenia i wyzwania. Pracuję zespołowo z kierownikami referatów, radnymi i współpracownikami. Cieszę się, kiedy ktoś pokaże inną, lepszą drogę. Nie trzymam się kurczowo swojej propozycji — jeśli widzę, że droga, którą zaproponował współpracownik jest lepsza, nie mam problemu z przyznaniem mu racji.
Express-Miejski.pl: Budżet gminy. Ostrożność czy odwaga?
Grażyna Orczyk: Realizacja różnych przedsięwzięć w tak skromnym budżecie gminy wymaga dużej odwagi — trzeba znaleźć miejsce zarówno dla organizacji pozarządowych, jak i dla realizacji bieżących potrzeb oraz inwestycji. Obecnie jest to szczególnie wymagające ze względu na wahania na rynku kredytowym i zmiany stóp procentowych. Na szczęście stopy procentowe zaczynają spadać, ale wciąż potrzebna jest ogromna rozwaga, aby budżet był zrównoważony i wszystkie zaplanowane działania mogły zostać zrealizowane.
Jednocześnie wiem, że oczekiwania mieszkańców są duże. Bogatsze regiony rozwijają się szybciej, a w naszej gminie dysproporcje są niestety jeszcze większe, bo dysponujemy ograniczonymi środkami. Dlatego każda decyzja wymaga jednocześnie rozwagi i gotowości do podejmowania przemyślanego ryzyka. Między odwagą a ostrożnością, trzeba znaleźć złoty środek.
Express-Miejski.pl: Spotkanie z mieszkańcami czy sesja rady miejskiej?
Grażyna Orczyk: Zdecydowanie spotkanie z mieszkańcami. Zostając burmistrzem założyłam sobie cykliczne, systematyczne spotkania z mieszkańcami i to realizuję. Spotykam się ze społeczeństwem nie tylko w ramach kampanii, ale też kilka razy do roku, m.in. przy organizacji imprez czy uchwalania funduszu sołeckiego. Wtedy rozmawiamy o ważnych sprawach, o sytuacji gospodarczej, finansowej, o sytuacji społecznej, o przedsięwzięciach. Edukujemy się wzajemnie. Tak planujemy wydatki, aby można było pogodzić interesy wszystkich i też, żeby mieszkańcy na bieżąco wiedzieli, co się dzieje w gminie. Stąd też od pewnego czasu raz na dwa tygodnie spotykam się z mieszkańcami on-line na swoim Facebooku i raportuję im najważniejsze informacje z życia gminy.
Express-Miejski.pl: Sesja rady miejskiej do północy czy spotkanie w terenie o 6 rano?
Grażyna Orczyk: Może być nawet o piątej.
Express-Miejski.pl: Trudniejsze: podejmowanie decyzji czy tłumaczenie ich mieszkańcom?
Grażyna Orczyk: Myślę, że trudniejszym zadaniem jest tłumaczenie kontrowersyjnych decyzji mieszkańcom. Weźmy na przykład podwyżkę opłat za śmieci — to temat bardzo emocjonalny i często mieszkańcy, ze względu na znaczące koszty, mają trudność z zaakceptowaniem podwyżki i przyjęciem argumentów, które uzasadniają podjęcie takiej decyzji.
Na szczęście dzięki temu, że zarówno ja, moi współpracownicy, jak i radni regularnie spotykamy się z mieszkańcami i wyjaśniamy nasze działania, udało nam się mocno wypracować płaszczyznę komunikacji. To ułatwia nie tylko zrozumienie decyzji, ale też buduje zaufanie.
Express-Miejski.pl: Harmonogram dnia: zaplanowany czy spontaniczny?
Grażyna Orczyk: Mocno zaplanowany. U mnie na biurku jest kalendarz, do którego każdy ma dostęp i jeżeli pracownicy, kierownicy chcą coś w kalendarzu zaplanować, to oczywiście wchodzą, wpisują, ale zdarza się tak, że ten kalendarz przez jakieś wydarzenie jest przewrócony do góry nogami i trzeba wtedy reagować natychmiast. Są wydarzenia, które powodują, że trzeba dostosować się do sytuacji i działać spontanicznie, ale jednak lubię mieć wszystko poukładane i działać według planu.
Express-Miejski.pl: Wieczorny telefon z nieznanego numeru? Odbieram, oddzwaniam czy ignoruje?
Grażyna Orczyk: Odbieram wszystkie telefony, a gdy nie mogę odebrać, to oddzwaniam. Jeżeli ktoś do mnie pisze na Messengerze o takich różnych sprawach, to do 22.00 też odpisuję. Jeśli wiadomość wpada nieco później, to odpisuję, ale już rano następnego dnia.
Express-Miejski.pl: Co robi burmistrz w wolnych chwilach?
Grażyna Orczyk: Las, las, las i jeszcze raz las. Czyli piesze wycieczki, marszobiegi, to są moje ulubione zajęcia, przy których łapię dystans, oczyszczam głowę, odzyskuję jasne spojrzenie i mogę znowu przystępować do realizacji obowiązków.
Express-Miejski.pl: Złoty Stok to dla mnie...?
Grażyna Orczyk: Jedyne, wyśnione i wymarzone miejsce do życia. Dziękuję mieszkańcom za zaufanie, za powierzony mandat burmistrza i za to, że mogę dla Państwa pracować.
em24.pl
REKLAMA
REKLAMA