Express-Miejski.pl

Czwartoligowcy punktują: Unia za trzy, Orzeł za jeden. Skałki wciąż na dnie...

IV liga: Unia Bardo 4:1 (1:1) Orzeł Prusice fot.: Karol Fester

Zobacz wszystkie zdjęcia w galerii

Stolczanie przegrali dziewiąty mecz w sezonie i zamykają stawkę. Cenna wygrana Zamku. W A-klasie bez rewelacji - zapunktowała tylko Unia Złoty Stok.

IV liga: Orzeł znów nie utrzymał przewagi

To już kolejny mecz w tym sezonie, gdzie Orzeł mimo dwubramkowego prowadzenia nie zdołał odnieść wygranej. Tym razem podopieczni Tomasza Masłowskiego, choć po 18. minutach wygrywali z beniaminkiem z Oławy 2:0, to ostatecznie podzielili się punktami z wyżej notowanym rywalem.

Mecz lepiej rozpoczęli goście, ale paradoksalnie to Orzeł jako pierwszy zdobył gola. W 10. minucie dalekie wybicie Derbisza w kierunku bramki oławian wykorzystał Piątkowski, który uprzedził interweniującego bramkarza i głową skierował futbolówkę do bramki. Kilka chwil później było już 2:0, a po dośrodkowaniu z rzutu rożnego futbolówkę do siatki skierował Kowerko. Do przerwy Orzeł kontrolował boiskowe wydarzenia. Oławianie co prawda próbowali zdobyć gola kontaktowego, mieli ku temu kilka okazji, ale za każdym razem albo dobrze interweniowała defensywa Orła, albo bramkarz. Po drugą bramką po dośrodkowaniu z rzutu rożnego dobrą okazję miał Kowerko, ale jego uderzenie głową zdołał obronić bramkarz Moto-Jelcza.

W drugich 45. minutach zespołem posiadającym inicjatywę byli przyjezdni. Do 65. minuty z ich akcji nie wynikało jednak nic groźnego. Wówczas to jednak długa piłka zagrana za linię obrony Orła, niepewna interwencja Derbisza i nieco szczęścia oławian spowodowało, że to mogli cieszyć się oni z kontaktowego trafienia. Oławianie ruszyli za ciosem i w 80. minucie doprowadzili do remisu po rzucie karnym. We własnej szesnastce faulował Radziszewski. Orzeł już wtedy grał w dziesiątkę po kuriozalnej czerwonej kartce dla Grzywińskiego. Zawodnik Orła mając na koncie żółtą kartkę, zdaniem arbitra schodził do zmiany nie z tej strony, z której powinien. W efekcie otrzymał drugą żółtą, a w konsekwencji czerwoną kartkę i...zmiana nie doszła do skutku, a ząbkowiczanie do końca meczu byli zmuszeni grać w osłabieniu.

Końcowe minuty to ataki beniaminka grającego w liczebnej przewadze i kontry Orła. Bliżej zdobycia gola byli przyjezdni, ale uderzenie z najbliższej odległości instynktownie obronił Derbisz i ostatecznie obie ekipy podzieliły się punktami.

Orzeł po 12 kolejkach ma na swoim koncie 16 punktów i zajmuje w tabeli dziesiąte miejsce. Biało-niebiescy tracą siedem oczek do trzeciego Piasta Nowa Ruda i mają tyle samo punktów przewagi nad strefą spadkową. W kolejnej kolejce gracze Tomasza Masłowskiego zagrają w Bystrzycy Górnej z miejscowym LKS, który do tej pory zgromadził na swoim koncie zaledwie trzy punkty.

IV liga: Złe miłego początki

Nie najlepiej mecz z niżej notowanym Orłem Prusice rozpoczęła bardzka Unia. Podopieczni Damiana Okrojka przegrywali po samobójczym trafieniu Skowronka, ale jeszcze przed przerwą zdołali doprowadzić do remisu, a w drugiej odsłonie gry wypunktowali przyjezdnych i wygrali 4:1 (1:1).

Do przerwy, mimo dwóch goli, z boiska wiało nudą. W 14. min nieporozumienie w polu karnym pomiędzy Gembarą a Skowronkiem zakończyło się niefortunnym golem samobójczym tego drugiego i radością przyjezdnych. Unia próbowała odrabiać straty, ale dopięła swego dopiero tuż przed końcem pierwszej połowy po trafieniu Łaskiego, który głową skierował futbolówkę do siatki. Chwilę później prowadzenie bardzianom mógł jeszcze dać Raszpla, ale nie zdołał minąć interweniującego Buchli.

Kluczowa dla losów pojedynku okazała się sytuacja z około 55. minuty gry. Wówczas to drugą żółtą, a w konsekwencji czerwoną kartką ukarany został Błach i prusiczanie grali w osłabieniu. Unia zaatakowała wówczas jeszcze konkretniej i w końcu w 68. minucie gry dopięła swego po bramce Robaka. W końcówce pojedynku na listę strzelców wpisali się jeszcze Kuriata i Łaszczewski i trzy punkty powędrowały na konto Unii.

Z 20 oczkami po dwunastu kolejkach bardzianie zajmują w tabeli ósme miejsce, jednak do trzeciego Piasta Nowa Ruda tracą zaledwie trzy punkty. Teraz Unia zagra na własnym boisku z niżej notowanym GKS Mirków/Długołęka.

Klasa okręgowa: Skałki bez przełamania

Wiele wskazuje na to, że rundę jesienną podopieczni Tomasza Piątkowskiego zakończą w strefie spadkowej. Zespół, który jeszcze dwa lata temu jako beniaminek zajął w tabeli klasy okręgowej szóste miejsce z ośmioma porażkami, w tym sezonie po jedenastu rozegranych meczach ma ich dziewięć. Tym razem stolczanie przegrali 2:4 (0:2) w Jaworzynie Śląskiej.

Honor stolczan niemal w każdym meczu ratuje Satanowski, który znów zdobył dwa gole i co jest największym paradoksem znajduje się w czołówce klasyfikacji strzelców. Głównie dzięki jego trafieniom pod względem liczby strzelonych goli Skałki też wypadają nieźle. Gdzie leży zatem przyczyna słabych wyników? Sugerując się tylko statystykami odpowiedź jest prosta. W defensywie. 42 stracone gole w jedenastu meczach to rezultat, który nie wymaga większego komentarza.

W Jaworzynie Śląskiej do przerwy Skałki przegrywały 0:2. W 13. minucie Italo Oliveira pokonał wykorzystał swoją szybkość i pokonał Kota, a następnie ten sam zawodnik kilka minut przed zmianą stron wykorzystał sytuację jeden na jeden z bramkarzem Skałek i dał Karolinie dwubramkowe prowadzenie. Defensorzy Skałek byli przekonani o tym, że gracz gospodarzy znajdował się w tej sytuacji na pozycji spalonej, jednak gwizdek arbitra milczał.

Po przerwie Karolina szybko dorzuciła gola numer trzy. Na listę strzelców wpisał się Jagieła i wydawało się, że emocji w tym spotkaniu nie będzie. W 70. minucie sygnał do ataku w ekipie Skałek dał jednak Satanowski, zdobywając gola bezpośrednio z rzutu wolnego. Ten sam zawodnik kilka minut później wykorzystał dobre dogranie Dominika i zdobył bramkę numer dwa, a w zespole Skałek pojawiła się nadzieja na wywalczenie chociażby punktu. Ostatecznie podopieczni Tomasza Piątkowskiego gola zdobyć już nie zdołali, a w końcówce rywalizacji stracili bramkę nr 4. Rzut karny sprokurował Krupiński, za który otrzymał drugą żółtą i w konsekwencji czerwoną kartkę, a z jedenastu metrów do siatki trafił Ptak i ustalił wynik konfrontacji. 

Skałki z sześcioma punktami zamykają ligową tabelę. Okazja na przełamanie w najbliższy weekend. Rywalem Wenus Nowice, który trzy tygodnie temu przegrał w Jaworzynie Śląskiej 0:5, ale później pokonał na własnym boisku ekipy z Roztoki i Witkowa.

Klasa okręgowa: Statyści

O ile w początkowej fazie meczu Sparta próbowała jeszcze nawiązać równorzędną walkę z piłkarzami z Lubawki, to w dalszej części meczu na boisku dominowali już tylko piłkarze Orła. Dla ziębiczan była to trzecia porażka z rzędu, a sytuacja w tabeli dla podopiecznych Grzegorza Bartkiewicza zaczyna powoli stawać się coraz bardziej skomplikowana. Sparta jest jeszcze nad strefą spadkową, ale jej przewaga wynosi zaledwie jedno oczko.

Beniaminek z Lubawki wygrał 6:0 (2:0), a katem ziębiczan został Musiał, który czterokrotnie pokonał broniącego z urazem Łosia. Pierwszego gola gracz Orła zdobył w 30. minucie. Piłka po jego strzale otartła się jeszcze o obrońcę Sparty i znalazła drogę do siatki. Drugi raz atakujący gospodarzy trafił do siatki niespełna dwie minuty później. Tym razem już przypadku nie było - Musiał popisał się ładnym uderzeniem i nie dał Łosiowi szans na interwencję. Do przerwy 2:0 i był to wynik, który w pełni odzwierciedlał boiskowe wydarzenia.

Po zmianie stron obraz gry nie uległ zmianie. Nadal dominowali gospodarze, którzy systematycznie ostrzeliwali bramkę Sparty. Swoje prowadzenie na 3:0 podwyższyli w 57. minucie po rzucie karnym egzekwowanym przez Musiała, a na 4:0 niespełna kwadrans później także podwyższył ten sam piłkarz. W końcówce rywalizacji gracze Orła dorzucili jeszcze dwa trafienia i odnieśli kolejne wysokie zwycięstwo. Dla Sparty była to już trzecia bardzo wysoka porażka z rzędu. W ostatnich trzech rywalizacjach ziębiczanie nie dość, że nie zdobyli gola, to stracili ich...aż dwadzieścia!

Za tydzień podopiecznych Grzegorza Bartkiewicza czeka pojedynek na własnym boisku z solidną Karoliną Jaworzyna Śląska, która zajmuje ósme miejsce, ale ma rozegrany mecz mniej niż większość zespołów.

Klasa okręgowa: Ważna wygrana Zamku

Podopieczni Grzegorza Czachora choć znów nie ustrzegli się błędów, to w końcu byli skuteczni i w ważnym meczu dla układu tabeli rozbili 6:2 (2:1) Dabro-Bau Makowice. Zamek dzięki wygranej ma w tabeli jedenaście oczek i wydaje się, że powinien zakończyć rundę jesienną nad kreską. Wiele będzie zależało jednak od kolejnego spotkania - rywalem sąsiadujący w tabeli Kryształ Stronie Śląskie.

Ekipa z Kamieńca Ząbkowickiego mecz w Makowicach rozpoczęła niemalże idealnie. W pierwszych minutach do siatki rywali z rzutu karnego trafił Sienkiewicz. W polu karnym faulowany był Gerlach. Niespełna kwadrans później wynik rywalizacji na 2:0 podwyższył Brzózka, który w sytuacji sam na sam umieścił futbolówkę w sieci nad interweniującym bramkarzem gospodarzy. Wydawało się, że Zamek czeka łatwa przeprawa, ale w 27. minucie kontaktowe trafienie zdobyli gospodarze, a konkretniej zrobił Duma, pokonując Sadowskiego uderzeniem z głowy. Jednobramkowa przewaga Zamku utrzymała się do przerwy.

Po przerwie Zamek szybko zdobył dwa gole i powiększył przewagę. Najpierw gola zdobył Nowak, a za chwilę drugie trafienie dorzucił Brzózka po asyście Gerlacha. Gospodarze zdołali odpowiedzić bramką z rzutu karnego. Sadowskiego pokonał Morawski. Ostatnie dwa słowa w tej rywalizacji należały jednak do podopiecznych Czachora. Na 5:2 podwyższył rezerwowy Mieszkalski, a wynik rywalizacji po indywidualnej akcji ustalił Brzózka, kompletując hat-tricka.

- Trzy punkty zdobyte na niezbyt łatwym terenie cieszą, ale przed nami następne ważne spotkania. Żeby zakończyć jesień na spokojnym miejscu musimy w nich zapunktować. W Makowicach w końcu zagraliśmy skutecznie w ataku, czego brakowało we wcześniejszych meczach. W obronie dalej popełniamy błędy ale to skutek tego, że zawsze w tej formacji grają inni zawodnicy. Tym razem zabrakło trzech kluczowych obrońców w osobach Kolasy, Chamerskiego i Kusowskiego - mówił po spotkaniu trener Grzegorz Czachor. - Skupiamy się już na meczu z Kryształem. To drugi mecz o przysłowiowe sześć punktów. Jeżeli zagramy z taką skutecznością jak w Makowicach, to wiem, że znów będziemy schodzić z boiska zadowoleni - dodał szkoleniowiec. 

A-klasa: Kryzys Polonii

Kiepsko wyglądają ostatnie wyniki ząbkowickiej Polonii i co gorsza, nie jest to dzieło przypadku. Podopieczni Krzysztofa Cupiała popełniają fatalne błędy, marnują doskonałe okazje i w rezultacie zamiast grać o najwyższe cele, muszą zacząć powoli oglądać się za siebie. Przewaga nad strefą spadkową jest co prawda jeszcze duża, ale ostatnie wyniki nie napawają optymizmem...

Mecz z sąsiadującą w tabeli Wiśniową miał być idealną okazją na zamazanie plamy po kiepskim wyniku z beniaminkiem z Marcinowic. Nic jednak z tego. Ząbkowiczanie przegrali 0:4 (0:3), choć zarówno bezpośrednio przed stratą pierwszego jak i drugiego gola mieli stuprocentowe sytuacje by najpierw objąć prowadzenie, a w drugim przypadku doprowadzić do remisu. Za pierwszym razem fatalnie spudłował jednak Mikulski, a w drugiej sytuacji uderzenie Damiana Madeja obronił bramkarz gospodarzy.

Miejscowi byli za to skuteczniejsi, bo na niewykorzystaną okazję Mikulskiego odpowiedzili kontrą i golem, a po niewykorzystanej sytuacji Madeja i kolejnym szybkim ataku wywalczyli rzut karny i także zamienili go na bramkę. Trzeci gol na minutę przed końcem pierwszej połowy to już kapitalne uderzenie z okolic 16 metra Reicha.

Zaraz po przerwie z boiska za niesportowe zachownie wyrzucony został Damian Madej i Polonia nie dość, że przegrywała 0:3 to grała w dziesiątkę. Niemniej jednak podopieczni Cupiała mieli swoje okazje i honorowego gola zdobyć powinni. Na listę strzelców wpisać się mogli Mikulski, Jaszek, Moszumański czy Senko, ale żadna z ich prób nie znalazła drogi do bramki Wiśniowej. Gospodarze wynik meczu na 4:0 ustalili już w doliczonym czasie gry.

Dla ząbkowiczan była to piąta porażka w sezonie i druga z rzędu. Za tydzień polonistów czeka starcie z wiceliderem z Bielawy.

A-klasa, gr. II: Ślęża nie zaskoczyła

Pożegnanie się z trenerem Grzegorzem Pierzakiem po ostatnim meczu nie spowodowało zmiany wyników ciepłowodzian. Ślęża przegrała dziewiąty mecz w sezonie i z siedmioma punktami zajmuje w tabeli przedostatnie miejsce.

Tym razem pogromcą zespołu z najmniejszej gminy w powiecie ząbkowickim okazał się zespól STEP Tąpadła/Wiry. Choć do przerwy kibice goli nie oglądali, to po zmianie stron goście lepiej ustawili celowniki i odnieśli zasłużone zwycięstwo.

Przyjezdni prowadzenie objęli po golu z rzutu karnego po bramce autorstwa Hałuszki w 53. minucie meczu. Niespełna kwadrans później było już 0:2 po zamieszaniu przed bramką Ślęży i trafieniu Mackiewicza, a rezultat na 0:3 goście ustalili w 71. minucie po uderzeniu bezpośrednio z rzutu wolnego. Teraz Ślężę czeka starcie z czwartym w tabeli Koliberem Uciechów.

A-klasa, gr. III: Unia zgodnie z planem

Złotostoczanie, choć jako pierwsi stracili gola, to nie pozostawili złudzeń Łomniczance Stara Łomnica na odniesienie korzystnego wyniku. Podopieczni Waldemara Tomaszewicza wygrali 5:2 (4:2) i są doskonałym przykładem drużyny, która mimo kłopotów kadrowych wygrywa te mecze, które powinna, aby nie musieć oglądać się za siebie.

- Pierwsza połowa w naszym wykonaniu wyglądała całkiem pozytywnie. Wykreowaliśmy sobie dużo sytuacji i to po składnych akcjach - mówił po pierwszych 45. minutach Tomaszewicz. Jego podopieczni do szatni schodzili przy stanie 4:2, choć od 11. minuty przegrywali po indywidualnej akcji Uchmana. Do remisu bardzo szybko doprowadził Szafarski, a minutę później prowadzenie unitom dał Rafał Brysiak. Kolejne dwa gole autorstwa Chrzanowskiego były wynikiem składnych akcji gospodarzy i padły kolejno w 26. i 38 minucie. Wynik do przerwy na 4:2 w 41. minucie pojedynku ustalił Barycz pokonując Króla.

W drugiej połowie kibice zobaczyli tylko jednego gola. W doliczonym czasie gry zdobył go Stwora. Wcześniej unici zmarnowali szereg doskonałych sytuacji. - Widząc jak moi zawodnicy marnują dogodne okazje, czasem mam wrażenie, że robią to specjalnie - mówił pół-żartem, pół-serio szkoleniowiec złotostoczan.

Za tydzień Unia zmierzy się z piątą Iskrą Jaszkowa Dolna i jeśli tam gracze Waldemara Tomaszewicza chcą myśleć o punktach, to zdecydowanie lepiej powinni ustawić celowniki. Aktualnie złotostoczanie z 16 punktami w tabeli zajmują dziesiąte miejsce.

A-klasa: Zamek II podał rękę Zjednoczonym

Po jedenastu kolejkach nie ma w lidze już zespołu, który nie zdobyłby chociaż oczka. Do tej pory miano idealnego dostarczyciela punktów mieli Zjednoczeni Ścinawka Średnia, ale i oni odnieśli w końcu wygraną. W meczu z przedostatnim Zamkiem Kamieniec Ząbkowicki II zwyciężyli 3:1 (1:1).

Jako pierwszy na prowadzenie wyszedł Zamek Kamieniec Ząbkowicki. W 39. minucie gola zdobył Nowakowski wykorzystując sytuację sam na sam po asyście Skubisza. Do szatni obie ekipy schodziły jednak przy remisie. W 42. minucie Malca strzałem bezpośrednio z rzutu wolnego pokonał Buczma. Gracze Zamku prowadzić mogli już wcześniej. Dobrej okazji nie wykorzystał jednak Mieszkalski, a kilka groźnych uderzeń z dystansu autostwa Skubisza, też nie przyniosło efektu.

Golz zdobyty przez Zjednoczonych tuż przed przerwą podziałał na ten zespół bardzo motywująco. W 47. minucie Malca strzałem z rzutu wolnego pokonał Walkiewicz i wyprowadził swój zespół na prowadzenie, a w końcówce rywalizacji trzecią bramkę dla ekipy ze Ścinawki Średniej zdobył Szczudłowski i goście odnieśli premierowe zwycięstwo w tej kampanii. Przy stanie 2:1 Zamek miał swoje okazje na doprowadzenie do remisu. Najlepszych nie wykorzystali jednak Chamerski i Arendarski.

Zamek z czterema punktami zajmuje w tabeli przedostatnie miejsce. Zjednoczeni mimo wygranej nadal zamykają stawkę. Za tydzień Zamek czeka starcie z Orlętami Krosnowice, które choć w tym sezonie grają znacznie poniżej oczekiwań, to w meczu z Zamkiem na pewno będą faworytem.

ms. / em24.pl

6

Dodaj komentarz

Dodając komentarz akceptujesz regulamin forum

KOMENTARZE powiadamiaj mnie o nowych komentarzach

REKLAMA