Express-Miejski.pl

Mieszkanka Złotego Stoku pobiegła w sztafecie z ogniem olimpijskim [FOTO] [VIDEO]

Małgorzata Szumska - Dziczkowska ze zniczem olimpijskim na swojej rodzinnej ziemi w Złotym Stoku fot.: mwinnik / em24.pl

Zobacz wszystkie zdjęcia w galerii

8 stycznia Małgorzata Szumska-Dziczkowska wraz z osiemnastoosobową grupą Polaków pobiegła w sztafecie z ogniem olimpijskim ulicami Seongnam w Korei Południowej.

29-latka pochodzi ze Złotego Stoku. Jest podróżniczką, pisarką, autorką dwóch książek podróżniczych „Zielona Sukienka” oraz „Twarze Tajfunu”. Zdobyła nagrody w konkursach „Śladami Marzeń”, „3Żywioły”, „Kormorany”. Została również nominowana w najbardziej prestiżowej nagrodzie podróżniczej w Polsce „Travelery 2014”, a w ostatnim czasie dostąpiła zaszczytu wzięcia udziału w sztafecie z ogniem olimpijskim.

Ogień olimpijski tradycyjnie wzniecony został w starożytnej Olimpii. Od 24 października przez osiem dni podróżował po Grecji, a następnie na pokładzie samolotu został przetransportowany do Korei Południowej. Tam 9 lutego dotrze do Pjongczang, gdzie posłuży do zapalenia głównego znicza olimpijskiego podczas uroczystego otwarcia igrzysk. Impreza potrwa do 25 lutego, a sportowcy będą rywalizować w 102 konkurencjach w 15 dyscyplinach.

Złotostoczanka do Azji udała się z grupą Polaków m.in.: z założycielką i szefową Polskiej Akcji Humanitarnej Janiną Ochojską, byłą mistrzynią UFC Joanną Jędrzejczyk, podróżnikiem Markiem Kamińskim, aktorami Arturem Żmijewskim i Ewą Błaszczyk, fotografką Lidią Popiel, dziennikarzem sportowym Michałem Polem, nauczycielką Jolantą Okuniewską czy bloggerem Arturem Kurasińskim. Każdy z uczestników miał do pokonania dystans 200 metrów. Złotostoczanka odbierała znicz od Natalii Hatalskiej i wyruszyła w trasę z numerem 10. Następnie przekazała go delegacji koreańskiej. 

Express-Miejski.pl: Jak doszło do tego, że biegłaś w tak prestiżowej sztafecie? Starałaś się o to? Marzyłaś żeby kiedykolwiek pobiec ze zniczem olimpijskim?

Małgorzata Szumska – Dziczkowska: Nie wiedziałam, że ktoś spoza sportu może biec ze zniczem, nie znałam tej teorii biegu. Zadzwonili do mnie w czerwcu z firmy Samsung Polska, która jest jedną z głównych sponsorów igrzysk olimpijskich. Zaproponowali, czy nie chciałabym być jedną z reprezentantek Polski. Na początku myślałam, że to jest jakiś żart, że ktoś ze znajomych robi mi psikusa w postaci takiego telefonu, więc podeszłam to tego bardzo luźno i odpowiedziałam: tak, wszędzie polecę, jeszcze za darmo, to jak najbardziej.

Express-Miejski.pl: Co było dalej?

Małgorzata Szumska – Dziczkowska: Później zaczęli wysyłać mi e-maile z prośbą o zdjęcie i danymi z dowodu. Trochę zaczęło to wyglądać tak, jakby ktoś chciał podrobić mój dowód albo ukraść mi tożsamość, bo cały czas to było takie nieoficjalne. Nie dostałam żadnego pisma do wypełnienia, tylko ktoś wysyłał mi e-maile. Owszem była w nich końcówka samsung.com, ale w dzisiejszym świecie zrobić sobie adres łudząco przypominający oryginał to żaden problem. Po tym, jak mi kazali wysłać kopię paszportu, zaczęłam się zastanawiać. W końcu niczego nie podpisywałam z nimi, nie widziałam nikogo na oczy. To było dla mnie tak nierealne, że wręcz nie wierzyłam, że może być prawdziwe.

Express-Miejski.pl: Co w takim razie postanowiłaś zrobić?

Małgorzata Szumska – Dziczkowska: Napisałam do Sylwii Nabywaniec, dziewczyny, która się ze mną cały czas kontaktowała. Zapytałam ją, czy to jest już pewne, skoro proszą mnie o takie detale, gdyż później jeszcze miałam podać rozmiar koszulki czy spodni. Odpowiedziała, że nie do końca, dlatego oprócz najbliższej rodziny nikomu nie się nie chwaliłam. Wiedziała moja mama, siostra i mąż. Myślałam, że nie warto się tym chwalić, jak za moment może okazać się, że mój bieg nie dojedzie do skutku. Mogło wyjść tak, że potrzebowali np. zgłosić pięćdziesiąt osób, a wiadomo, że pobiegnie tylko dziesięciu celebrytów.

Express-Miejski.pl: Kiedy wyjazd do Azji stał się dla Ciebie bardziej prawdopodobny?

Małgorzata Szumska – Dziczkowska: Końcem listopada dostałam zaproszenie na śniadanie do Warszawy, na którym cała grupa miała się poznać. Wtedy pomyślałam: kurde, Gośka, to jest realne. Tam wytłumaczono nam, że za każdym razem do biegu w sztafecie ze zniczem olimpijskim dobierają osoby według danego klucza. Okazało się, że w tym roku organizatorzy wybierali ludzi, których nazwali marzycielami. Chcieli tym samym pokazać, że generalnie „zwykłe”, szare osoby z tłumu także mogą stanowić inspirację. 

Express-Miejski.pl: Dlaczego padło zatem na Ciebie?

Małgorzata Szumska – Dziczkowska: Ktoś czytał moją książkę, poznał moją historię o Syberii i dziadkach i uznał, że jest to wzruszające i inspirujące. Oprócz mnie zaproszeni byli ludzie z przeróżnych branży np. dziewczyny, które są młodsze ode mnie, a prowadzą duże firmy i współpracują z Koreą czy Japonią. Bardzo dużo osób zajmowało się branżą technologiczną. Oprócz nas były również osoby bardziej rozpoznawalne jak np. Artur Żmijewski, czy Joanna Jędrzejczyk.

Express-Miejski.pl: Co czułaś, spotykając się z takimi osobami?

Małgorzata Szumska – Dziczkowska: Trochę się bałam. Mam w sobie bardzo dużo pokory i poznawanie takiej osoby jak Marek Kamiński, który jest dla mnie guru, jeżeli chodzi o podróże, to niezwykła rzecz. Asia Jędrzejczyk, Artur Żmijewski to osoby rozpoznawalne przez wielu Polaków. Była też Janina Ochojska - szefowa Polskiej Akcji Humanitarnej, dla której kiedyś pracowałam. Oczywiście nie wiedziała, nawet kim jestem. Nagle okazuje się, że mam z tymi wszystkimi ludźmi działać i współpracować. To wyjątkowe, ale początkowo bardzo stresujące. 

Express-Miejski.pl: Jak wspominasz dzień wylotu? 

Małgorzata Szumska – Dziczkowska: Tuż przed pojawieniem się na lotnisku zadzwoniłam do męża i mówiłam mu, że nikogo nie widzę przez okno i dalej stwierdzę, że to jest jakiś żart. Wejdę tam, nikogo nie będzie i okaże się, że ktoś mnie wkręca (śmiech). Nagle zobaczyłam ekipę w kurtkach Samsunga. Podeszło kilka innych osób, zaczęliśmy się przedstawiać, poznawać. Wszyscy byli tak samo speszeni i onieśmieleni.

Express-Miejski.pl: Jak minęła podróż?

Małgorzata Szumska – Dziczkowska: Siedziałam koło Artura Żmijewskiego. Pierwszy kwadrans naszej znajomości to raczej do zapomnienia. Z mojej strony wszystko było takie nienaturalne, żeby go tylko nie dotknąć i nie uprzykrzać się, bo przecież to postać znana z telewizji. Później, jak poznaliśmy się już bliżej, to okazało się, że to człowiek jak każdy z nas. Niesamowicie było poznać wszystkich. 

Express-Miejski.pl: Jak wspominasz czas spędzony w Korei?

Małgorzata Szumska – Dziczkowska: Spędziliśmy tam trzy dni i byliśmy goszczeni jak grupa bardzo ważnych ludzi. Wokół nas była 40-50-osobowa grupa z koreańskiego Samsunga, która dbała o najmniejszy detal. Mieliśmy zorganizowane kolacje, wieczory zapoznawcze, wyjazdy do muzeum czy przejazdy po torze wyścigowym Formuły 1.

Express-Miejski.pl: I jak wrażenia?

Małgorzata Szumska – Dziczkowska: Wrażenia ogromne. Niestety na tor Formuły 1 nie pojechałam. Strasznie się przeziębiłam, był moment, że miałam gorączkę ok. 40 stopni i dzień przed biegiem, nie mogłam ruszyć się z łóżka. Stwierdziłam zatem, że wyjazd na tor odpuszczę, żeby zadbać o swoje zdrowie. 

Express-Miejski.pl: Stosowałaś domowe sposoby?

Małgorzata Szumska – Dziczkowska: Nie, nie. Na szczęście mamy z mężem w Korei przyjaciółkę Junę. Przyjechała do mnie, wsadziła do taksówki i zabrała do szpitala. W języku koreańskim wytłumaczyła, co się dzieje i jak ważne jest to, żeby postawić mnie na nogi. W szpitalu byłam dwie godziny. Zrobili mi wszystkie badania. Była też taka śmieszna sytuacja. Doktor, gdy usłyszał, że jutro będę biec z ogniem, domyślił się, że jestem polską „celebrytką”. W Google sprawdził, jak się nazywam. Zobaczył, że jestem pisarką, przyszedł i bardzo łamanym angielskim mówił, że jego diagnoza jest taka, że jestem chora, bo jestem po prostu wrażliwa. To było przeurocze.

Express-Miejski.pl: Na swoim profilu na Facebooku pisałaś o tym, że zaskoczyło Cię, jak dużo wie o Polsce.

Małgorzata Szumska – Dziczkowska: Tak, to jest niesamowite, ponieważ my Polacy bardzo mało wiemy o Korei. Wnioskuję to po moich rozmowach ze znajomymi. Doktor wiedział, że mamy podobną historię II wojny światowej i tą po niej też, że jesteśmy dumnym narodem i Koreańczycy i my. Cały czas boimy się swojego sąsiada komunistycznego. To było niesamowite, że „przypadkowy” doktor wie tak dużo o nas.

Express-Miejski.pl: Jak wyglądał dzień biegu?

Małgorzata Szumska – Dziczkowska: O 5 rano trzeba było zjeść śniadanie, godzinę później jechaliśmy poza Seul. Tam była baza startowa, gdzie dostawaliśmy nasze ubrania i odbywało się szkolenie jak odpalać znicz, jak z nim biec. Znicz ważył półtora kilo, a po jego zapaleniu musiałam mieć wyciągniętą rękę i uważać by nie był za blisko czapki, włosów czy ludzi, żeby nikomu krzywdy nie zrobić i go nie ugasić. Było mnóstwo zdjęć, a w powietrzu czuć było ekscytację. Po szkoleniu rozwieziono nas na nasze punkty, gdzie czekali na nas organizatorzy oraz ludzie, którzy robili sobie z nami zdjęcia. Atmosfera niesamowita.

Express-Miejski.pl: Pamiętasz moment biegu?

Małgorzata Szumska – Dziczkowska: Nie (śmieje się). Jestem trzy miesiące po ślubie i porównuje sobie bieg do tamtego dnia. Niesamowite uczucie biec ze zniczem można tylko raz i ślub też powinno się brać raz. Jest to tak samo stresujące, że wielu rzeczy się nie pamięta.

Express-Miejski.pl: Miałaś jednak możliwość oglądnięcia swojego biegu.

Małgorzata Szumska – Dziczkowska: Tak, oglądałam film. Jak myślę o biegu, to widzę siebie z perspektywy filmu, niż z perspektywy bycia tam. Podeszłam, organizatorzy mnie ustawili, Natalia Hatalska podała mi znicz, przybiłyśmy piątkę, krzyknęłyśmy Polska i później biegłam. Oczywiście za szybko, bo był obok mnie chłopak, cały czas pilnował tempa i mówił tylko slow down (przyp. red. zwolnij). Nie da się jednak zwolnić, kiedy towarzyszą Ci takie emocje.

Express-Miejski.pl: Na filmiku widać, że byłaś bardzo radosna.

Małgorzata Szumska – Dziczkowska: Cudne w Koreańczykach jest to, że oni lubią mocną ekspresję. To nie miał być poważny, smutny, dostojny bieg ze zniczem. To było świetne, że mogłam być sobą. Te wszystkie skoki czy słowa nie były zaplanowane. To typowy spontan. Te trzy minuty to jest tak krótki czas, że nawet nie jesteś w stanie powiedzieć sobie, a teraz zrobię to, a za chwilę tamto. Tylko to robisz, bo wiesz, że Twój czas za chwilę minie. Było to niezwykle męczące. Pewnie przez to, że byłam osłabiona, przez adrenalinę i emocje. Jak zobaczyłam po dwustu metrach, że zbliżam się do kolejnej osoby z pochodnią, to trochę mi ulżyło, ale też było przykro. Na koniec szłam, a nie biegłam, żeby spowolnić moment przekazania ognia. To było niesamowite, a wydarzenie było wyjątkowe nie tylko dla mnie, zwykłej szarej Gośki ze Złotego Stoku, ale tak samo przeżywał to np. Marek Kamiński. Nawet to, że nie biegliśmy wszyscy razem, bo byliśmy podzieleni na mniejsze grupy, to cała impreza tak nas zintegrowała, że pożegnanie na lotnisku trwało godzinę.

Express-Miejski.pl: Co działo się po przekazaniu ognia?

Małgorzata Szumska – Dziczkowska: Wszystko działo się strasznie szybko. Organizatorzy poprowadzili mnie do autobusu, tam dostałam napój, żeby mnie postawił na nogi. Po chwili zaczynały wchodzić kolejne osoby z naszej grupy i każdy dostawał brawa. Zabrali nam znicze, odwieźli do hotelu i mieliśmy pół dnia wolnego. Dopiero wieczorem dostaliśmy zaproszenie na kolację, a po niej nastąpiło oficjalne zamknięcie naszej trzydniowej przygody. Każdy z nas na pamiątkę otrzymał swój znicz, z którym biegł.

Express-Miejski.pl: Gratulujemy sukcesu. Życzymy dużo zdrowia oraz sukcesów i dziękujemy na rozmowę.

Małgorzata Szumska – Dziczkowska: Ja również dziękuję. 

Poniżej prezentujemy trzyminutowy filmik z biegu złotostoczanki:


mwinnik / em24.pl

3

Dodaj komentarz

Dodając komentarz akceptujesz regulamin forum

KOMENTARZE powiadamiaj mnie o nowych komentarzach

  • Mieszkanka Złotego Stoku pobiegła w sztafecie z ogniem olimpijskim [FOTO] [VIDEO]

    2018-01-21 11:32:48

    gość: ~Mieszkaniec

    Złotostoczczanka !!!

  • 2018-01-21 23:56:47

    gość: ~Kamieniec

    Powinni tą historię dawać jako przykład gdy ktoś powie a co ja mogę :) Gratulacje:-)

  • 2018-01-24 23:45:10

    gość: ~bruce

    ostatnio dodany post

    @~Kamieniec
    prawda jest smutna, gdyby nie mamusia....

REKLAMA


REKLAMA